Kraj

Jak hartowała się „rekomendacja”?

Minister zdrowia Łukasz Szumowski. Posiedzenie Sejmu poświęcone sytuacji epidemicznej, 6 kwietnia 2020 r. Minister zdrowia Łukasz Szumowski. Posiedzenie Sejmu poświęcone sytuacji epidemicznej, 6 kwietnia 2020 r. Adam Chełstowski / Forum
Jeśli władza mataczy danymi, raz po raz zmienia zdanie, wrzuca rozmaite ograniczenia mające na celu pokazanie, że wszystko wraca do normalności, to nasuwa się przypuszczenie, że mamy do czynienia z nieczystą grą.

Oto omówienie sugestii p. Szumowskiego w sprawie wyborów prezydenckich: „Epidemia koronawirusa będzie nam towarzyszyła przez najbliższe miesiące, dopóki nie pojawi się szczepionka. Wiemy, że szczepionka może powstać w ciągu 15 miesięcy. Tak więc wybory prezydenckie w tradycyjnej formie mogą być przeprowadzone najwcześniej za dwa lata. Taka jest moja rekomendacja. Jeżeli ugrupowania polityczne nie zgodzą się na taką formułę, jedyną formą bezpieczną są wybory korespondencyjne. Wszelkie dane medyczne mówią, że nie ma lepszych lub gorszych terminów z punktu widzenia medycznego. O szczegółowych zaleceniach dotyczących wyborów korespondencyjnych będę mógł poinformować premiera, gdy ustawa na temat wyborów będzie w pełni ukształtowana i wróci do parlamentu. Wybory korespondencyjne minimalizują ryzyko. W ciągu dwóch lat formuła korespondencyjna będzie jedyną możliwą formą”.

Nigdzie nie można znaleźć oficjalnego tekstu sugestii p. Szumowskiego, ani na oficjalnej stronie Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, ani na takowej resortu, chociaż rzecz dotyczy sprawy kluczowej, tj. zdrowia i życia Polek i Polaków. Jest to jeden z powodów, dla których tytuł niniejszego felietonu zawiera cudzysłów przy jednym ze słów.

Czytaj też: Europa mocno krytykuje wyborcze plany PiS

Partia kieruje i rządzi

Są jednak znacznie ważniejsze powody, by mówić o „rekomendacji”, a nie rekomendacji. Można było oczekiwać, że minister zdrowia wyraźnie (jednoznacznie) wypowie się w sprawie wyborów 10 maja 2020 r. Nic podobnego, bo jego rekomendacja powiada, że wybory w formie tradycyjnej będą możliwe najwcześniej za dwa lata. Pan Szumowski stwierdza, że wybory korespondencyjne minimalizują ryzyko (a nie, że je wykluczają). Poparcie dla 10 maja nie wynika nawet z fragmentu o szczegółowych zaleceniach, gdy ustawa „będzie w pełni ukształtowana i wróci do parlamentu” (ciekawe, że konstytucyjny minister nie wie, że ustawa jest cały czas w parlamencie – a może wie, że ostatecznie jest kształtowana w zgoła innym miejscu?). Jednym z owych detalicznych postulatów może być odłożenie wyborów. Jedyne, co można wyprowadzić ze słów p. Szumowskiego, to że skoro z medycznego punktu widzenia nie ma lepszych i gorszych terminów dla przeprowadzenia wyborów korespondencyjnych, to można je przeprowadzić w maju bieżącego roku.

Tak to już jest, że gdy polityk mętnie prawi, kryją się za tym polityczne podteksty. Pan Fogiel, propagandowa wicetuba PiS, tak to skomentował: „Minister zdrowia dał rekomendacje, opierając się na swojej wiedzy, swojej ocenie sytuacji i z pewnością w oparciu o opinie ekspertów. Przyjmujemy te rekomendacje, byliśmy przekonani, że głosowanie korespondencyjne jest najlepszym wyjściem”.

To dość znamienne, że komentuje (ba, nawet przyjmuje) „te” rekomendacje zastępca rzecznika partii politycznej, a nie rządu. Formuła „partia kieruje, rząd rządzi”, będąca osnową systemu ustrojowego PRL, została zastąpiona prostszą: „partia kieruje i rządzi”.

Czytaj też: Duda zwiększył przewagę, Kosiniak dogania Kidawę

PiS ustrzeli dwie pieczenie jednym nabojem

Chociaż p. Fogiel tego wyraźnie nie powiedział, to partia najwyraźniej uważa, że minister zdrowia jest za majowym terminem. Zresztą wychodzi na to, że p. Szumowski zgodził się z wcześniej powziętym przekonaniem dobrozmieńców, a nie odwrotnie. Mamy też interesującą koincydencję pomiędzy terminem „za dwa lata” a czasokresem przedłużenia kadencji p. Dudy proponowanym przez szczep pod nazwą Porozumienie Gowina, a także przez plemionko pt. Solidarna Polska. Wprawdzie p. Szumowski niedawno zastrzegł, że nie życzy sobie bycia łączonym z grą pod nazwą „zmiana konstytucji”, ale chyba zmienił zdanie, zważywszy na określony przez niego horyzont czasowy dla bezpiecznych wyborów w sensie tradycyjnym i aluzję do zgody wszystkich formacji politycznych.

Pan Gowin chyba ucieszył się z tych słów, ponieważ zaraz zaproponował podniesienie p. Szumowskiego do rangi wicepremiera. Niektóre analizy politologiczne sugerują, że tzw. dobra zmiana chciałaby ustrzelić dwie pieczenie jednym nabojem, mianowicie zmianę konstytucji (siedmioletnia kadencja prezydenta) i możliwość jeszcze jednego kandydowania p. Dudy (mogłoby tak być, gdyby zmiana ustawy zasadniczej dokonała się po wyborach w maju 2020 r.). Nie można więc wykluczyć, że p. Gowin i p. Szumowski organizują ustawkę na polecenie Kogoś Trzeciego. Kogóż, zgadnij, robaczku?

Ministerstwo Zdrowia ma własne dane

Jak pisałem w poprzednim tygodniu, są różne modele dalszego rozwoju pandemii. Tak naprawdę nie wiadomo, jak długo będzie trwała i w jakich rozmiarach. Kilkanaście miesięcy, krócej, dłużej, ustabilizuje się na pewnym poziomie, będzie powracać z różną intensywnością itd.? Nie wiadomo, skąd p. Szumowski czerpie informacje, kiedy będzie gotowa szczepionka, ponieważ na ten temat są różne doniesienia. To, co racjonalnie można przewidywać, to prognoza na tzw. krótką metę.

Najbardziej optymistyczna analiza, autorstwa Instytutu Pomiarów i Ocen Stanu Zdrowia w Seattle, z zaznaczeniem możliwości sporej niepewności, wskazuje, że szczyt mamy za sobą, ale epidemia będzie trwała do połowy maja. Nie wiadomo również, jakie dane wyjściowe zostały wzięte pod uwagę: czy dostarczone przez resort kierowany przez p. Szumowskiego, czy jakąś inną agencję. Jeśli to pierwsze, to wiele wskazuje na to, że ministerstwo nie dysponuje adekwatnym oszacowaniem (z powodu niedostatecznej liczby testów) zakażonych, a to przecież od tego zależy statystyka pandemii.

