Rynek

Czy największe śląskie kopalnie podzielą los Turowa?

Taśmociąg z węglem w kopalni Murcki-Staszic Taśmociąg z węglem w kopalni Murcki-Staszic Daniel Dmitriew / Forum
Rządowe chodzenie na prawne skróty zaczyna się mścić. Greenpeace wystąpił o unieważnienie koncesji dla kilku dużych kopalń węgla kamiennego na Śląsku. Na końcu sprawa trafi zapewne do Brukseli, która już raz stwierdziła, że wydając koncesję, Polska naruszyła unijne prawo.

O Turowie jest bardzo głośno – od czasów sporu z Czechami i orzeczenia Trybunału Sprawiedliwości UE nakazującego tymczasowe zaprzestanie wydobycia węgla. Ale mało kto wie, że sprawa tej kopalni to czubek góry lodowej. Na podstawie tych samych przepisów, na które powołał się w swym orzeczeniu TSUE, ekologiczna organizacja Greenpeace wniosła o odebranie koncesji śląskim kopalniom węgla kamiennego. Chodzi m.in. o następujące: Piast i Ziemowit, Halemba, Wujek, Sośnica, Staszic, Murcki i Staszic, Bielszowice (Polska Grupa Górnicza, PGG) oraz Budryk i Knurów (Jastrzębska Spółka Węglowa, JSW). Stało się to, co jeszcze w czerwcu przewidywał portal WysokieNapiecie.pl.

Czytaj też: Jak Niemcy pożegnali się z kopalniami

Koncesje na skróty

Cała sprawa ma swój początek w opieszałości, z jaką kilka spółek zabiegało o odnowienie swoich koncesji na wydobycie węgla. PGG, Polska Grupa Energetyczna i częściowo JSW miały problem, bo kilkanaście koncesji wydanych wiele lat temu wygasało im w 2020 r. Procedury się ślimaczyły, bo dziś, po przystąpieniu Polski do UE, uzyskanie decyzji środowiskowych jest dużo trudniejsze. Spółki postanowiły iść na skróty, przekonując rząd w 2018 r. (notabene bez sprzeciwu opozycji i praktycznie bez żadnej dyskusji) do zmiany przepisów.

Chodziło o to, aby można było wydanym decyzjom nadać rygor natychmiastowej wykonalności. Dotyczyło to wyłącznie węgla i siarki, bez rozszerzania zakresu koncesji. Część kopalń (choć akurat nie Turów), które zostały tak łaskawie potraktowane, nigdy nie miała przeprowadzonej procedury oceny oddziaływania na środowisko! Rząd, a w ślad za nim parlament zgodził się na takie przepisy, nowe koncesje zostały wydane bez ważnych decyzji środowiskowych, w większości przypadków na ponad 20 lat. Ówczesny minister środowiska Michał Woś w lipcu 2020 r. przyjechał na Śląsk i w blasku fleszy wręczał papiery.

Czytaj też: Węglowe iluzje. Jak ze strachu obiecać wszystko

„Przynoszą przychód dla naszych rodzin”

Ta przyspieszona procedura w wypadku Turowa została zaskarżona przez Czechów, zakwestionowana przez Komisję Europejską, a TSUE potwierdził jej prawdopodobną niezgodność z dyrektywą środowiskową. Po postanowieniu TSUE rząd błyskawicznie zdecydował się zaskarżone przepisy usunąć.

W czerwcu prawo ochrony środowiska zostało znowelizowane, Sejm wykreślił zaskarżone przepisy z ustawy, w uzasadnieniu znalazło się kuriozalne zdanie, że „obecnie brak ratio legis, aby w obrocie prawnym funkcjonowały przepisy pozwalające na jednokrotne wydłużanie terminu obowiązywania koncesji na wydobywanie ww. kopalin bez uzyskania decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach”. Wspomina się też półgębkiem o „wyeliminowaniu potencjalnej niezgodności” z unijną dyrektywą.

Na posiedzeniu sejmowej komisji środowiska 15 czerwca wiceminister klimatu i główny geolog kraju Piotr Dziadzio przyznał rozbrajająco, że wydawanie koncesji bez decyzji środowiskowych „to był warunek konieczny, bo obejmowało tak naprawdę spółki skarbu państwa, czyli te spółki, które przynoszą przychód dla naszych rodzin (sic!) i naszego społeczeństwa tak naprawdę”. Piotr Dziadzio nie odpowiedział na pytanie posłanki Urszuli Zielińskiej (Zieloni), czy Komisja Europejska zna wszystkie decyzje koncesyjne, które zostały wydane na podstawie zaskarżonych przepisów, ani na pytanie, czy decyzje te budziły protesty lokalnych społeczności.

Czytaj też: Długie i drogie pożegnanie z węglem

Kopalnie na gorących krzesłach

Czy były protesty społeczne? Na ich ślad trafiliśmy tylko w wypadku jednej decyzji koncesyjnej, dotyczącej kopalni Sośnica. Przeciw wydłużeniu koncesji protestowało Stowarzyszenie na Rzecz Poszkodowanych przez Zakłady Górnicze, ale jego wnioski, m.in. o dodatkowe ekspertyzy dotyczące osiadania gruntu i wpływu kopalni na cieki powierzchniowe, nie zostały uwzględnione przez resort klimatu. Gdyby została zastosowana procedura wydawania decyzji środowiskowej, stowarzyszenie miałoby znacznie więcej możliwości prawnych.

Greenpeace wystąpił do ministra klimatu o odebranie koncesji kopalniom ze względu na naruszenie zarówno polskiego prawa o ochronie środowiska, jak i unijnej dyrektywy środowiskowej. Oczywiście trudno sobie wyobrazić, że minister uwzględni ten wniosek – żadna kopalnia nie może fedrować bez koncesji, a wstrzymanie wydobycia wywołałoby kryzys polityczny. Prawdopodobnie kolejny etap to zawiadomienie Komisji Europejskiej. Bruksela nie może odebrać kopalniom koncesji, ale może znowu wystąpić do TSUE o nałożenie na Polskę kar za naruszenie dyrektywy środowiskowej, które już raz stwierdziła.

Czytaj też: Szklane domy Morawieckiego

Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Kraj

Tata Maty

W przewrotnym sensie jest beneficjentem rządów PiS, gdyż będąc ich konsekwentnym krytykiem, stał się znaczącą osobistością życia publicznego. Niektórzy określają go mianem „opozycyjnego celebryty”, na co Marcin Matczak nieco się zżyma. Ale w sumie nieźle oddaje ono jego status.

Rafał Kalukin
18.10.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną