Społeczeństwo

Przemoc w polskich rodzinach jest wciąż obecna. I zostaje z dziećmi na zawsze

W ciągu roku w Polsce przemocą domową dotkniętych lub zagrożonych jest blisko 250 tys. osób. W ciągu roku w Polsce przemocą domową dotkniętych lub zagrożonych jest blisko 250 tys. osób. luislourobd / PantherMedia
Co z tego, że z każdej strony słyszymy o fundamentalnej wartości „polskiej rodziny”, skoro przemoc fizyczna, psychiczna i wykorzystywanie seksualne w polskich domach są i tak obecne? Specjaliści biją na alarm.

Pokój w tradycyjnym polskim mieszkaniu. Pewnie żyje tu rodzina, którą niedawno podczas konwencji PiS w Lublinie zdefiniował Jarosław Kaczyński: „Jedna kobieta, jeden mężczyzna, w stałym związku, i ich dzieci”. Na drzwiach naklejki dinozaurów, na szafce drewniane zabawki, a na fotelu pluszowy miś. Kilkuletni chłopiec nie jest nimi zainteresowany. Siedzi skulony pod oknem, na jego plecach powstaje drapieżny, czarny tatuaż diabła, którego nie będzie chyba w stanie usunąć do końca życia.

Tak prezentuje się spot najnowszej kampanii Komitetu Ochrony Praw Dziecka oraz Mazowieckiego Centrum Polityki Społecznej o tym, jak przemoc fizyczna, psychiczna i wykorzystywanie seksualne w polskich domach rodzą w dzieciach demony, których zlikwidowanie jest bolesne i długotrwałe. Jak można pomóc? Ale na początek – jak odnaleźć te dzieci? Mamy w Polsce wyjątkową wprost cechę zamykania oczu i uszu na krzywdę najmłodszych, która często dzieje się w sąsiedztwie. Ta kampania ma nauczyć nas czujności. Aby nie być obojętnym wobec agresji, jaką nieraz najbliżsi wyrządzają własnym dzieciom, nie zdając sobie sprawy z konsekwencji takich zachowań.

Złe wychowanie na konfliktach w rodzinie

Mirosława Kątna, przewodnicząca Zarządu Krajowego Komitetu Ochrony Praw Dziecka, przyznaje, że na temat przemocy wobec dzieci napisano i powiedziano już chyba wszystko. – Ale wciąż to zjawisko jest naszą hańbą, bo nie potrafiliśmy nad nim zapanować. I co z tego, że słyszymy z wielu stron o fundamentalnych wartościach polskich rodzin, jak i tak w ciągu roku blisko 250 tys. osób jest w Polsce dotkniętych lub zagrożonych przemocą domową. Konsekwencje stosowania jej wobec dzieci są widoczne od razu, kiedy są bite, ale inne często ujawniają się dopiero po latach.

Zaledwie 2 proc. noworodków przychodzi na świat z mikrouszkodzeniami centralnego układu nerwowego, które mogą w późniejszych latach odpowiadać np. za agresję. Skąd zatem bierze się odsetek 38 proc. nastolatków stwarzających problemy wychowawcze? Zdaniem Mirosławy Kątnej w znacznym stopniu odpowiedzialność spada na dorosłych, którzy uwikłali własne dzieci w rodzinne, partnerskie konflikty, zaniedbali je emocjonalnie, skazali na samotność. – My, psycholodzy, widzimy to na co dzień: nie tylko używki i agresja, ale sprzeczki w tzw. dobrych domach urastają do rangi poważnych problemów, których nierozwiązywanie staje się źródłem przemocy – mówi Kątna. – Dzieci to obserwują, a nierzadko stają się ofiarami rozgrywek dorosłych.

Czytaj także: Skąd się bierze przemoc wobec dzieci?

Nie tylko więc zła jest sytuacja, kiedy kilkuletnia dziewczynka marznie zamknięta na balkonie, bo jej rodzice w pijanym amoku osunęli się na podłogę i nie mogą otworzyć jej drzwi, ale codzienne kary wymierzane dzieciom za nawet niewielkie przewinienia lub obecność przy domowych awanturach. Zdaniem Mirosławy Kątnej wielu rodziców raczej hoduje dziś swoje dzieci, a nie mądrze wychowuje, bo nie wiedzą, jak to robić. Rodzicielstwo oparte na konfliktach nie jest dobrą przepustką do dorosłego życia.

Dzieci ciepią w ciszy, ale można im pomóc

Zdaniem ekspertów każda forma krzywdzenia osłabia u dziecka poczucie własnej wartości – rodzi w nim przekonanie, że jest współwinne i zasługuje na karę. Dzieci bezwarunkowo kochają swoich oprawców, nie poskarżą się więc nikomu same, będą raczej długo cierpieć w samotności. Najpierw stają się nieufne, bojaźliwe, potem jednak – agresywne. Biją dzieci bite – w tym nie ma żadnej przesady. Awanturnictwo, furia, kłótnie i bijatyki stają się z czasem jedyną formą ich komunikowania z otoczeniem. Uciekają na wagary nie dlatego, że mają wstręt do nauki, ale to nierzadko jedyna forma przekazania dorosłym, że są przez nich krzywdzone i chcą, by je zauważono. Same ze swoimi problemami nie przyjdą nawet do najlepszego nauczyciela. Z obawy, że ich skargi nikt nie potraktuje poważnie. Ze wstydu, że muszą donieść na własną matkę i ojca.

Czytaj także: Połowa nastolatków doświadcza przemocy, co szósty się okalecza

Obrażenia po karach cielesnych widać gołym okiem – cierpienia emocjonalne zauważyć już trudniej. Ale to też jest możliwe! Nocne moczenie jest nie do wykrycia przez wychowawczynię w szkole, ale ból głowy lub brzucha już tak. Niejedna rodzina objęta jest nadzorem pracowników socjalnych – pytanie tylko, czy oprócz sprawdzenia, co jest w lodówce i czy kupiono węgiel do palenia w piecu, taki pracownik podczas wizytacji obejrzy również dziecko: jak wygląda, jak się zachowuje?

Praca policji koncentruje się na najbardziej drastycznych przypadkach. Samookaleczenia dzieci, próby samobójcze (najmłodszy samobójca miał w Polsce 5 lat!) to również sygnały świadczące o krzywdzie, która dzieje się tuż za progiem, często celowo niezauważana przez sąsiadów. W idealnej sytuacji powinna przyjść pomoc ze strony psychologów i psychiatrów dziecięcych, ale przy obecnej zapaści tej dziedziny i brakach fachowego personelu trudno liczyć na szybkie interwencje. – Dlatego wszyscy musimy mieć większą wrażliwość, ale też odwagę do działania – zachęca Mirosława Kątna.

Czytaj także: Premier wycofuje się z ustawy „jeden raz to nie przemoc”, ale problem zostaje

Trauma z dzieciństwa jest jak nieusuwalny tatuaż

Kampania „Nie pozwól, aby narodziły się w nim demony” ma na celu profilaktykę i edukację w zakresie przeciwdziałania przemocy w rodzinach. Edukację tych, którzy sami edukują, a więc nie tylko nas, dorosłych, którzy powinni zawsze reagować zaniepokojeni sytuacją za ścianą, ale też nauczycieli spędzających z dziećmi większość czasu. – Mamy przygotowane ulotki i materiały informacyjne, jak pomóc dzieciom doświadczającym przemocy i jak je zauważyć – mówi Aleksandra Ejsmont z Komitetu Ochrony Praw Dziecka.

Powinny one trafić do wszystkich szkół, aby pedagodzy – w wielu wypadkach dobrze przygotowani do przeciwdziałania zjawisku przemocy wobec najmłodszych – jeszcze raz przeanalizowali zachowania uczniów pod kątem tej części ich życia, o której w szkole nie chcą mówić. Na razie jednak, dzięki wsparciu Mazowieckiego Centrum Polityki Społecznej, kampania realizowana będzie tylko w woj. mazowieckim. – Nic nie stoi na przeszkodzie, aby dyrektorzy szkół spoza Mazowsza zgłosili się do nas po te materiały – podkreśla Mirosława Kątna, dodając, że KOPD nie zamierza pytać kuratorów oświaty o zgodę na przekazywanie publikacji i ulotek związanych z kampanią.

Czytaj także: Jak pomagać ofiarom przemocy domowej

Niestety Ministerstwo Edukacji Narodowej i niektórzy kuratorzy oświaty oraz obecny Rzecznik Praw Dziecka przyjęli nadzwyczaj bierną postawę w propagowaniu wiedzy na temat przeciwdziałania przemocy domowej. – Bardzo mnie to dziwi – mówi Elżbieta Bogucka, zastępca dyrektora ds. społecznych Mazowieckiego Centrum Polityki Społecznej. – Teraz to częsta narracja, że w polskich rodzinach nie ma żadnej przemocy. A my widzimy w terenie, że problem jest ogromny. I trzeba położyć temu kres.

Eksperci podkreślają, że rodziny, w których występują konflikty (nie muszą to być wcale tzw. środowiska patologiczne!), należy wspierać w taki sposób, by nie dochodziło do eskalacji, a w konsekwencji przekształcania konfliktu w przemoc. Zwiększenie naszej sąsiedzkiej uważności może problem ujawnić, a w efekcie przyspieszyć odnalezienie pomocy. – Bo tu właśnie o uświadomienie konsekwencji nam chodzi – dodaje Aleksandra Ejsmont. Rozpoznać objawy krzywdzenia dziecka powinien nauczyć się każdy (więcej na stronie KOPD).

Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Świat

Dyplomaci jak hostessy – tak działa polskie MSZ

PiS w zasadzie nie prowadzi polityki zagranicznej. Nie potrzebuje więc doświadczonych ambasadorów. Chyba że do roli hostess.

Grzegorz Rzeczkowski
09.10.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną