Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Kraj

Bajtki – narzędzie pcimienia polski

Daniel Obajtek Daniel Obajtek Jakub Włodek / Agencja Wyborcza.pl
Bajtki są dzisiaj wzorcem dla innych dezinformacyjnych jednostek, takich jak glapki (komunikaty p. Glapińskiego), gderki (wytwarzane przez p. Derę), sellinki (produkowane przez p. Sellina) czy zybertki (dzieła p. Zybertowicza).

Tytuł wymaga komentarza. Bajt to technicznie najmniejsza jednostka informacji pamięci komputerowej. W sensie szerszym bajtem można nazwać jakąś ustaloną podstawową zawartość informacyjną, np. fraza „p. Obajtek był kiedyś wójtem Pcimia” zawiera mniej bajtów od kontekstu powstałego przez dodanie do niej zdania: „a teraz jest prezesem Orlenu”. Obecna sytuacja w polskim dyskursie publicznym sugeruje wprowadzenie bajtka jako jednostki informacji zdegenerowanej potrzebami propagandowymi. Słowo „bajtek” ma przypadkowy związek frazeologiczny z nazwiskiem „Obajtek”, podobnie jak nazwa „Gdynia” z rzeczownikiem „dynia”.

Czytaj też: Saudi Orlenco. Obajtek ma duże kłopoty. Przeciwnik jest wagi ciężkiej

Bajtki, glapki i zybertki

Niemniej tak się porobiło, że obecny prezes Orlenu jest wydajnym producentem bajtków w powyższym rozumieniu. Pod tym względem bajtki są dzisiaj wzorcem dla innych dezinformacyjnych jednostek, takich jak (wszystkie, co przyznaję, są urobione od nazwisk czołowych dobrozmieńców) glapki (komunikaty p. Glapińskiego), gderki (wytwarzane przez p. Derę), sellinki (produkowane przez p. Sellina), zybertki (dzieła p. Zybertowicza) czy szrotki (efekty pracy p. Szrota). Nie przypadkiem powyższy wykaz nie obejmuje tego, co emitują top figury tzw. dobrej zmiany (kolejność nie odpowiada rzeczywistej roli tych osób): p. Duda, p. Morawiecki i Prezes the Best, ponieważ bajtki (i rozmaite ich konkretyzacje) są czynione w ich imieniu, przede wszystkim ostatniego w tym szeregu (i tak powiedzenie, że ostatni będą pierwszymi, nabiera znamiennej konkretyzacji, że ostatni są pierwszymi). Bajtki są narzędziem procesu, który pozwalam sobie nazwać pcimieniem.

Z góry zaznaczam, że nie jest moją intencją dworowanie sobie z Pcimia, sympatycznej miejscowości leżącej niedaleko Myślenic w kierunku Zakopanego. Wszelako tak się zdarzyło, że p. Obajtek pochodzi z Pcimia, tam założył ostrogi do swojej dalszej kariery urzędniczo-politycznej i tam udało mu się zrealizować pryncypia pcimienia w niemałym stopniu.

Jednym z istotnych elementów tego porządku jest hasło: „aby dobra zmiana rosła w siłę, a nam (tj. elicie dobrozmieńców) żyło się dostatniej”. Okoliczność tę dostrzegł p. Kaczyński, stwierdzając: „[Obajtek] ma ogromne możliwości, ma niezwykłą determinację i coś takiego, co daje pan Bóg, a co trudno zdefiniować. Aurę, która pozwala mu ludzi mobilizować, jednoczyć wokół jakiegoś celu”. Nic też dziwnego, że „on w tej gminie dokonywał cudów”, a przecież to jasne (oczywista oczywistość), że cudów nie da się dokonać bez pomocy sił nadprzyrodzonych.

Czytaj też: Fantomowe auto Lotosu. Obajtek uderza w Naimskiego

Polska mistrzem świata

Jakie to cuda są dziełem p. Obajtka? Wedle Jego Ekscelencji stworzył chyba jedyny do tej pory w Polsce „sklep w stylu amerykańskim, gdzie można wjechać samochodem i prosto z samochodu kupować, brać z półek”, „zbudował potężną sieć dróg rowerowych”, „stworzył żłobek i przedszkole w prawie każdej wsi”. Oto komentarze kogoś znającego owe cuda z autopsji, a nie z opowiadań samego p. Obajtka i jego duchowego mentora: „Nie ma takiego sklepu w Pcimiu ani w gminie Pcim”, „Jest jedna ścieżka rowerowa, ok. 3,5 km w kierunku Stróży, i ponad kilometr ścieżki w innej części Pcimia”, „Żłobków na pewno nie ma i nie było. Przedszkola były w jakiś sposób zreformowane”.

Wygląda na to, że p. Kaczyński miesza życzenia z rzeczywistością, co jest stałym paliwem dla bajtków, glapek, gderek, zybertek, sellinek czy szrotek, czyli z reguły sennych bajdurzeń o potędze kraju pod rządami tzw. dobrej zmiany. Do tego rodzaju rojeń należą opowiadania o największym lotnisku pasażerskim w tej części świata (p. Horała dba o to ze wszystkich sił), o staniu się potęgą bałtycką z powodu przekopania Mierzei Wiślanej (sam p. Kaczyński wbił łopatę jako pierwszy w tym dziele), o posiadaniu największej armii w Europie (dzięki logistycznym talentom p. Błaszczaka), o najbardziej efektywnym zwalczaniu inflacji (dzięki inicjatywom p. Glapińskiego, który sam siebie uznał za najlepszego szefa banku centralnego), o rychłym dogonieniu Francji pod względem poziomu zamożności obywateli (mity p. Morawieckiego) czy o nierychliwym, ale pewnym otrzymaniu reparacji wojennych od Niemiec (majaczenia p. Mularczyka).

Nie mogę sobie odmówić krótkiego komentarza do znaczącego (tak to przedstawiają prawie wszyscy komentatorzy, również ci, którzy nie służą tzw. dobrej zmianie) sukcesu reprezentacji rodzimych piłkarzy, którzy po raz pierwszy od 36 lat wyszli z grupy w mistrzostwach świata. Wyprzedziliśmy Meksyk tylko nieco lepszą różnicą bramek (oni 2:3, my 2:2), a wiele wskazuje na to, że Argentyńczycy, z powodu konfliktu z meksykańskimi piłkarzami o Messiego, celowo odpuścili Polakom, wygrywając 2:0, a nie wyżej. Taki to był sukces.

Czytaj także: Sasin, Obajtek i Saudyjczycy. Wojują i donoszą na siebie do prezesa PiS

Prezes broni Obajtka jak niepodległości

Pan Kaczyński podkreśla, że były wójt Pcimia był i jest atakowany – oczywiście przez zdradzieckie mordy. Pomijam sprawę (oskarżenie o korupcję) z 2013 r., ostatecznie umorzoną w 2017, a więc już przez „całkowicie bezstronną” prokuraturę działającą pod kierunkiem p. Zbyszka (pardon za poufałość), i chyba niezbyt legalne działania p. Obajtka w firmie pp. Lisów (prywatnie jego wujów). Od kilku lat pojawiają się zastrzeżenia wobec byłego wójta Pcimia w związku z jego wyjątkowo szybką karierą polityczną i majątkową.

Jego Ekscelencja opowiada: „Mogę powiedzieć, że pan Daniel Obajtek jest z nami, jest jednym z nas i to jest coś, co przynosi wielkie korzyści Polsce oraz naszemu obozowi politycznemu. Możemy być z tego nie tylko zadowoleni, ale także dumni”. I dalej: „Daniel Obajtek nie jest kontrowersyjną postacią (...) to jest człowiek w całym tego słowa znaczeniu wybitny. Być może z tego powodu jest tak straszliwie atakowany. (...) To coś, co jest jego ogromną zasługą i wynikiem jego determinacji i umiejętności działania i przełamywania różnych barier, które niestety w Polsce są bardzo silne. Można powiedzieć, że ten imposybilizm, ta niemożliwość działania jest wpisana w nasz ustrój polityczny czy różnego rodzaju sfery funkcjonowania administracji, świadomości elit administracyjnych. (...) Jeśli chodzi o zarzuty dotyczące spraw osobistych, to wszystko było wielokrotnie weryfikowane na różne sposoby. Ja z własnego życia pamiętam, jak byłem człowiekiem, który nie miał nic – własnego mieszkania, żadnego majątku i jednocześnie chodziłem po Polsce jako ten, który się najbardziej dorobił na polityce. (...) To jest tak, że jak ktoś się narazi temu establishmentowi, a pan Obajtek niewątpliwie się naraził, i to nie tylko polskiemu, to można zrobić z niego wszystko. W tym jest istota tych wszystkich ataków. Dochodzi też jeszcze element – zazdrość. Bywają także tacy ludzie, którzy nie są z tej sfery przeciwnej nam politycznie, ale po prostu zazdroszczą tego sukcesu”.

Skoro Prezes the Best zestawia p. Obajtka z samym sobą, to sprawa musi być bardzo poważna. Kluczem zdaje się wypowiedź Jego Ekscelencji o wielkich korzyściach, jakie prezes Orlenu przynosi Polsce i „naszemu obozowi politycznemu”. Moja interpretacja jest taka, że p. Obajtek modelowo ilustruje, na czym polega pcimienie III RP w dobie tzw. dobrej zmiany. Panu Kaczyńskiemu zależy na tym, aby ten proces był stabilny, i dlatego wychwala byłego wójta Pcimia pod niebiosa i broni go jak niepodległości.

Czytaj też: Przyjaciółka prezesa wchodzi do Orlenu. Kaczyński nie ufa Obajtkowi?

Centrala Produktów Naftowych

Na pozór sprawa dotyczy miejsca koncernu Orlen w gospodarczej strukturze Polski i, jak Prezes the Best podkreśla, świata (tak przecież musi być, skoro rzeczona firma jest „już na liście największych koncernów świata”). Rzecz od razu wygląda podejrzanie, skoro rząd epatujący swoją wiernością zasadom demokracji ekonomicznej wprowadza faktyczny monopol na rynku paliw płynnych, newralgicznym z punktu widzenia dochodów państwa i wydatków zwykłych obywateli.

Niektórzy analitycy widzą w tym nawiązanie do czasów, gdy CPN (Centrala Produktów Naftowych) był jedynym dostawcą paliw w Polsce. To jednak dość powierzchowne porównanie, dopóki nie weźmie się pod uwagę kontekstu działalności Orlenu. CNP była absolutnym monopolistą i mogła dowolnie dyktować ceny. Faktycznie były niskie w porównaniu z tzw. Zachodem, ponieważ była to potrzeba polityczna („u nas jest lepiej”), możliwa dzięki taniemu surowcowi z ZSRR.

Obecnie sytuacja jest znacznie bardziej skomplikowana z uwagi na konieczność przestrzegania polityki cenowo-marżowo-vatowskiej ustalanej przez UE. Cena benzyny (niech to będzie ogólna nazwa dla wszystkich paliw płynnych) jest więc zależna od ceny surowca, marż i podatków, ale musi brać też pod uwagę siłę nabywczą przeciętnego właściciela pojazdu tankującego na stacji. To zaś rzutuje na rozmaite parametry związane z działalnością gospodarczą, w szczególności określające koszt wytwarzanych towarów i świadczonych usług. Ten splot zależności ma wpływ na inflację i dochody budżetu państwa, ponieważ nie od dzisiaj wiadomo, że przemysł „benzynowy”, obejmujący wydobycie ropy naftowej, jej przetwarzanie w rafineriach i sprzedaż na stacjach, to jeden z najważniejszych dochodów budżetowych – wystarczy przywołać kraje arabskie, Rosję i USA.

Czytaj też: Obajtek przy pompie z paliwem. Burza się rozkręca

PiS między Scyllą a Charybdą

Polska nie ma własnych zasobów ropy i musi polegać na imporcie. Kryzys polityczny związany z wojną rosyjsko-ukraińską sprawił, że rola Rosji jako eksportera ropy zmalała. Nie jest jasne, do jakiego stopnia (wyjątki od embarga, polityka Węgier, a może też innych krajów), ale można przyjąć, że rysuje się jakiś nowy porządek w światowym handlu paliwami płynnymi.

Jak już zaznaczyłem, wprowadzanie państwowego monopolu w tej dziedzinie jest zaskakujące. Orlen kontroluje obrót benzyną, aczkolwiek podawane są różne dane: od 53 proc. (dobrozmieńcy) do 75 proc. (opozycja). Rzecz trudno ustalić, zważywszy że koncerny zagraniczne, np. BP czy Shell, i tak kupują surowiec od Orlenu – porównanie cen na stacjach wskazuje, że różnice między poszczególnymi sprzedawcami nie są istotne.

W końcu grudnia Orlen ogłosił, że VAT na paliwa wzrasta z 8 do 23 proc., ale mimo to cena sprzedaży detalicznej nie ulegnie zmianie. Krytycy tej decyzji wskazują, że w listopadzie i grudniu koncern podwyższył ceny ropy, choć w hurcie były relatywnie niskie, a złoty umocnił się wobec innych walut. To znaczy, że zysk Orlenu (19 mld zł przez trzy kwartały 2022) był nadmierny. Krytycy powiadają o łupieniu klientów i inflacjogennych skutkach tej polityki cenowej, np. o dość znacznym wzroście kosztów transportu publicznego, co przekłada się na to, ile trzeba płacić za bilety. Faktycznie dość dziwne jest to, że VAT wzrósł o 15 pkt, marża jest ta sama, natomiast cena w zasadzie taka jak w grudniu.

Obrońcy koncernu odpowiadają, że i tak cena benzyny w Polsce jest najniższa w całym regionie. Kontrargument jest taki: „Cena paliwa bez kontekstu nie mówi bowiem wiele, a za ten należy uznać średnie zarobki w danych krajach, gdzie już zdecydowanie nie przodujemy. Według GUS średnia pensja brutto w Polsce wyniosła w listopadzie 2022 roku 6687,92 zł. To jedna druga tego, co zarabia przeciętny Europejczyk”.

Jak to wszystko wytłumaczyć? Z powodów ekonomicznych rząd lawiruje pomiędzy Scyllą względnie niskiej ceny i Charybdą wpływów do budżetu, potrzebnych na gwałt z powodu inflacji i stale wzrastającej dziury budżetowej, a z powodów politycznych chce mieć argument, że dba o obywateli i zapewnia im tanie paliwo do samochodów. To możliwe, ponieważ detaliczna cena ropy silnie zależy od opłat dodatkowych, tj. podatków i marż. Manipulacja nimi pozwala kształtować ceny na poziomie niegenerującym niezadowolenia konsumentów, co ważne w latach wyborczych. Bliższa analiza tych problemów jest utrudniona, bo Orlen odmawia ujawniania dostępu do dokumentacji ekonomicznej. Dotyczy to przede wszystkim szczegółów umowy o sprzedaży rafinerii w Gdańsku na rzecz Saudi Aramco za stosunkowo niską cenę, co może świadczyć o naglącej potrzebie „dochodowej” po stronie budżetu.

Czytaj też: Koszmar Daniela Obajtka. Afera z Saudi Aramco ma drugie dno

Im dalej w las, tym mniej drzew

Gdyby p. Obajtek nie produkował bajtków na temat cen paliw i organizacji krajowego przemysłu paliwowego, można by uznać, że ma jakąś spójną koncepcję ekonomiczną. Tymczasem oświadcza, że opozycja chciałaby, by benzyna na stacjach szła po 10 zł. Tę bzdurną narrację kontynuuje np. p. Poboży, wiceminister spraw wewnętrznych i administracji, który przy okazji prawdziwie po Bożemu reklamuje swój resort i jego szefa (p. Kamińskiego, cudownie ułaskawionego przez p. Dudę) w przedmiocie wyjątkowych sukcesów gwarantujących bezpieczeństwo Polaków.

Drugim istotnym bajtkiem jest zrzucanie winy na UE, że zmusiła Polskę do wprowadzenia 23-proc. VAT na energię i paliwa. Prawda jest taka, że Polska zgodziła się wraz z innymi krajami na tę stawkę w przypadku paliw, natomiast skwapliwie zastosowała ten wymiar dla cen energii, aczkolwiek nikt polskiego rządu do tego nie zmuszał. Wychodzi na to, że p. Morawiecki nie zgodził się na to, z czym się zgodził. Nie pierwszy to brak koherencji u Handlarza Pokościelnym Mieniem Bezspadkowym.

Gdzie tu pcimienie, ktoś może zapytać. Otóż jest tak, że Orlen staje się ważnym ogniwem w łataniu dziur budżetowych, a to wymaga produkcji bajtków zniekształcających rzeczywisty stan rynku paliwowego. Nawet przy obecnych cenach benzyny dochody Orlenu będą na tyle wysokie, że koncern będzie stać na solidne zasilenie funduszu wyborczego Zjednoczonej Prawicy. A jeśli ceny hurtowe źródeł energii wzrosną, zyski Orlenu będą znacznie wyższe m.in. dzięki podatkowi VAT.

Tak czy inaczej, tzw. dobra zmiana urośnie w siłę, a „nam” (patrz wyżej) będzie żyło się lepiej, zwłaszcza po kolejnych wygranych wyborach. Nie zdziwię się, gdy Orlen sfinansuje przykościelne komisje wyborcze. To wszystko wymaga wciskania przeciętnemu obywatelowi kitu przy pomocy całego arsenału bajtków, że to „my” (od „nam”) chcemy, aby Polska rosła w siłę, a ludziom żyło się dostatniej. Pan Obajtek przerabiał to w Pcimiu z niezłym skutkiem. Gdzieś przeczytałem, że większość mieszkańców tej miejscowości wysoce ceni swojego krajana i tzw. dobrą zmianę, boć, Panie Dzieju, ciągle dają i nie odbierają.

Cel pcimienia jest teraz jasny – całe społeczeństwo ma tak uważać jak pcimianie. Trzeba wszystko zrobić, aby rodzinne bajtki okazały się nieskuteczne. Dlaczego rodzinne? Otóż z tego powodu, że aktywnym realizatorem procesu pcimienia jest p. Bartłomiej Obajtek, brat prezesa Orlenu, dyrektor Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Gdańsku, przodownik akcji pod hasłem „im dalej w las, tym mniej drzew”, dewastującej leśne zasoby Polski.

Czytaj też: Z fuzji w stopę. Dlaczego Orlen wchłania Lotos

Więcej na ten temat
Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną