Recenzja gry: „Lego Gwiezdne wojny: Przebudzenie Mocy”
Cud zabawy klockami polegał od zawsze na tym, że stworzone z nich światy, choć umownej formy, ożywały w umyśle dziecka.
Cud zabawy klockami polegał od zawsze na tym, że stworzone z nich światy, choć umownej formy, ożywały w umyśle dziecka.
Satysfakcja z pokonania mieczem lub magią przeciwnika, który jeszcze kilkanaście śmierci temu zdawał się nieśmiertelnym bogiem, jest olbrzymia.
Gra od początku narzuca tempo krwawą rzeźnią.
W grze nie tylko oglądamy na ekranie przygody poszukiwacza skarbów Nathana Drake’a – my te przygody przeżywamy jako Drake, a opowieść nic na tym nie traci.
Manhattan w „The Division” robi wrażenie.
Powrót do zarzuconej przed laty koncepcji hybrydy kina i gier wideo.
Widoczne na każdym kroku cięcia budżetowe oraz techniczne niedoróbki entuzjazmu nie budzą.
Nie tyle straszy, co wciąga w wir szaleństwa, mrocznej fantasmagorii.
Wszystko kręciło się wokół Wiedźmina. Ale nie tylko. Co zatrzęsło polskim rynkiem gier w 2015 roku?
Kto ma apetyt wyłącznie na adrenalinową rywalizację z innymi graczami w sieci, najpewniej nie będzie rozczarowany.
Sukcesy Roberta Kubicy zapewne napędzą tej grze wielu amatorów dotąd niepróbujących swych sił w symulatorach wyścigów rajdowych.
Ta przygoda ma świetne tempo. Szkoda tylko, że scenariusz znów nie dorasta do rozgrywki.
Jest to gra w porywach co najwyżej poprawna.
Najważniejszym atutem gry jest przyjemność z jazdy.
Dla miłośników Geralta – gawęda obowiązkowa.
Rzetelny produkt, ale bez błysku.
Pełna wdzięku zabawa dla dzieci.
To od naszych decyzji, a także refleksu, zależy, kto z ośmiorga nieszczęśników przeżyje noc.
Kojima zrezygnował z epatowania pasywnymi, parafilmowymi epizodami, trwającymi w poprzednich grach nawet kilkadziesiąt minut. Skupił się na rozgrywce – i wyszło mu to świetnie.
Po obu grach widać mocno upływ czasu, ale fantazja japońskich grafików wciąż robi wrażenie.