Ludzie i style

Czy grożą nam epidemie w samolotach?

Chory samolot w Nowym Jorku

Choć wewnątrzsamolotowe epidemie to popularny motyw w filmach katastroficznych, w rzeczywistości do takich zdarzeń dochodzi skrajnie rzadko. Choć wewnątrzsamolotowe epidemie to popularny motyw w filmach katastroficznych, w rzeczywistości do takich zdarzeń dochodzi skrajnie rzadko. Suhyeon Choi / Unsplash
Ryzyko wybuchu epidemii w samolocie jest praktycznie zerowe, choć nie da się go wyeliminować.

Dla dziesięciu osób podróżujących 5 września z Dubaju na nowojorskie lotnisko JFK podróż zakończyła się w amerykańskim szpitalu. Trafili tam prosto z samolotu, bo służby medyczne przeprowadziły inspekcję dwupokładowego airbusa A380 z 521 pasażerami na pokładzie od razu po przylocie, z dala od terminala. Kolejne dziewięć osób odmówiło hospitalizacji, a ponad 100 wykazywało takie same objawy – silny kaszel, katar, ból głowy, gorączkę.

Zobacz także: Najgroźniejsze choroby zakaźne świata na jednej mapie

Ostatecznie okazało się, że sprawa była względnie niegroźna. Na pokładzie rozprzestrzeniła się grypa, a stan hospitalizowanych osób nie był poważny. Po kilkugodzinnej kwarantannie samolot linii Emirates odleciał (choć z potężnym opóźnieniem) z powrotem do Dubaju.

Ale trzeba pogodzić się z tym, że mimo bardzo zaawansowanych systemów filtrowania powietrza w samolotach podróże lotnicze to jedno z wyzwań epidemiologicznych na świecie. I niewiele da się z tym zrobić.

Epidemiologiczne zagrożenie w powietrzu

W tym roku drogą lotniczą ma według szacunków branżowej organizacji IATA podróżować 3,8 miliarda pasażerów. Powszechność podróży lotniczych ułatwia przemieszczanie się po świecie nie tylko osobom i ładunkom, ale też zwierzętom, drobnoustrojom, bakteriom, wirusom, a także zanieczyszczeniom chemicznym. To truizm, z którego epidemiologia i branża lotnicza od dawna zdają sobie sprawę.

Czytaj także: Choroba X niedługo może zdziesiątkować ludzkość

Lotnictwo jest pod tym względem wielokrotnie groźniejsze niż inne środki podróży. Jest szybsze, lata się dalej, a do tego podróż w samolocie oznacza przebywanie w bardzo ograniczonej przestrzeni z nawet kilkuset innymi osobami przez kilka-kilkanaście godzin. Nawet w pociągach czy autokarach podróżni nie są tak blisko siebie, siłą rzeczy w samolocie są też największe problemy z dostarczaniem świeżego powietrza. Choć z drugiej strony samoloty są znacznie częściej czyszczone niż jakikolwiek inny środek transportu.

Branża lotnicza robi co może, by zminimalizować ryzyko zarażeń na pokładach samolotów

Aby zmniejszyć skalę problemu, producenci samolotów prześcigają się w nowych typach maszyn coraz bardziej efektywnymi systemami filtrowania powietrza. Nie chodzi tu tylko o zapobieganie chorobom, ale po prostu o komfort pasażerów – świeższe, o wyższej wilgotności i wyższym ciśnieniu powietrze zmniejsza uczucie zmęczenia po locie. Dlatego np. w boeingach 787 Dreamliner, wykorzystywanych m.in. przez LOT, powietrze jest po raz pierwszy pobierane z zewnątrz samolotu, a nie z układu silnikowego, a zastosowane nowoczesne filtry eliminują niemal wszystkie bakterie.

Niestety, technologia nie rozwiąże wszystkich problemów. Nawet najskuteczniejsze filtry mogą oczyszczać powietrze jedynie w układzie wentylacyjnym, ale nie zapobiegną bezpośrednim zarażeniom między pasażerami. Zmęczenie, wysuszona skóra i drogi oddechowe oraz mała aktywność fizyczna pasażerów w trakcie lotu zwiększają jeszcze podatność. Problemem jest też bezobjawowe przenoszenie wirusów, bakterii lub pasożytów przez pasażerów – w trakcie podróży mogą oni jeszcze nie zarażać i nie mieć objawów, ale problem rozpoczyna się po przylocie.

O grypie, która zabiła miliony: Hiszpanka lubi się przebierać

Wiele państw, zwłaszcza w Azji, wprowadza więc kolejną barierę – na lotniskach montowane są czujniki temperatury ciała. To prosty test, ale pozwala łatwo wyłapać pasażerów z rozwijającą się chorobą. Choć równocześnie wiele osób z lekkim przeziębieniem może skończyć w kwarantannie z powodu nadgorliwości służb, zwłaszcza w trakcie nagłośnionych epidemii – np. SARS.

Ryzyko samolotowej epidemii jest minimalne

Skoro technologia może zmniejszyć ryzyko, ale nie wyeliminuje możliwości zarażenia się od współpasażera, to czy sami możemy jakoś się chronić (a w ten sposób, pośrednio, chronić też innych pasażerów)? Tak i nie. Szczególnie w Azji popularne są maseczki ochronne na twarz, które faktycznie istotnie zmniejszają ryzyko zarażenia siebie lub innych drogą kropelkową (np. poprzez kaszel). Ale nie każdy będzie czuł się komfortowo, lecąc w maseczce. Warto w samolocie dbać o higienę nawet bardziej niż na co dzień, choćby myjąc często ręce (choć trzeba pamiętać, że woda w samolotowych łazienkach zdecydowanie nie nadaje się do picia), ale to też tylko ogranicza ryzyko.

Czytaj także: Gorączka Zachodniego Nilu – już nie tak egzotyczna

Porada, aby unikać latania w trakcie choroby, choć co do zasady słuszna, jest czysto teoretyczna, bo mało kto planuje lot z dnia na dzień (a ci, którzy tak robią, często latają służbowo i podróży przełożyć nie mogą). Ale warto przynajmniej starać się podleczyć jak najbardziej przed wylotem; to zresztą zwiększy też komfort lotu.

Po egzotycznych wakacjach warto odwiedzić lekarza

Po wakacyjnych podróżach do tropików nie zaszkodzi konsultacja u lekarza medycyny podróży, zwłaszcza w przypadku wystąpienia dziwnych objawów. Coraz częściej turyści przywożą z sobą choroby lub pasożyty, których w ich rodzimych krajach po prostu nie ma (zdarzały się nawet przypadki osób chorych na ebolę w Stanach podczas zachodnioafrykańskiej epidemii).

Jednak zdecydowanie nie ma powodów do paniki. Choć wewnątrzsamolotowe epidemie to popularny motyw w filmach katastroficznych, w rzeczywistości do takich zdarzeń dochodzi skrajnie rzadko. Kwarantanna samolotu z Dubaju do Nowego Jorku zwróciła uwagę światowych mediów właśnie dlatego, że to tak niespotykane wydarzenie.

Czytaj więcej: Nie tylko odra. Choroby zakaźne wciąż atakują

Latanie bezpieczne dla zdrowia

Epidemiolodzy muszą i będą się tym zajmować, aby to ryzyko zmniejszyć jeszcze bardziej. W tym samym kierunku zmierzają także wysiłki producentów samolotów, projektantów lotnisk czy samych linii lotniczych. Dla ogromnej większości pasażerów latanie pozostanie nawet bardziej bezpieczne niż inne sposoby podróży publicznymi środkami transportu.

Czytaj także: Szwedzka studentka wsiadła do samolotu, by powstrzymać deportację Afgańczyka

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Kraj

Jak leśnicy sami sprywatyzowali Lasy Państwowe

Prywatyzacją lasów politycy straszą nas regularnie. Zawsze wtedy, gdy partykularne interesy leśnego lobby i jego politycznych protektorów wydają się zagrożone. Samym jednak lasom przekazanie w prywatne ręce nigdy nie groziło. PiS wykreowało wroga, żeby nas przed nim bronić.

Joanna Solska
01.09.2015
Reklama