Recenzja książki: Anna North, „Banitka”
Nowa fala amerykańskich powieści rozbraja klasyczny gatunek, przy okazji go nieco ośmieszając, tworzy go dla siebie od zera.
Nowa fala amerykańskich powieści rozbraja klasyczny gatunek, przy okazji go nieco ośmieszając, tworzy go dla siebie od zera.
Niezwykły hołd złożony literaturze.
Wszystkie opowiadania łączy motyw śmierci, duchów, tajemnic, przy czym nie tracą one swojego realizmu podszytego ironią.
„Powidoki codzienności” Rocha Sulimy są rozwinięciem i dopełnieniem jego „Antropologii codzienności” z 2000 r., książki dziś niemalże kultowej, która jednak wzbudziła w swoim czasie niemało kontrowersji.
Nowela LaValle’a jest mocno osadzona w lovecraftowskiej mitologii.
Technika opisu sprawia, że twarze wydają się nieustannie w ruchu, odbija się w nich światło i nasiąkają wilgocią, tracą kontury jak postaci z obrazów Francisa Bacona.
Symbol piersi na okładce powieści Melissy Broder bardzo pasuje do tej historii o głodzie matki, o jedzeniu i pożądaniu.
Camilleri w jednym z wywiadów opowiedział o swoim systemie pisania: książka powinna mieć 18 rozdziałów, a każdy z nich – 10 stron. Nie inaczej jest tutaj.
Robak jest mrukiem, człowiekiem cieniem uzależnionym od pornografii, oddanym swoim „ukochanym” z ekranu, które nic nie chcą w zamian.
Auci dobrze pokazuje kobiety w klatce, całkowicie pod władzą mężczyzn.
Bałwochwalczy ton, który zresztą przestaje razić już po kilku stronach lektury, wpisuje się w ogólnoświatową tarantinomanię.
Podlasie nie ma dobrej passy. Czar najbliższego Wschodu stratowała geopolityka, wątpliwą pamiątką gehenny uchodźców z dalekich stron będą druty kolczaste i płot rżnący sielski krajobraz pogranicza.
Nowa powieść Macieja Siembiedy ugina się pod ciężarem ambicji.
Z geologicznego punktu widzenia zagłada życia na Ziemi i następujące po niej odrodzenie tworzą nierozerwalną parę.
Cała opowieść rozgrywa się w końcu lat 20. w nieznanym miasteczku N*** gdzieś na południowym wschodzie kraju, nieopodal Drohobycza.
Historia zbudowana jest na planie szachów, kolejne ruchy figur powodują pojawienie się kolejnych wątków i planów.
Pulsująca narracja podnosi ciśnienie, czyniąc z „Pogo” jeden z najciekawszych polskich reportaży ostatnich miesięcy.
Odnosimy wrażenie, że opisywana historia jest jedynie marginesem i kolejnym pretekstem do opisów Wenecji i udanego życia rodzinnego państwa Brunettich.
Trzy dziewczyny w starym Oplu jadą do Radomia, jest sierpień. Jedna z nich zaczyna opowiadać o swoim dorastaniu w latach 90. i na przełomie dwutysięcznych, a przede wszystkim o pożądaniu, którego nie mogła wypowiedzieć, bo było homoerotyczne.
„Czerwona ziemia” to powieściowy debiut Marcina Mellera, który po kilku książkach reporterskich zapragnął spróbować sił, z sukcesem, jako autor powieści gatunkowej.