Recenzja spektaklu: „Hymn narodowy”, reż. Przemysław Wojcieszek
Para głównych bohaterów i ich pomysł na odnowę Polski jest przeciwieństwem tego atrakcyjnego, łatwo się sprzedającego w mediach festiwalu nienawiści.
Para głównych bohaterów i ich pomysł na odnowę Polski jest przeciwieństwem tego atrakcyjnego, łatwo się sprzedającego w mediach festiwalu nienawiści.
Aktorzy w idealnym zgraniu krążą pomiędzy stronami sceny, wypowiadając swoje kwestie w zaprogramowanym rytmie. Do formy nie dorasta, niestety, treść.
Tej znakomitej opery nie wystawiano od prawie 20 lat. Dziś nabiera aktualności, ukazując dekadencję świata niszczonego przez wojny i zarazy.
Wielkim plusem spektaklu jest jego przygotowanie muzyczne przez dyrygenta Stefana Soltesza.
Poznański Polski w najnowszych premierach dorosłych przestrzega przed kontynuacją i konsekwencjami politycznej krwawej jatki, a dzieci przekonuje, że można o własnym kraju myśleć inaczej – konstruktywnie.
Forma spektaklu generalnie działa, choć momentami nieco nuży, a performatywne zdolności aktorów i ich łatwość nawiązywania kontaktu z widzami zasługują na wielkie uznanie.
Skomplikowana sama w sobie opowieść w wykonaniu lemurów, które kilometry tekstu inkrustują cwałowaniem na wielkich, dmuchanych piłkach, bieganiem, iskaniem się i kopulowaniem, staje się kompletnie niezrozumiała.
Spektakl jest poetycki, nieznośnie przeładowany symbolami, rozgrywany w powolnym rytmie, ludyczny.
Teatr Ochoty umożliwia niezależnym grupom teatralnym wyjście z cienia. Czas pokaże czy są w stanie stworzyć coś wartościowego i oryginalnego.
Dużo dobrej, bezpretensjonalnej zabawy.
Polecam wyłączenie fonii, patrzenie na scenę i snucie własnej historii w głowie.
Nadrabiamy kolejną lukę w wystawianiu arcydzieł naszych południowych sąsiadów.
Większość z 36 scen polega na tym, że kolejni bohaterowie przerażają się na widok Potwora, a następnie go obrażają i/lub biją.
Spektakl podąża za bogactwem form, tonów i treści, nie boi się też mocnych efektów, odwołań do popkultury, w czym jest wierny teatrowi epoki romantyzmu, który był rozrywką masową, przyciągał widzów także porywającą akcją i efektami.
Ambitny zamysł rozpłynął się w serii pretensjonalnych, rodzajowych scenek, rozgrywanych w koszmarnej scenografii.
Ogląda się ten ciąg psychodram z mieszanymi uczuciami.
W Polonii „Kto się boi Virginii Woolf?” Poniedziałka kończy się aluzją do współczesnej Polski, „Dożywocie” Filipa Bajona z Polskiego od niej się zaś zaczyna.
Spektakl pokazywała TVP1, teraz można go także, za darmo i bez reklam, obejrzeć na portalu Narodowego Instytutu Audiowizualnego ninateka.pl.
Gdy do władzy dochodzi trybun ludowy Juliusz Cezar, część senatorów, zaniepokojonych rozmiarem posiadanej przez (rzekomego) tyrana władzy, zawiązuje spisek.
Trzeba przyznać, że reżyser musiał dobrze popracować ze śpiewakami, którzy tworzą całkiem niezłe kreacje aktorskie.