Prenumerata na trudne czasy.

6 miesięcy za 99 zł.

Subskrybuj
Kraj

Trybunał Przyłębskiej zahamował. O co chodzi w tej grze z UE?

Trybunał Julii Przyłębskiej odroczył sprawę, która może podważyć miejsce Polski w UE. Trybunał Julii Przyłębskiej odroczył sprawę, która może podważyć miejsce Polski w UE. Adam Chełstowski / Forum
Kluczowa dla roli Polski w UE rozprawa przed Trybunałem Julii Przyłębskiej została odroczona. Wygląda na to, że Trybunał wykorzystał pretekst, by nie wydać wyroku w sprawie, która zadrażnia relacje z Unią, gdy w Polsce przebywa wiceszefowa Komisji Europejskiej. Czy w tej grze może być jakieś drugie dno?

Od poniedziałku w Polsce przebywa Věra Jourová, wiceszefowa Komisji Europejskiej odpowiedzialna za kwestie praw człowieka i praworządności. Akurat teraz, gdy Trybunał Julii Przyłębskiej zaplanował rozpatrzenie sprawy, która może podważyć miejsce i rolę Polski w Unii Europejskiej, a na wschodniej granicy rozgrywa się dramat 32 uchodźców. Czy w tej zbieżności jest drugie dno, a rolę gra fakt, że Polska, a także Litwa i Łotwa są „przedmurzem” Unii, które może powstrzymać – lub nie – spodziewany napływ uchodźców do UE?

Czytaj też: Kaczyński o likwidacji Izby Dyscyplinarnej. To gra na czas?

Trybunał Przyłębskiej wcisnął hamulec

Trybunał Przyłębskiej miał dziś kontynuować rozprawę z wniosku premiera Mateusza Morawieckiego o uznanie, że w Polsce nie obowiązują wyroki Trybunału Sprawiedliwości UE, które skutkowałyby pomijaniem konstytucji w orzecznictwie sądów i kwestionowaniem powołań sędziowskich z udziałem stworzonej przez PiS nowej Krajowej Rady Sądownictwa. Rozprawę pierwszy raz przerwano 15 lipca, gdy TSUE wydał wyrok w sprawie systemu odpowiedzialności dyscyplinarnej sędziów. Przeniesiono ją na pełen skład (wcześniej wyznaczono pięcioosobowy) i planowano dziś kontynuować.

Na początku prezes Trybunału odrzuciła cztery wnioski RPO o wyłączenie trzech tzw. dublerów (powołanych w miejsce legalnie wybranych członków TK) i Krystyny Pawłowicz jako osoby niedającej gwarancji bezstronności ze względu na jej nieskrywaną niechęć do Unii i sędziów. A także wniosek o zawieszenie sprawy do czasu, aż Trybunał osądzi wniosek prokuratora generalnego Zbigniewa Ziobry o uznanie, że prawo do sądu zapisane w Europejskiej Konwencji Praw Człowieka jest sprzeczne z polską konstytucją. W tym wniosku Ziobry chodzi o to, by „unieważnić” wyrok Europejskiego Trybunału Praw Człowieka stwierdzający, że Trybunał Konstytucyjny orzekający w składzie z dublerem nie jest sądem spełniającym wymogi Europejskiej Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i polskiego prawa.

I wtedy występujący w imieniu RPO Mirosław Wróblewski złożył kolejny wniosek o wyłączenie sędziego – tym razem Stanisława Piotrowicza. Argumentacja ta sama co w przypadku Pawłowicz: brak bezstronności. Prezes Przyłębska ogłosiła przerwę. Po niej, nieoczekiwanie, zamiast podjąć spodziewaną decyzję, że wniosek RPO został odrzucony, ogłosiła odroczenie rozprawy – do 22 września. Po czym stwierdziła, że Trybunał krytykowany jest za odraczanie, tymczasem nie ma wyjścia, skoro składane są takie wnioski.

Tyle że do tej pory z wnioskami składanymi na rozprawie Trybunał radził sobie podczas przerwy – np. na obiad. Teraz nagle potrzeba mu na to trzech tygodni. I to w sytuacji, gdy – powtórzmy – argumentacja jest podobna do tej z wniosku dotyczącego Pawłowicz, jaki już rozpatrzył.

