Recenzja płyty: The Rolling Stones, „On Air”
Doskonałe uzupełnienie kolekcji każdego miłośnika Rolling Stonesów.
Doskonałe uzupełnienie kolekcji każdego miłośnika Rolling Stonesów.
Kariera tej znakomitej wokalistki rozpoczęła się zbyt późno i zakończyła zbyt wcześnie.
Awangardowe piosenki na płycie utrzymują wyśrubowany poziom emocji znany z albumu „Vulnicura”.
Z dala od głównego nurtu, ale, jak to na bocznych ścieżkach, widoki piękne.
Ryzykowny i w wielu przypadkach katastrofalny zabieg powrotu do nagranego już kiedyś repertuaru w przypadku Lucindy Williams zakończył się niewątpliwie sukcesem.
To już ósmy album Czarno Czarnych i jest tu wszystko, co w tym zespole fani lubią najbardziej.
Czegoś podobnego dawno u nas nie było.
To już szósta płyta Chambersa, ale wydaje się, że artysta ma jeszcze sporo do udowodnienia.
Cenna pozycja zarówno dla kolekcjonerów, jak i dla tych, którzy chcą poznać historię The Who.
Wyraziste, nietuzinkowe brzmienie.
Na płycie dominują leniwie rozwijające się, kołyszące ballady.
Zestaw dobrych, dopracowanych i świetnie wykonanych piosenek.
Neohipisowski pomysł Ani Rusowicz zrealizowany został znakomicie, pewnie dlatego, że dobrze pasuje do jej muzycznej wrażliwości i naturalnej ekspresji.
Ciekawy był zamysł tego dwupłytowego albumu: pokazać muzykę Fryderyka Chopina w kontekście utworów, które powstały pod jej wpływem.
Warto się wsłuchać i wczytać w ten album.
Śledzenie mieszających się autorskich stylów, z których powstaje autorski koktajl, fascynująco wyrafinowany, przynosi przyjemność całkiem prostą do odebrania.
Bluesowo-rockowa uczta w najlepszym gatunku.
Płytę wypełniają pełne uroku, melodyjne i nastrojowe ballady.
Płytę polecić można każdemu, kto docenia muzyczną oryginalność i walory literackie tekstów.
Muzyka Washingtona działa raczej kojąco. A już na pewno przynosi przyjemność.