Czytaj też: Koronawirus zostanie z nami na długo

Jasne jest, że sytuacja może się radykalnie zmienić z powodu epidemicznego „kopa”, np. wyborów korespondencyjnych, które chociaż są bezpieczniejsze od tradycyjnych, nie wykluczają znaczącego wzrostu zachorowań na Covid-19. Pan Szumowski myli się, twierdząc, że elekcja za pośrednictwem poczty minimalizuje ryzyko, ponieważ czyni to tylko relatywnie, tj. w porównaniu z udaniem się do lokali wyborczych. Racjonalna strategia decyzyjna w obecnej sytuacji jest prosta i polega na przesunięciu wyborów w związku z możliwością wspomnianego „kopa”, nawet na krótki czas, tj. na kilka miesięcy, i zobaczenia, jak rozwinie się sytuacja. W międzyczasie można opracowywać jakieś inne formy głosowania, np. elektroniczne, bo „kopertowa” jest dość ryzykowana.

Czytaj też: Jak pracują listonosze? Wyborów nie przeprowadzą

Nieczysta gra PiS w wybory

Wygląda jednak na to, że tzw. dobra zmiana prze do majowych wyborów, nie bacząc na ryzyko. Pojawiają się blokady informacji (np. o dramatycznym stanie w domach opieki społecznej i coraz gorszym w niektórych szpitalach) oraz manipulacje danymi z zagranicy. Sam p. Szumowski powiada, że nie ma „ewidentnych” danych o „istotnym” wzroście zachorowań w Bawarii po tamtejszych wyborach korespondencyjnych. Wszelako wystarczą jakiekolwiek dane z Bawarii, aby przyjąć, że co najmniej (zakładając, że frekwencja w Polsce wyniesie 30 proc. uprawnionych) dziesięciokrotnie większa liczba głosujących może spowodować znaczące zwiększenie zakażeń, nawet gdyby założyć porównywalny poziom organizacyjny.

Innym dziwnym posunięciem jest luzowanie niektórych obostrzeń sanitarnych w sytuacji, gdy szczyt pandemii jest prawdopodobnie jeszcze przed nami. Tedy mamy do czynienia z propagandowym zagraniem mającym uzasadnić, że – aby sparafrazować p. Dudę – skoro można wejść do parku, to nie ma powodu, aby nie głosować korespondencyjnie. A jeśli tak jest, można podejrzewać czynowników tzw. dobrej zmiany o nieczystą grę.

Przypomnę, że p. Sasin, główny organizator wyborów, antycypował „rekomendacje” p. Szumowskiego, opatrując to dodatkowym łgarstwem, że wybory za pośrednictwem kopert są całkowicie bezpieczne. Gdy liczba ofiar koronawirusa znacząco wzrośnie po 10 (17, 23) maja, pewnie powie, że nikt do niego nie zadzwonił z ostrzeżeniem (to aluzja do tłumaczenia p. Sasina, że gdyby dowiedział się telefonicznie, że lotnisko w Smoleńsku jest nieczynne, to inaczej organizowałby feralny lot 10 kwietnia 2010 r.).

Po raz kolejny trzeba wyrazić zdziwienie, że p. Szumowski, tak bardzo moralny osobnik, ba, gotów z pełnym poświęceniem oddać kierowaną przez siebie służbę zdrowia pod protekcję sił nadprzyrodzonych, nie sprostował kłamstwa swojego partyjno-rządowego kolegi. Z kolei p. Czaputowicz jeszcze kilka dni temu biadał, że nie można przygotować wyborów korespondencyjnych za granicą. Nagle zmienił zdanie i podpisał rozporządzenie o ich organizacji.

Adam Szostkiewicz: Spadła maseczka Szumowskiego

Prezydent na mostku Polski

Jeśli władza mataczy danymi, ukrywa je, raz po raz zmienia zdanie (dwukrotna zmiana kodeksu wyborczego, olśnienie p. Czaputowicza), wrzuca rozmaite ograniczenia, np. eliminuje Państwową Komisję Wyborczą z procesu elekcyjnego czy podejmuje rozmaite triki propagandowe mające na celu pokazanie, że wszystko wraca do normalności, chociażby częściowej, nasuwa się przypuszczenie, że mamy do czynienia z nieczystą grą. Pewnie nie chodzi tylko o wybory, ale w ogólności marne perspektywy na przyszłość zafundowane przez opróżnienie rezerw budżetowych w wyniku absurdalnego rozdawnictwa socjalnego przez kolejne rządy tzw. dobrej zmiany.

Na razie mamy jednak sprawę wyborów, o których p. Zbyszek (pardon za poufałość) z właściwą sobie bystrością orzekł: „Przełóżmy to [konstytucyjnie, ma się rozumieć] lub zróbmy to jak najszybciej”. Czyżby ten stały klient p. Rydzyka zapomniał, że co nagle, to po diable? Pan Wójcik, zastępca p. Zbyszka (jeszcze raz pardon za poufałość), zapytany, czy wybory prezydenckie mają się teraz odbyć, odpowiedział z miną rozanielonego prosiaczka, że tak, gdyż na kapitańskim mostku państwa musi być ktoś, tj. prezydent. Jasne, że p. Wójcik rad widziałby p. Dudę w funkcji kapitana. Słusznie, gdyż, jak rzeczony pretendent wyjawił, lubi internetowe rozmowy z obywatelstwem, bo wtedy może odpowiadać na podstawie tego, co wie, i nie musi konsultować. Z Kimże, ach Kimże, zgadnij, robaczku?

Czytaj też: Coraz mniej zjednoczona prawica

Służba, nie drużba

Jest jasne, że „rekomendacje” p. Szumowskiego gdzieś się hartowały. W ustaleniu miejsca pomaga jedno z wyznań p. Witek. Wyjaśniając swoją niedawną obecność na pl. Piłsudskiego, poinformowała świat, że jako marszałek Sejmu była w pracy. Kilka dni później, zarządzając przerwę w obradach, oświadczyła, że uciążliwość obrad w porze nocnej nie jest ważna, gdyż jesteśmy na „służbie”. Odwołanie się do służby sporo wyjaśnia, zważywszy na koncepcyjne miejsce owej posługi, tj. budynek przy ul. Nowogrodzkiej w Warszawie. Tam też zaczęło się hartowanie „rekomendacji” przedstawionej p. Morawieckiemu przez p. Szumowskiego.

Innym przykładem służby jest p. Jackowski, senator PiS. Opowiadał się za obowiązkowymi testami antywirusowymi dla służby zdrowia, ale głosował przeciw, gdyż – jak wyjaśnił – „jestem członkiem klubu parlamentarnego Prawa i Sprawiedliwości”. Służba, nie drużba. Cóż, nobliwy p. Jackowski jest dojrzałym odpowiednikiem młodego Pawki Korczagina z powieści „Jak hartowała się stal” Ostrowskiego. Czas historyczny wprawdzie różny, ale podobna żarliwa wierność partii i jej Wodzowi.

Nie tylko w wykonaniu p. Jackowskiego, ale wszystkich dobrozmieńców, także p. Dudy, niemal idealnie zahartowanego w wiadomej władczej stalowni. Jego rozmowa z p. Trumpem, oczywiście z „inicjatywy” tego drugiego, m.in. o roli NATO w zwalczaniu koronawirusa, była pokazem czystego absurdu. Brakowało tylko gwarancji, że użyte zostaną samoloty F-16 i rakiety balistyczne. Nie wszystko ujawniono z tej konwersacji, ale nie jest wykluczone, że rozmówcy się zgodzili, że koronawirus w USA to wymysł demokratów i Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), a w Europie wszystkiemu winna wyimaginowana wspólnota brukselska.

Jerzy Baczyński: Po co grać w grę Kaczyńskiego?

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kraj

Na kogo Ziobro zbiera haki

To sojusz taktyczny. O przyjaźni między Zbigniewem Ziobrą i Jackiem Kurskim nie ma mowy. W tle jest wspólny interes polityczny i – jak mówią dobrze poinformowani – haki.

Anna Dąbrowska, Paweł Reszka
12.08.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną