Kultura

W „Sexify” mówimy młodym: jesteście OK, będzie dobrze

Kadr z serialu „Sexify” Kadr z serialu „Sexify” mat. pr.
Ten serial jest o docieraniu powolutku do tego, kim się jest i czego się chce – o pracy nad „Sexify” opowiadają twórcy serialu Kalina Alabrudzińska i Piotr Domalewski.

ANETA KYZIOŁ: Przed polską premierą głośnych „Normalnych ludzi” reżyser serialu, Irlandczyk Lenny Abrahamson, mówił, że od swojej polskiej żony wie, iż trudno sobie wyobrazić podobnie otwartą w sprawach seksualności produkcję zrealizowaną w dzisiejszej Polsce. Wy zrealizowaliście taką produkcję w dzisiejszej Polsce. Były trudności?
KALINA ALABRUDZIŃSKA: Pierwszy krok dla mnie to była praca z własnym wstydem, jeśli chodzi o seksualność. Bo jestem Polką i na wstydzie wzrosłam. Kolejny krok to było dogłębne zrozumienie, o czym chcemy opowiadać, biorąc na warsztat seks kobiet. Wiedzieliśmy – czyli producenci Janek Kwieciński i Agata Gerc oraz ja z Piotrem – że chcemy pokazać seksualność jako naturalną część życia, a seks jako coś, co daje energię i siłę. Mieliśmy wsparcie i zrozumienie Netflixa, więc mogliśmy działać.

PIOTR DOMALEWSKI: Trudność, jaką ja dostrzegłem, była na poziomie scenariuszowym, ponieważ polski język jest bardzo, jeśli chodzi o tematy seksualne, dosadny, przaśny i wynika chyba z ludowego paradygmatu. Więc dosyć trudno się o tym pisze. I rozmawia.

KA: Bo jesteśmy jako Polacy bardzo zawstydzeni tym tematem. I my też byliśmy zawstydzeni, pracując nad tym serialem. To jest – mówię tu za siebie – temat, który trzeba w sobie przerobić, żeby móc się z nim czuć swobodnie. Nie wiem, ile procentowo Polaków go sobie przerobiło, ale myślę, że jesteśmy na początku drogi.

Jak sobie w takim razie radziliście na planie?
KA: To produkcja Netflixa, więc z automatu otrzymaliśmy wsparcie, które zresztą okazało się niezbędne – było z nami kilka koordynatorek intymności. One najpierw wyczuwały, na ile aktor czy aktorka czuje się z czymś bezpiecznie, żeby nie przekroczyć jego granic. Potem, niezależnie od nas, opracowywały choreografię tych aktów seksualnych, żeby aktorzy wiedzieli, co się będzie działo, i nie byli przykro zaskoczeni na planie, gdy np. nadzy czekają na ujęcie, jest presja czasu itd. Czuwały też podczas zdjęć, przejęły część naszych, reżyserów, obowiązków, co było świetne, bo zdjęło z nas część tego stresu – jak mówić o seksie, jak wymagać pewnych zachowań itd. Co ważne, w taki sam sposób zaopiekowani byli i główni aktorzy, i epizodyści, którzy mają sporo scen intymnych w serialu.

Jak na waszą pracę wpływał fakt, że serial powstawał dla Netflixa, co oznacza automatyczną obecność na międzynarodowym rynku? Rozważaliście, pisząc scenariusz, co z polskiej rzeczywistości będzie zrozumiałe dla obcokrajowców, a co zbyt hermetyczne?
PD: W tym serialu jest dużo Polski.

Czytaj też: Co polskie nastolatki wiedzą o seksie

Tak jak w pańskich filmach. Także tu pojawia się Łomża, z której pan pochodzi.
PD: To taki mój inside joke.

KA: Netflixowi na Polsce zależało, bardzo pilnowali, żeby polskość nam nie uciekła, była zachowana. Bo ona jest naszym atutem, pozwala się odróżnić od innych produkcji. Piotr jest z Łomży, ja jestem z Płocka i oba miasta się w serialu pojawiają.

Kadr z serialu „Sexify”mat. pr.Kadr z serialu „Sexify”

Pokazujecie bardzo otwartą wizję Polski, może nie w wersji lokalnej – łomżyńskiej i płockiej, bo stamtąd bohaterowie wywożą raczej bagaż rodzinnych oczekiwań, które do pewnego stopnia hamują ich w poszukiwaniu własnej drogi. Ale już Warszawa, w której głównie toczy się akcja, wygląda jak, nie przymierzając, w klipach promujących Polskę przed Euro 2012. Nawet Kościół ma sympatyczną twarz.
PD: Nie wiem, może my po prostu tak to widzimy?

KA: A ja nie mam poczucia, że Polska jest tam taka fajna. Jak myślę o tym odcinku, w którym oni wszyscy wracają do rodzinnych domów na Wielkanoc, to tam jest daleko do sielanki. A Kościół przedstawiamy jako miejsce, w którym nikt nie dostaje odpowiedzi.

PD: Jednak było lato, świeciło słońce...

KA: Ten serial miał być lekki i komediowy. Prawdziwy, ale bez dołowania i ciągnięcia w dół. Ta Polska, w której jest szaro, smutno i źle, już została wiele razy dokładnie opisana.

PD: Ja o niej opowiadałem w filmach.

KA: Głęboko i wspaniale. Ale czasem można spojrzeć na tę jaśniejszą stronę.

PD: A poza tym to jest o młodych ludziach. Może oni nie oglądają telewizji i przez to nie są tak bardzo zdołowani?

Piotr Domalewski: My, Polacy, chyba sami siebie nie lubimy

Kadr z serialu „Sexify”mat. pr.Kadr z serialu „Sexify”

Zaskakujący jest ten pomysł z „Potopem”, który na włączonych telewizorach towarzyszy wielkanocnemu siedzeniu bohaterek i bohaterów przy stołach z rodzinami. I nagle zaczyna być komentarzem do ich przemyśleń i emocji.
PD: Napisałem w scenariuszu: w telewizji leci „Potop”, Kmicic właśnie przegrywa z Wołodyjowskim. Bo tu nie chodzi o sam „Potop”, tylko o konfrontację postaw.

KA: Na planie ten „Potop” stawał się jeszcze istotniejszy, a w montażu zaczął wychodzić z ekranu i komentować zmagania naszych bohaterek.

PD: „Potop” jest o Polsce, o wszystkim.

Czytaj też: Ten dziwny Sienkiewicz

Podczas wymyślania aplikacji o kobiecym orgazmie, nad którą pracują przez cały serial bohaterki, opieraliście się na badaniach?
PD: Mieliśmy solidne wsparcie zarówno od strony technologicznej, branży IT, jak i od strony merytorycznego podejścia do sprawy kobiecej seksualności.

KA: Konsultantką była seksuolożka i edukatorka seksualna Izabela Jąderek, która nam wiele rzeczy uświadomiła. To było bardzo trudne, bo my się kompletnie na tym nie znamy, a ta nasza aplikacja musiała być wiarygodna. Więc tak, research był mocny.

Temat serialu mocno wpisuje się w obecne spory, kobieca seksualność jest przedmiotem najwyższego zainteresowania PiS, Ordo Iuris i polskiego Kościoła, zamiast edukacji seksualnej w szkołach jest co najwyżej edukacja do życia w rodzinie. Braliście to pod uwagę, tworząc „Sexify”?
PD: Nie, ja osobiście nie lubię takiego bezpośredniego komentowania, wchodzenia przez sztukę w politykę. Był taki duży nurt w polskim teatrze, spektakli niemal publicystycznych, ich bohaterami byli Andrzej Lepper czy Renata Beger. Ten rodzaj sztuki ma taką datę przydatności, jaką mają ludzie, o których opowiada.

KA: Ja pisanie zaczynam od bohaterów, indywidualnych historii, dróg, którymi podążają, od drobnych kroczków. Nie myślę o szerokim kontekście, o jakiejś konkretnej wizji świata. Ale oczywiście od początku mieliśmy świadomość, że to będzie mocny temat i że chcemy pokazać to, co czujemy – że seks jest częścią życia. Kobieca seksualność, seks kobiet jest inaczej traktowany niż seks mężczyzn, wciąż jest w jakiejś mierze tematem tabu, przedmiotem restrykcji, więc wiedzieliśmy, że serial będzie w pewnym stopniu kontrowersyjny. Nawet jeśli opowiemy w sposób przyjazny, empatyczny i na wesoło, to nadal będzie niektórych kłuło.

Czytaj też: 247 powodów, dla których uprawiamy seks

A od czego się w ogóle zaczęło?
PD: Od tego, że nasz producent Jan Kwieciński z Akson Studio przyszedł do mnie z propozycją stworzenia serialu o studentce, która wymyśla aplikację optymalizującą kobiecy orgazm. Bardzo konkretne zamówienie. I trudne. Doprosiłem do projektu Małgorzatę Suwałę, z którą zaczęliśmy pierwsze prace koncepcyjne, a potem, już do pisania odcinków, Kalinę, bo po pierwsze – nie czułem się jako mężczyzna na siłach, żeby opowiadać o kobiecym seksie, i wiedziałem, że potrzebuję w tym temacie silnego wsparcia. A po drugie – znałem twórczość Kaliny i wydawało mi się, że w jej filmie „Nic nie ginie” jest takie poczucie humoru, jakie lubię i jakiego potrzebujemy w „Sexify”.

KA: Trochę się bałam, że skoro pomysły na fabułę i postaci już są, i to stworzone przez mężczyznę, to w tej wizji kobiecej seksualności mogą być jakieś miejsca nie do przyjęcia. Ale Piotr ma w sobie pokorę i jeśli nie wie, jak kobiety mogą przetwarzać jakąś sytuację, to się nie mądrzy, nie narzuca swojej wersji, tylko zostawia przestrzeń – na rozmowę, wspólne wymyślanie i współtworzenie.

Kadr z serialu „Sexify”mat. pr.Kadr z serialu „Sexify”

Z pani twórczości, ze wspomnianego „Nic nie gnie”, „Sexify” bierze swój rys terapeutyczny? Pracując nad aplikacją, bohaterki konfrontują się ze sobą, ze swoimi barierami, pragnieniami, w końcu nabierają odwagi i sił, by podjąć ryzyko zmiany, czuć się lepiej w swoim życiu.
KA: Ten serial jest o takim docieraniu powolutku do tego, kim się jest i czego się chce. O zbieraniu odwagi na to, żeby być tym, kim się chce. To bardzo mocny i ważny dla mnie temat. Przeżyłam to samo co one, ale dziesięć lat później, po trzydziestce dopiero: wyzwolenie i zrozumienie wielu rzeczy. Więc jest mi bliskie to, co przeżywają, bo choć później, to jednak przeszłam podobną drogę, rozumiem, z czym się muszą mierzyć i do czego dążyć.

Czytaj też: Jak się komunikować w sytuacjach intymnych

Chyba w Polsce wszyscy przeżywamy wiele rzeczy z opóźnieniem. W amerykańskich czy brytyjskich serialach podejmujących temat „edukacji seksualnej” podobne historie dotyczą młodszych bohaterów. Raczej licealistów i licealistek niż studentek: „Sex Education”, „Euforia”, „Normalni ludzie”. U nas ludzie później rozpoznają swoje problemy i potrzeby?
PD: Albo nigdy. Chyba jesteśmy za bardzo pruderyjnym krajem, żeby w ogóle w kategorii liceum o takich rzeczach myśleć, nie mówiąc nawet o rozmowie. Czytałem niedawno takie opracowanie, że sztuka przed XX w., zwłaszcza literatura, nie zajmowała się w ogóle ludźmi przed pełnoletniością. Bo to formalnie nie był człowiek. Polska zwłaszcza. Nawet nie był wliczany w inwentarz, bo nie wiadomo, czy, mówiąc kolokwialnie, „wyżyje”. I niestety mam takie wrażenie, że może poza książką Ożarowskiej „Nie uderzy żaden piorun”, którą czytałem z dziesięć lat temu, to nikt nie zajmuje się młodzieżą. Są tylko książki o trójce bohaterów, która poszukuje skarbu u dziadka na działce. A następnym etapem jest „50 twarzy Tindera”. Przez te dziesięć lat pomiędzy nie dzieje się nic. Więc może po prostu ta grupa docelowa jest wciąż za mało zreaserchowana? Mamy nadzieję, że przecieramy tu szlaki.

Co w takim razie chcecie przekazać widzom „Sexify”?
PD: Że będzie dobrze.

KA: Trochę się boję, jaki będzie odbiór, bo Netflix dociera aż do 190 różnych krajów. Ale chciałabym, żeby się spodobało, żeby ci młodzi ludzie poczuli coś takiego, co ja bardzo chciałam poczuć w ich wieku: że są, jacy są, i to jest OK. I że wszystko będzie dobrze. Idziesz tak albo tak, albo jeszcze inaczej, ale pamiętaj, że sobie poradzisz, człowieku. Bardzo mi brakowało takiego zapewnienia, kiedy sama dorastałam, i może dlatego teraz chcę to dać młodszym.

Czytaj też: Życie seksualne Polaków

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ludzie i style

Wszechobecny Krzysztof Stanowski. Jak wyjaśnić ten fenomen?

Wyrósł najwyraźniej na pierwszego dziennikarza w Polsce, którego koniecznie trzeba przekonać do swoich racji. Bo można się ze Stanowskim nie zgadzać, ale „trzeba go szanować”.

Katarzyna Czajka-Kominiarczuk
13.06.2021
Reklama