Recenzja filmu: „Miłość i potwory”, reż. Michael Matthews
Autor równo odmierza humor i napięcie.
Autor równo odmierza humor i napięcie.
Impulsem do powstania debiutu fabularnego Jakuba Piątka była ponoć lektura „Prześnionej rewolucji” Andrzeja Ledera o wyrównywaniu dziejowych krzywd i zmianie mentalności Polaków w drugiej połowie XX w.
Film kryje w sobie wyjątkowe bogactwo emocji, bezkompromisowej refleksji, gorzkich obserwacji na temat upadku współczesnego społeczeństwa i wartości.
My mamy Tomka Komendę, a muzułmanie – pochodzącego z Mauretanii Mohamedou Oulda Salahiego, więzionego 14 lat bez postawienia mu jakichkolwiek zarzutów.
Dwie i pół godziny ucieczki od pandemicznej rzeczywistości.
Siłą filmu Lee Danielsa jest przede wszystkim uhonorowana nominacją do Oscara kreacja Andry Day.
Tom Holland w tytułowej roli jest znakomity i skutecznie ucieka od ekranowego wizerunku Spider-Mana.
Opowieść nie tyle o porozumieniu, ile o jego wiecznej niemożliwości.
Policyjny kryminał, który szybko zamienia się w dramat psychologiczny o trójce paryskich policjantów stających przed dylematem, czy wypuścić na wolność imigranta z Tadżykistanu z nakazem ekstradycji.
Perfekcyjny, przemyślany i cudownie magiczny film.
Notorious B.I.G. był utalentowanym artystą i jedną z najważniejszych postaci w historii rapu.
Opowieść o emocjach, intymności i potrzebie wolności.
W polskim dubbingu niemało ciekawych niespodzianek, także ze sceny muzycznej i radia.
Ten film trzeba zobaczyć, a przede wszystkim usłyszeć, w kinie.
Film wyróżnia się bezczelną, bezkompromisową formą.
Nie tylko Werner Herzog potrafi wywoływać w nas takie dreszcze.
Seans „Palm Springs” może dostarczyć sporo radości, wywołując zarazem poczucie déjà vu.
Intrygujący punkt wyjścia tonie w absurdalnych scenariuszowych rozwiązaniach.
Niezależne, wymykające się łatwym klasyfikacjom kino.
Film miał swoją premierę w Wenecji, był greckim kandydatem do Oscara.