Kultura

Cenzura w Muzeum Narodowym w Warszawie nie ma precedensu

„Sztuka konsumpcyjna”, cykl prac Natalii LL z 1974 r. „Sztuka konsumpcyjna”, cykl prac Natalii LL z 1974 r. Waldemar Gorlewski / Agencja Gazeta
Dyrektor Muzeum Narodowego w Warszawie Jerzy Miziołek w ramach cenzury obyczajowej usunął z Galerii Sztuki Polskiej XX i XXI w. dwie prace i zapowiedział, że wkrótce zamknie całą ekspozycję. Dobra zmiana z przytupem wkroczyła do muzealnictwa.

Historia współczesnej polskiej sztuki po 1989 r., a szczególnie pierwsza jej dekada (później rolę etatowego skandalisty przejął teatr), pełna była afer, nieporozumień, medialnych rozrób, prób cenzury i ataków, których ofiarami stawali się artyści, kuratorzy, szefowie placówek wystawienniczych. Był to czas wzajemnego badania się wszystkich stron artystyczno-społecznej „gry w sztukę”.

Publiczność, krytycy, media i politycy co rusz byli wystawiani na próbę tolerancji, otwartości, zrozumienia, głównie za sprawą aktywności tzw. sztuki krytycznej, która wyjątkowo chętnie i odważnie łamała tabu i kwestionowała przeróżne status quo (najsłynniejsze z tych wydarzeń przypominamy na końcu artykułu). Raz zwyciężała sztuka, bezkompromisowość, prowokacja, kiedy indziej nadwrażliwość, kołtuństwo, a nawet zwykła asekuracja.

Czytaj także: Czystki w Muzeum Narodowym. W programie i kadrach

Majstrowanie przy stałych ekspozycjach muzealnych

Jednak działania, jakie podjął profesor (o ironio, historii sztuki) Jerzy Miziołek, są absolutnie bezprecedensowe. Przy nich blaknie atak Olbrychskiego z szabelką na „Nazistów” Uklańskiego czy atak posła Tomczaka na rzeźbę Cattelana. Po pierwsze, nie zdarzyło się, by ocenzurowano stałą ekspozycję sztuki współczesnej. I to kilka lat po jej otwarciu i bezproblemowym (bez żadnych protestów) dotychczasowym funkcjonowaniu.

Nie chcę przywoływać najbardziej jaskrawych, a nasuwających się porównań, więc użyję łagodniejszego. Zapewne czytelnicy pamiętają scenę z filmu „Powidoki”, w której Władysław Strzemiński jest świadkiem demontażu jego Sali Neoplastycznej w Muzeum Sztuki w Łodzi z tytułu zaczynającej obowiązywać w kulturze doktryny socrealizmu. Jeżeli zaczynamy doraźnie grzebać przy stałych ekspozycjach muzealnych pod jakimkolwiek pretekstem (obyczajowym, religijnym, politycznym, a choćby estetycznym), to rokuje dla kultury jak najgorzej.

Czytaj także: Muzea narodowe. Osobliwa zmiana warty

Dyrektor Miziołek „aresztuje” prace należące do kanonu sztuki

Owszem, zdarzały się w ostatnich dekadach akty cenzury, także w muzeach narodowych, ale zawsze dotyczyły wystaw czasowych, zazwyczaj miały charakter prewencyjny (przed otwarciem). Stała ekspozycja to z reguły wyważony kanon sztuki, odzwierciedlenie wypracowanej przez historię i krytykę hierarchii. Obie „zaaresztowane” prace są znane, były wielokrotnie wystawiane w kraju i za granicą i nigdy nie odbywało się to w aurze skandalu.

Szczególnie dotyczy to pracy Natalii LL „Sztuka konsumpcyjna” z 1974 r., wręcz ikonicznej dla progresywnej polskiej sztuki, hulającej od kilku dekad po wystawach, wydawnictwach, opracowaniach naukowych. I pomyśleć, że w tym samym muzeum miała miejsce przed dziewięciu laty bardzo odważna wystawa „Ars Homo Erotica”. Dziś mentalnie placówka powróciła do czasów głębokiego PRL.

Czytaj także: Dlaczego w Polsce brakuje dobrych kolekcji sztuki współczesnej

Muzeum Narodowe pod presją resortu kultury

Po drugie, dyr. Miziołek wcale nie ukrywa, że decyzję podjął po interwencji Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Resort wprawdzie zapewnia, że nic nie nakazano, a zadano tylko pytanie, ale jeśli to prawda, to tym bardziej kompromituje dyrektora. Oznacza bowiem jego całkowitą dyspozycyjność, uległość władzom, niesamodzielność. A także to, że ministerstwo traktuje profesora jak swojego namiestnika, który ma wypełniać polecenia, a nie kierować i samodzielnie zarządzać jedną z najważniejszych i największych instytucji kultury w Polsce.

Jedno słowo ciśnie się na usta: kompromitacja! I władzy uosabianej przez ministra Piotra Glińskiego, który znowu chce ręcznie sterować kulturą, i dyr. Miziołka, człowieka, który zachowuje się jak marionetka. Upada etos zawodu i stanowiska. Przez lata obserwowałem pracę szefów muzeów narodowych w Polsce. Znałem ich osobiście. I jestem pewien, że w podobny sposób nigdy by nie postąpiła ani Zofia Gołubiew (Kraków), ani Mariusz Hermansdorfer (Wrocław), ani Agnieszka Morawińska (Warszawa). Niestety, to nie oni teraz zarządzają.

Czytaj także: W co inwestuje minister kultury

To muzeum czy kółko różańcowe?

Miziołek pogrąża się zresztą kolejnymi wypowiedziami. A to prawi, niczym konserwatywny ksiądz z ambony, o tematyce gender, której nie należy pokazywać, a to mówi o dziełach „gorszących wrażliwą młodzież”. Czy to muzeum, czy niedzielne kółko różańcowe?

Co dalej? Czekamy na dalsze „moralne czyszczenie” ekspozycji. Na miejscu dyr. Miziołka uważnie przyjrzałbym się obrazom Henryka Siemiradzkiego i Franciszka Żmurki, nie tylko pełnym golizny, ale i wyuzdanych póz. Absolutnie nie do przyjęcia pozostaje „Herkules i Anteusz” Hansa Baldunga, pokazujący wprawdzie walkę, ale szkolnictwo pod kierownictwem Anny Zalewskiej wcale nie gwarantuje, że dzieci to wiedzą. A wówczas może im się wydawać, że obaj nadzy mężczyźni się do siebie przytulają. Albo „Alegoria – Narcyz” Ludwiga van Hofmanna. Nagi młodzieniec ze starszą kobietą nadto zalotnie rozchylającą dekolt. Nie mówiąc już o „Szale” Władysława Podkowińskiego, w którym nagość i ekstaza idą pod rękę.

Narodowe jedzenie bananów

A na poważnie... Na portalach społecznościowych zaczęto się już skrzykiwać na happening wspólnego jedzenia bananów przed gmachem Muzeum Narodowego. I dobrze, bo śmiech i kpina to celna broń. Ale niewystarczająca. Tym bardziej że niczym niezrażony dyr. Miziołek zapowiedział całkowite zamknięcie galerii, po raz kolejny sięgając do absurdalnego argumentu o „wyczerpaniu funkcji”. Wyczerpaniu? W stolicy dużego europejskiego kraju nie ma poza tą galerią ani jednej stałej ekspozycji pokazującej historię sztuki polskiej po 1945 r. I ma być zamknięta z paragrafu „wyczerpanie funkcji”. Aż strach pomyśleć, co nadpobudliwy dyrektor zafunduje widzom na jej miejsce.

Z drugiej strony... Władza pogoniła gdzie pieprz rośnie arabskie konie, lekarzy rezydentów, sędziów, niepełnosprawnych, generałów, a ostatnio nauczycieli, więc czemu właściwie nie pogonić artystów? Nie dostosować muzeów, w tym muzeów narodowych, do nowej narracji, w której nie ma miejsca na wizerunek kobiety jedzącej banana? Może gdyby jadła brukiew, dobrej zmianie by to nie przeszkadzało?

Zobacz: Ranking najlepszych polskich galerii i muzeów

***

Najsłynniejsze skandale w polskiej sztuce ostatnich 20 lat

1993: Katarzyna Kozyra prezentuje „Piramidę zwierząt” i szybko staje się dla przeciwników symbolem amoralności współczesnej sztuki.
1994: „Termofory” Roberta Rumasa spotykają się ze spontaniczną reakcją przechodniów, którzy niszczą pracę. Oraz: praca „Piss Christ” słynnego fotografika Andreasa Serrano niedopuszczona na wystawę w Zamku Ujazdowskim.
1995: Kontrowersje wokół wystawy „Antyciała” w Zamku Ujazdowskim.
1996: Kontrowersje wokół wystawy „Ja i AIDS” (kino Stolica w Warszawie).
1997: Brak zgody kuratora na pokazanie na Biennale w Wenecji pracy Zbigniewa Libery „Lego”. W związku z tym artysta wycofuje się z udziału w imprezie.
1999: Protesty przeciw umieszczeniu na billboardach pracy Katarzyny Kozyry „Więzy krwi”. Ocenzurowanie wystawy Zofii Kulik w Muzeum Narodowym w Poznaniu.
2000: Atak Daniela Olbrychskiego na instalację „Naziści” Piotra Uklańskiego w galerii „Zachęta”. Kontrowersje wokół pracy Maurizio Cattelana „La nona ora” w galerii „Zachęta”; zniszczenie pracy przez prawicowych posłów. Protesty przedstawicieli wojska przeciwko pokazywanej w CSW Zamek Ujazdowski pracy Artura Żmijewskiego „KP WP”.
2001: Początek wieloletniego procesu sądowego związanego z pracą „Pasja” Doroty Nieznalskiej. Zakończył się w 2010 r. uniewinnieniem artystki.
2006: Na wniosek wiceprezydenta Bielska-Białej z wystawy „Shadows of Humor” zostaje usunięta praca znanego artysty czeskiego Davida Cernego przedstawiająca kukłę Saddama Husajna zanurzoną w akwarium.
2012–2015: Blisko czteroletnia batalia (z wielokrotnym podpalaniem) o „Tęczę” Julity Wójcik zainstalowanej przy warszawskim pl. Zbawiciela.
2013: Gwałtowne protesty środowisk katolickich w związku z wystawieniem w CSW Zamek Ujazdowski pracy wideo Jacka Markiewicza „Adoracja Chrystusa”.

Reklama

Czytaj także

Pomocnik Historyczny

Losy władczyń, które nie mogły dać mężom potomka

Kobieta, która nie mogła urodzić następcy tronu, była narażona na niebezpieczeństwa.

Tomasz Targański
23.02.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną