Recenzja serialu: „Obi-Wan Kenobi”, reż. Deborah Chow
Opowieść o starciu dobra ze złem.
Opowieść o starciu dobra ze złem.
Po obejrzeniu czterech godzinnych, zrealizowanych z rozmachem i świetnie granych odcinków zostaje się z poczuciem, że to kolejny autoportret środowiska stworzony z pieczołowitością godną lepszej sprawy.
„Nocne niebo” to dwa seriale w cenie jednego.
Kamera z godną pozazdroszczenia cierpliwością śledzi wszystkie wymiany spojrzeń, pocałunków, chwile zwierzeń, ból, strach, rozczarowanie, wyrzuty sumienia.
Jest niezręcznie i letnio.
Spin-off liczącej siedem sezonów serii „Bosch” to jeszcze więcej tego samego i w tym przypadku nie jest to powód do narzekań.
Po obejrzeniu pięciu z ośmiu odcinków zostaje się z poczuciem ciekawej i wciągającej, ale nadmiernie rozciągniętej historii.
Na pierwszy rzut oka „Lśniące dziewczyny” to tradycyjna opowieść o dziennikarskim śledztwie w sprawie seryjnego zabójcy kobiet.
Odbity na kserokopiarce scenariusz, marny humor, a przede wszystkim pozbawiona wdzięku, toporna animacja.
Z „Turystą” wyruszamy na wyprawę w australijski interior, do krainy węży, jaszczurek, skorpionów i uprawiających seks na środku drogi żółwi.
Serial jest pełen wdzięku i pozytywnych emocji, a jednocześnie nie unika dyskusji na poważne tematy.
Zapowiadało się intrygująco.
Serial ma zalety swojego genialnego poprzednika, bohaterowie są wiarygodni, także ci drugoplanowi.
Ta szpiegowska misja nie mogła się nie udać.
Tytuł każe zapytać o powiązania z kultową serią z lat 80.
Jest w „Powrocie” niekłamana czułość wobec człowieka z jego ułomnościami, jest delikatność i brak oceniania. Powiew świeżości w polskiej telewizji?
To pierwszy polski serial sygnowany logo HBO Max, który ma światową premierę.
Jest elokwentnie, sympatycznie i z próbą przegonienia „Euforii” w liczbie nagich penisów na ekranie.
Dramaturgia i logika psychologiczna są tu raczej życzeniowe.
„Peacemaker” miał polską premierę wraz ze startem platformy HBO Max, na której pojawiło się również kilka długo oczekiwanych seriali.