Czytaj też: Wojna PiS z UE może być jeszcze droższa

Jourová: Ufam polskim władzom, że zrobią co należy

Co się stało? Czy można sądzić, że „inni szatani są tu czynni”? Wiceszefowa KE, która jest w Polsce w sprawie uchodźców, spotkała się w poniedziałek z nowym RPO Marcinem Wiąckiem. Rozmawiała również na temat „reformy” sądownictwa. Orzeczenie, że Polska nie będzie stosować się do unijnego prawa w trakcie obecności Jourovej, odpowiedzialnej w UE za prawa człowieka i praworządność, byłoby jak policzek. Można się spodziewać, że i bez wniosku RPO Trybunał odroczyłby rozprawę, a przynajmniej wydanie wyroku, a Przyłębska po prostu wykorzystała pretekst.

Jourová przyjechała w sprawie uchodźców, ale nie wypowiada się na temat przestrzegania wobec nich konwencji genewskiej. Oficjalne stanowisko Unii podkreśla przede wszystkim priorytet dla „ochrony granic”. Granic UE oczywiście. Wspomina się o „prawach podstawowych” uchodźców, ale nie bardzo wiadomo, na czym, jeśli nie na przestrzeganiu konwencji, miałyby one polegać.

Jourová nie skrytykowała np. faktu, że nie dopuszcza się do nich lekarza ani że odgradza się ich drutem kolczastym. Mało tego, dokładnie w czasie jej wizyty premier i szef MSWiA Mariusz Kamiński ogłosili zamiar wprowadzenia stanu wyjątkowego na Podlasiu i Lubelszczyźnie, co może oznaczać chęć usunięcia spod Usnarza organizacji pozarządowych, które monitorują sytuację i ujawniają nielegalny proceder tzw. pushbacku: odpychania za granicę osób proszących o azyl. Te organizacje są jedynym łącznikiem uchodźców ze światem.

Tymczasem wiceszefowa Komisji Europejskiej nie krytykuje zamiaru ich usunięcia, nie wyraża zaniepokojenia nieprzestrzeganiem „praw podstawowych”. „Lepiej zostawić to ludziom, którzy zajmują się bezpieczeństwem wewnętrznym Unii Europejskiej. Ufam polskim władzom, że zrobią wszystko jak należy, aby przywrócić stabilną sytuację” – stwierdziła we wtorek. I dodała: „Musimy chronić nasze zewnętrzne granice, ale z drugiej strony nie możemy pozwolić tym ludziom umrzeć. Jednakże trzeba wysłać jasny sygnał, że to nie jest właściwa droga do Europy. To wynika z naszych zobowiązań”. Dlaczego nie upomina się twardo o prawa uchodźców?

Może dlatego, że rękami Polaków, a także Litwinów i Łotyszy Unia zamierza udaremnić napływ uchodźców do Unii? Ceną zaś może być złagodzenie presji na obronę praworządności w Polsce, w tym na obronę wymiaru sprawiedliwości przed politycznym podporządkowaniem.

Czytaj też: Zderzenie dwóch trybunałów

Dlaczego Komisja zwleka w sprawie orzeczeń TSUE

Warto w tym miejscu przypomnieć, że Komisja Europejska wciąż nie zareagowała na impertynencką odpowiedź rządu na orzeczenia TSUE – de facto oświadczył on, że Polska ich nie wykona, bo sprzeciwia się temu konstytucja. Na osłodę rząd rzucił, że w przyszłości zlikwiduje Izbę Dyscyplinarną „w dzisiejszym kształcie”, co zapewne oznacza niepoprawiającą sytuacji roszadę. Po takiej odpowiedzi najprawdopodobniejszą reakcją byłby wniosek Komisji do TSUE o nałożenie kary finansowej za niewykonanie orzeczeń trybunału. Nic takiego nie nastąpiło. Zamiast tego toczy się wymiana korespondencji pomiędzy rządem a Komisją.

Jednocześnie rząd umacnia zasieki na wschodniej granicy i zapewnia, że priorytetem jest obrona granic. Dla Unii „obrona granic” też jest priorytetem. Już dzieje się to kosztem praw podstawowych. Czy teraz też kosztem praworządności w Polsce?

Więcej na ten temat
Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną