Recenzja filmu: „Hellboy”, reż. Neil Marshall
David Harbour (znany ze „Stranger Things”) ledwie poprawnie gra skonfliktowanego wewnętrznie czerwonego demona.
David Harbour (znany ze „Stranger Things”) ledwie poprawnie gra skonfliktowanego wewnętrznie czerwonego demona.
„Shazam!” jest podobny do bardzo udanego „Spider-Man: Homecoming”, bo też dotyczy nastolatka, który nagle dostał supermoce i próbuje nauczyć się odpowiedzialnie z nich korzystać.
Zrealizowany z taktem i dużą kulturą dokument może nie robi piorunującego wrażenia, ale odsłania Maksymiuka, jakiego do tej pory nie znaliśmy.
Palec wymierzony w górę sugeruje, że bliska reżyserowi jest rola opatrznościowego mędrca pragnącego pouczyć wybranych widzów, że ludzkość za mocno zboczyła z kursu i najwyraźniej jakaś kara za to się należy.
Choć Knightley, Skarsgård i Clarke to naprawdę wybitni aktorzy, z tak nierównym, niepogłębionym scenariuszem nie mieli szans sobie poradzić.
Olśniewająco dojrzały debiut Węgra László Nemesa sprzed czterech lat przyniósł mu Oscara, śrubując oczekiwania co do kolejnego projektu.
Film „Jutro albo pojutrze” idealnie oddaje klimat jazdy na deskorolce.
Wszystko jest bardzo intrygujące, ale trudno traktować ten film inaczej niż jako rozbieg dla naprawdę obiecującego reżysera filmów grozy.
Interesujący obraz braku wyczulenia na potrzeby dzieci oraz zmian społecznych i literackich związanych z rozwojem kultury obrazkowej.
Przemyślany, wizualnie trzymany w ryzach „Wilkołak” sprawia wrażenie dzieła dojrzałego, świadomie czerpiącego z gatunkowych wzorców, umiejętnie omijającego pułapki stroniącej od psychologicznych niuansów postmodernistycznej sztuki.
„Potrójna granica” ma dobrą obsadę, ale jest filmem niespójnym.
Widz jest więc – który to już raz? – świadkiem upadku amerykańskiego snu, a wraz z nim człowieczeństwa.
W katolickim, konserwatywnym, homofobicznym, nieprzesadnie tolerancyjnym kraju jak nasz takie filmy jak „Girl” stanowią poważne wyzwanie.
Nagrodzone Złotą Palmą w Cannes „Złodziejaszki” są misternym i pełnym tajemnic filmem.
„Kapitan Marvel” to pierwsza z trzech planowanych w tej chwili przez studio filmowe produkcji. Oby w kolejnych miała szansę wykorzystać w końcu w pełni swoje superkobiece supermoce, bo na razie niestety nic takiego nie miało miejsca.
Clint Eastwood ma 88 lat i popiera Donalda Trumpa, więc „Przemytnik” mógł być równie dobrze jego – być może ciężkim do zniesienia – komentarzem dotyczącym problemów z imigrantami i sytuacji ekonomicznej amerykańskiej prowincji.
Szelc pozostawia niedosyt – szczególnie u tych, którzy oczekiwali, że pójdzie w stronę przemyślanego horroru, polskiego Jordana Peele’a.
Film jest nieznośnie patetyczny, a sam ciężar opowieści położony na dumę niezłomnego narodu i patriotyzm.
Główni bohaterowie filmu przedzierają się przez życie niczym Butch Cassidy i Sundance Kid, dostając przy tym finał, na jaki zasługują.
Reżyser w sprawny sposób między najprostsze sytuacje i zdawkowe dialogi rodziny wkłada niewyrażane myśli i uczucia, robi to precyzyjnie i starannie.