Recenzja książki: Jędrzej Malko „Porachunki. Polityczna historia pieniędzy”
Należy liczyć, że Jędrzej Malko dobrze zarobi na swojej historii pieniędzy, bo mu się to po prostu należy.
Należy liczyć, że Jędrzej Malko dobrze zarobi na swojej historii pieniędzy, bo mu się to po prostu należy.
Podobno nie ma przypadków, są tylko znaki, ale życie Istvána toczy się siłą rozpędu, a jego losy mocno zależą od tego, kogo akurat spotyka.
Powieść, początkowo rozwlekła, nabiera tempa, a na koniec już nie wiemy, czego się złapać.
„Czarne Morze” nie udaje, że jest czymś więcej niż rozrywką, lecz przynajmniej to rozrywka naprawdę dobrze poukładana.
W wierszach pojawiają się bardzo subtelne nuty kontemplacyjne.
Wspaniała Kiran Desai długo kazała na siebie czekać.
Gdy w lasach deszczowych Brazylii pojawiają się potężni przybysze, głodni ziemi, drogocennych minerałów, drewna i kauczuku, dochodzi do tragedii.
W „Symultanie” Czubaj dał barwny i przekonujący portret miasta, w którym nadzieja miesza się z nieufnością i paranoją.
Nie wiemy na pewno, co tu jest zmyśleniem, a co zostało wiernie odtworzone, ale wiemy, że wszystko jest prawdziwe.
Niewielu jest twórców komiksowych, którzy z równą maestrią prostymi rysuneczkami potrafią oddać złożoność historii.
Nikt nie pisze tak jak Wołodymyr Rafiejenko, ukraiński pisarz, autor „Najdłuższych czasów”, jednej z najciekawszych powieści ostatnich lat.
W Polsce czyta się to znakomicie. Również dlatego, że droga tzw. społecznego awansu wyglądała i czasem wciąż wygląda tu podobnie.
Jeszcze przed premierą wydawnictwo promowało nową książkę Wojciecha Chmielarza jako horror, lecz groza dawkowana jest tu oszczędnie.
W książce Gilbert – pasjonującej i ważnej – śledzimy swobodny przełom wieków, drogę do seksualnych afer i zacieranie się granic porno.
Osobisty esej filozofki i pisarki Karoliny Lewestam wychodzi od obrazu Wielkiej Kupy Szmat, wokół której gromadzą się matki i ciotki, a patrzy na nie dziewczynka.
Autor ma swój schemat opowiadania. Na razie to się sprawdza, ale pewnie byłoby dobrze, gdyby czasem gdzieś zboczył.
To niewątpliwie jedna z najważniejszych i najlepszych polskich powieści, jakie powstały w XX w.
Przy ogromie dramatu nie ma w tej książce ani grama melodramatu.
Mick Herron tak bardzo zżył się ze światem zepchniętych na margines agentów znanych jako kulawe konie, że nawet powieść spoza serii umieścił w tym samym uniwersum.
Dopiero kwiecień, a już dostajemy jedną z książek roku, w znakomitym przekładzie. Do takiej powieści się tęskni: zagarniającej, rozrastającej się jak kłącze, prowadzącej na manowce wyobraźni.