Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Kultura

Alicja Szemplińska pojedzie na Eurowizję. Będzie modlitwa, nie gibango

Alicja Szemplińska będzie reprezentować Polskę na Eurowizji. Alicja Szemplińska będzie reprezentować Polskę na Eurowizji. Alicja Szemplińska / Facebook
Sądząc po przebiegu krajowych eliminacji na Konkurs Piosenki Eurowizji 2026 – szeroko bojkotowany – jedziemy, chociaż się nie cieszymy.

Na Eurowizję 2026 wyślemy „Pray” Alicji Szemplińskiej. Bezpieczny, soulowy utwór z wołaniem do modlitwy w tytule i wołaniem o wolność w anglojęzycznym tekście. Nasza Alicja może się kojarzyć z inną, Alicią Keys (której utwór wykonywała kiedyś, tuż po zwycięstwie w „The Voice of Poland” w 2019 r.), dobrze wypadła na żywo w krajowych eliminacjach, sama piosenka jest światowa, nie odbiega od amerykańskiego schematu gatunku i ma szanse być w najgorszym razie przyzwoitym tłem dla innych w majowych finałach.

Czytaj też: „Doda”, czyli wybielanie gwiazdy. Na tym zna się jak nikt

Konkurs kontrowersji

To nie będzie jednak zwykły Konkurs Piosenki Eurowizji. Kontynent jest w tym roku wyjątkowo podzielony w stosunku do tego, co ma się dziać w Wiedniu między 12 a 16 maja. Jeszcze w ubiegłym roku, gdy nie udało się po protestach związanych z interwencją w Gazie wyeliminować z grona uczestników Izraela, zrezygnowało z udziału w konkursie aż pięć krajów: Hiszpania, Holandia, Islandia, Irlandia i Słowenia. Łącznie pozostało jednak w stawce 35 krajów, łącznie o dwa mniej niż przed rokiem – dzięki temu, że do konkursu powróciły Bułgaria, Mołdawia i Rumunia. Polska nie zdecydowała się na bojkot, ale eliminacje też przebiegały nerwowo. Spośród twórców z dorobkiem, którzy wstępnie zgłaszali udział w rywalizacji, wycofały się Karolina Czarnecka i Mery Spolsky.

Ostatecznie wzięła w nich udział ósemka artystów, w większości młodych, znanych z konkursów wokalnych, ale z niewielkim jeszcze własnym dorobkiem: wspomniana Alicja, Ola Antoniak („Don’t You Try”), Basia Giewont („Zimna woda”), Stasiek Kukulski („This Too Shall Pass”), Anastazja Maciąg („Wild Child”), Jeremi Sikorski („Cienie przeszłości”), Karolina Szczurowska („Nie bój się”) i – to ten jedyny starszy i szeroko znany – aktor Piotr Pręgowski („Parawany tango”). Poziom preselekcji nie był najwyższy, wyróżniała się Basia Giewont z piosenką, która wydawała się czymś pomiędzy „Gają” Steczkowskiej a „Lusterkami” Sw@dy i Niczosa – takie połączenie folkloru i prostej elektronicznej aranżacji to nic odkrywczego, ale daje spore szanse w konkursie, bo głosować mogłyby kraje regionu.

Kicz eksportowy

W krajowym głosowaniu faworytem wydawał się jednak Pręgowski – 72-latek, aktor znany z obsady popularnego serialu „Ranczo”, ale też jako prezenter programu „Disco Relax”, radny z list PSL-u i wykonawca wyborczej piosenki dla Mariana Krzaklewskiego. „Parawany tango”, tanie do bólu, gra na naszej narodowej słabości do disco polo podawanego w komediowej konwencji. Na Eurowizji mogłoby się spotkać z zainteresowaniem jako propozycja dla starszych widzów, jednak co roku pastiszowych lub satyrycznych hitów w stawce jest mnóstwo i szanse na wygraną refrenu „Parawany tango, plażowe gibango/ On ją trzyma mocno i ona trzyma go” trzeba uznać za minimalne.

Z drugiej strony: kicz eksportowaliśmy już wielokrotnie, czasem z namiastką sukcesu – jak w przypadku Ich Troje, których „Keine Grenzen” sprzed lat otwierało preselekcyjny program w tym roku – Artur Orzech przypominał, że to największy polski sukces eurowizyjny w XXI w. Nic brutalniej nie obnaża trudów naszych zmagań w tym konkursie niż taka informacja, najlepiej w połączeniu z drugą – że utwór przyniósł nam siódme miejsce, w dodatku aż 23 lata temu. Trudno to nazwać powodzeniem.

Organizująca krajowe preselekcje Telewizja Polska doprowadziła zatem proces do końca, ale się nie spieszyła – byliśmy jednym z ostatnich krajów zamykających lokalne eliminacje. Dodatkowo cały blok występów polskich kandydatów nie został nawet wyemitowany na żywo. Program nagrano, odtworzono w gorszym niż zwykle czasie – o godz. 17:35 w sobotę – głosowanie odbywało się w dwóch turach (przed i po emisji), a laureatkę ogłoszono w niedzielnym „Pytaniu na śniadanie”. Wszystko to wyglądało, jakbyśmy wchodzili do eurowizyjnej rywalizacji po cichu, z nadzieją, że nikt nas tam nie zauważy. Może i słusznie, bo nie wiadomo jeszcze, jak dramatyczny będzie społeczno-polityczny kontekst majowego konkursu. Na typowe beztroskie gibango czasów względnego pokoju nie ma wielkich szans. A cała ta zdystansowana postawa wprawdzie nie gwarantuje sukcesu, ale ogranicza oczekiwania i pozwoli mniej płakać po klęsce.

Reklama

Czytaj także

null
Kraj

Nawrocka i Brzezińska-Hołownia, mundurowe emerytki przed 40. Jak to możliwe? Ten system to tabu

Pierwsza dama Marta Nawrocka i niedoszła pierwsza dama Urszula Brzezińska-Hołownia, obie przed czterdziestką, zostały mundurowymi emerytkami. Armia młodych pobierających do końca życia emerytury mundurowe rośnie szybciej niż tych, którzy mają nas bronić. Każdego roku państwo wydaje na nie ponad 30 mld zł. Ten system to tabu.

Joanna Solska
24.02.2026
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną