Osoby czytające wydania polityki

„Polityka” - prezent, który cieszy cały rok.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Kultura

Dlaczego Margot Robbie i Greta Gerwig nie dostały nominacji do Oscarów?

Greta Gerwig i Margo Robbie z nagrodą Critics Choice Awards, 14 stycznia 2024 r. Greta Gerwig i Margo Robbie z nagrodą Critics Choice Awards, 14 stycznia 2024 r. Chelsea Lauren / EAST NEWS
Czy członkowie Akademii nie zrozumieli feministycznego przesłania opowieści o Barbie? A może za nieobecnością aktorki i reżyserki na liście nominowanych stoją bardziej skomplikowane mechanizmy?

„Akademia nie zrozumiała filmu” – takie głosy dało się usłyszeć, gdy okazało się, że wśród twórców nominowanych do tegorocznych Oscarów zabrakło dwóch nazwisk. Choć „Barbie” otrzymała osiem nominacji, to ani Margot Robbie nie została nominowana za najlepszą pierwszoplanową rolę kobiecą, ani też Greta Gerwig nie znalazła się w gronie nominowanych do nagrody za najlepszą reżyserię. Czy rzeczywiście członkowie Akademii nie zrozumieli feministycznego przesłania opowieści o Barbie? Czy może za nieobecnością aktorki i reżyserki na liście nominowanych stoją bardziej skomplikowane mechanizmy niż tylko niechęć Akademii do kobiet?

Jak zmieniały się Oscary

Aby lepiej zrozumieć, co sprawiło, że pewnych nazwisk na liście nie ma, musimy się cofnąć do 2012 r. To wtedy w „Los Angeles Times” ukazał się artykuł, który analizował, jak wygląda skład osobowy Akademii. Wnioski były jednoznaczne – to głównie starsi, biali mężczyżni. Odbijało się to na wynikach głosowania na najlepsze filmy i role. W 2015 r. dyskusję o nominacjach zdominował hasztag #OscarsSoWhite: kolejny rok z rzędu na listach figurowali wyłącznie biali aktorzy i aktorki. Zarówno ujawnienie składu Akademii, jak i naciski internautów sprawiły, że sytuacja zaczęła się powoli zmieniać.

W kolejnych latach do Akademii przyjmowano rekordowo wielu członków – po kilkaset osób rocznie. Tym razem zaproszenia wystosowano tak, by było wśród nich więcej kobiet, osób o różnym pochodzeniu etnicznym i w różnym wieku. Wszystko po to, by Akademia stała się miejscem bardziej zróżnicowanym i mniej zdominowanym przez starych białych panów. Prace nad zróżnicowaniem składu oznaczały, że nie tylko zaproszono wiele nowych osób, ale i rozszerzono zaproszenia na osoby spoza Stanów Zjednoczonych. Choć już w przeszłości członkami Akademii byli filmowcy zza oceanu, to teraz pojawiło się ich więcej niż kiedykolwiek. To pozwoliło zróżnicować skład gremium bez czynienia wielkich zmian w samej amerykańskiej kinematografii.

Zmiany przyniosły skutek – może nie dramatyczny, ale między 2012 a 2019 r. liczba kobiet w Akademii wzrosła z 23 do 32 proc. Jednocześnie w procesie przyjmowania nowych członków przodował wydział aktorski. W kolejnych „klasach” kandydatów udawało się zachować mniej więcej równowagę pomiędzy aktorami i aktorkami. Dzięki temu ten największy wydział Akademii jest jednym z najbardziej zróżnicowanych. Ponownie: by osiągnąć ten poziom, należało zaprosić licznych twórców z całego świata, dla których punktem odniesienia niekoniecznie jest amerykańskie kino.

Czytaj też: Oscary po nowemu. Dlaczego zmiany budzą kontrowersje?

Gerwig i Robbie bez nominacji. Ale...

To kluczowe: nie w każdej oscarowej kategorii głosują wszyscy członkowie Akademii. Wszyscy głosują tylko na filmy nominowane w kategorii „Najlepszy film”. W pozostałych – członkowie określonego wydziału głosują na nominowanych w swojej specjalizacji. Aktorzy na aktorów, reżyserzy na reżyserów itd. Niektóre kategorie, np. najlepszy film międzynarodowy, przyjęły nieco inne zasady. Jeśli zastanawiamy się, kto decydował, jak wygląda lista nominowanych osób w kategoriach aktorskich – to byli to inni aktorzy zrzeszeni w tym wydziale Akademii.

Jaki ma to związek z nominacjami dla Margot Robbie i Grety Gerwig? Gdy porównamy nominacje oscarowe z tymi, które w ostatnich tygodniach ogłosiła amerykańska gildia aktorów (SAG) i amerykańska gildia reżyserów (DGA), odkryjemy, że różnią się szczegółami. Na liście nominowanych przez SAG aktorek znajdziemy Margot Robbie, ale nie znajdziemy nominowanej przez Akademię Sandry Hüller. Na liście nominowanych przez DGA reżyserów figuruje Greta Gerwig i Alexander Payne, ale nie ma Justine Triet ani Jonathana Glazera, twórców filmów europejskich. Innymi słowy: twórczynie „Barbie” są na listach nominowanych do nagród przyznawanych przez członków amerykańskich związków zawodowych, ale nie znalazły się na listach Akademii. Największa różnica między związkami zawodowymi a Akademią? Wskutek zmian Akademia jest bez porównania bardziej umiędzynarodowiona niż jeszcze kilka lat temu.

A Ken nominację dostał

Gdy spojrzymy na nominacje w ten sposób, wydaje się, że „Barbie” nie tyle przegrała z seksizmem Akademii, ile raczej z jej nowym obliczem. Pojawienie się wśród nominacji twórczyń francuskiej „Anatomii upadku” (docenionej też w Cannes) pokazuje, że rywalizacja była tu bardziej międzynarodowa i mniej nastawiona na rozpatrywanie tylko produkcji amerykańskiego rynku filmowego. Może to znak, że niedługo Oscary przestaną być domyślną nagrodą dla amerykańskich filmów.

Poza tym narracja o tym, że „film był o Barbie, a nominowano Kena”, jest znacznym uproszczeniem sytuacji. Pomijając fakt, że Margot Robbie i Ryan Gosling nie rywalizowali o tę samą nagrodę (zostali zgłoszeni w osobnych kategoriach), sam film zebrał osiem nominacji. America Ferrara walczy o statuetkę za najlepszą kobiecą rolę drugoplanową. W sieci pojawiają się głosy, że to symptomatyczne, jak w imię feministycznego oburzenia łatwo uderza się w nominację dla kobiety, bo to nie ta nominacja, na którą wiele osób liczyło.

Warto też dodać, że o ile „Barbie” była wielkim przebojem w box office, co oznacza, że film widziało (a często pokochało) wiele osób, o tyle pozostałe nominowane aktorki grały w produkcjach o znacznie słabszej dystrybucji. Oburzenie na brak wyróżnienia dla Robbie jest łatwiejsze, gdy nie widziało się reszty filmów. Domaganiu się uznania osiągnięć jednej twórczyni nigdy nie powinno towarzyszyć umniejszanie innej.

Czytaj też: Jak Ryan Gosling został chłopakiem Barbie

Akademia zmienia się wolniej niż kino

Bardziej problematyczny wydaje się brak nominacji dla Gerwig. Wiele osób wskazuje, że jej miejsce zajęła Justine Triet. To niepokojąca narracja, bo sugeruje, że wśród osób nominowanych za reżyserię jest tylko jedno miejsce dla kobiety i łatwo je stracić na rzecz innej reżyserki. Wydaje się, że na liście spokojnie mogłaby się znaleźć Greta Gerwig, ale też Celine Song, której częściowo autobiograficzne „Poprzednie życie” także znalazło się na liście filmów nominowanych do statuetki za najlepszy film.

Reżyserski wydział Akademii jest dużo bardziej zmaskulinizowany niż aktorski i zmiany zachodzą tu wolniej. Choć też są widoczne – wśród pięciu osób nominowanych za najlepszy reżyserski debiut przez amerykańską gildię reżyserów aż cztery to kobiety. Przyszłość rysuje się więc w zupełnie nowych barwach.

Rozmawiając o oscarowych nominacjach, łatwo przyjąć prostą i już sprawdzoną narrację o dyskryminacji i „wojnie płci”. Co więcej, często się ona sprawdza. Jednak wydaje się, że w tym przypadku nie tyle mamy do czynienia z niezmiennym charakterem Akademii, ile właśnie dowodem na to, jak wiele się zmienia: pojawiają się nowe punkty odniesienia.

Jednocześnie nagrody są dużo mniej ważne niż realne zmiany, jakie zachodzą w świecie filmu. Fakt, że bez trudu możemy wskazać kilka reżyserek i aktorek, które mogłyby się znaleźć na liście nominowanych, dowodzi najważniejszej zmiany – pisze się coraz lepsze postaci kobiece, a reżyserki dostają coraz więcej szans na realizację swoich filmów. Oczywiście Akademii do ideału jeszcze daleko, bo to organizacja równie nieidealna co świat filmu. Ale nie stoi już w miejscu, jak to się działo przez dziesięciolecia.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

null
Kraj

Po co przyjechał do Polski szef największej firmy zbrojeniowej świata? I co w Warszawie usłyszał?

Kiedy szef Lockheeda odwiedza jakiś kraj, pojawiają się elektryzujące pogłoski, plotki i podejrzenia. Np. o kolejnych zamówieniach F-35. Trzeba pamiętać, że taka wizyta to dyplomacja biznesowa, a nie obwoźny handel. A poza tym – kto wie, czy ważniejsza od lotnictwa nie jest tu artyleria rakietowa.

Marek Świerczyński, Polityka Insight
15.02.2024
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną