Społeczeństwo

Czy zabójca Pawła Adamowicza odpowie przed sądem?

Pogrzeb Pawła Adamowicza, 18 stycznia 2019 r. Pogrzeb Pawła Adamowicza, 18 stycznia 2019 r. Daniel Frymark / Forum
To pytanie raz po raz powraca w rocznicę tragicznej śmierci prezydenta Gdańska. Choć do zabójstwa doszło na oczach tłumów, wciąż nie ma jasności co do stanu umysłu zabójcy.

Brat zamordowanego Piotr Adamowicz, poseł Koalicji Obywatelskiej, pytany przez „Dziennik Bałtycki” o ewentualne przebaczenie nożownikowi Stefanowi W., odpowiedział: „Można wybaczyć, ale pod pewnymi warunkami. A te warunki to poznanie prawdy, przyznanie się do winy, przeprosiny i zadośćuczynienie”.

Choć do zabójstwa doszło na oczach tłumów, choć jego przebieg został utrwalony na nagraniach, wciąż nie ma jasności co do stanu umysłu zabójcy. Pełnomocnicy Piotra Adamowicza zapoznali z opiniami sporządzonymi na ten temat przez biegłych inną grupę specjalistów – psychiatrów i psychologów. Każdy z nich stwierdził, że osobiście nie podpisałby się pod opinią o takiej treści. „Nie wiadomo, dlaczego uznano, że to schizofrenia i pełna niepoczytalność” – konstatuje brat zabitego. Wskazuje też, że przy sporządzaniu opinii psychologicznej na wniosek prokuratury skorzystano z kilku testów, ale trzy czy cztery z nich nie mają polskiego certyfikatu.

Czytaj także: Krótki kurs psychiatrii po zabójstwie Pawła Adamowicza

Poczytalność a wina

Dlaczego stan umysłu zabójcy jest kwestią kluczową? Od niego właśnie zależy, czy Stefan W. zostanie oskarżony i stanie przed sądem. „Niepoczytalność” oznacza, że sprawca albo nie rozumiał, co robi, że wyrządza zło, albo był niezdolny do pokierowania swoim postępowaniem (z powodu choroby psychicznej, upośledzenia umysłowego lub innego zakłócenia czynności psychicznych). W takim przypadku prokuratura wnioskuje o umorzenie postępowania. Nie dochodzi do procesu sądowego. Do badania odpowiedzialności, winy. Zastępuje go tzw. postępowanie zabezpieczające, podczas którego sąd orzeka o skierowaniu sprawcy do zakładu psychiatrycznego o odpowiednim stopniu zabezpieczenia. Tam podlega on leczeniu i co jakiś czas poddawany jest badaniom. Jeśli ich wynik okaże się pozytywny, ma szansę na wyjście.

Poczytalność może też być w znacznym stopniu ograniczona. Wtedy proces się odbywa, a sąd może zastosować wobec sprawcy nadzwyczajne złagodzenie kary.

Ewa Siedlecka: Kto zawinił w sprawie Stefana W.

Zabójstwo podręcznikowe

Reporterka magazynu „Duży Format” „Gazety Wyborczej” dotarła do osób, które wcześniej poznały Stefana W. w więzieniu, gdzie odsiadywał karę za napady na banki. Poznała akta sprawy i opinie biegłych – te o niepoczytalności. Od policji uzyskała informację, że sprawca przygotowywał się do zamachu z „Podręcznika użycia broni dla jednostek specjalnych”. Nóż o ostrzu 14,5 cm kupił w sklepie z militariami. Jego użycie trenował w lesie.

Z zamiarem zemsty dzielił się jeszcze podczas odsiadki. Nie ukrywał sympatii do PiS i wrogości do PO, którą winił za swój pobyt w więzieniu.

Czytaj także: Będzie lex Stefan W.?

Już w 2013 r., w toku śledztwa w sprawie napadów, Stefan W. był badany przez psychiatrów, którzy stwierdzili u niego „osobowość nieprawidłową”. Chorobę – schizofrenię paranoidalną – wykryli później, po dwóch latach pobytu w jednoosobowej, stale monitorowanej celi, co samo w sobie mogło być źródłem zaburzeń. Jednocześnie nikt nie widział potrzeby przeniesienia więźnia do szpitala psychiatrycznego.

Co na to wszystko Jerzy Pobocha, założyciel i prezes Polskiego Towarzystwa Psychiatrii Sądowej? Zna lekarza, który zdiagnozował u Stefana W. schizofrenię. Nie sądzi, aby się mylił. Wskazuje jednak, że choroba nie oznacza automatycznie niepoczytalności ani tego, że człowiek nie może panować nad swoim zachowaniem.

Mówi wprost, że Stefan W. może swoją chorobę wykorzystywać. „Im bardziej motywacja jest zrozumiała psychologicznie, tym mniejszy stopień ograniczenia poczytalności. Stefan twierdzi, że jest przeciwnikiem PO, bo został skazany, kiedy rządziła. Czy to urojenie? Ja też uważam, że wtedy u władzy była Platforma”.

Czytaj także: Jak psychiatra patrzy na zbrodnię

Chory z nienawiści

Każdy mógł usłyszeć, jak sprawca ze sceny wykrzykuje swoją nienawiść do PO. Prezydenta Gdańska łączył z PO, choć ten już do niej nie należał. Czy dlatego, że Adamowicz był zdeklarowanym przeciwnikiem PiS, z którym sympatyzował zabójca? Że regularnie był atakowany w TVP i innych propisowskich mediach? Proces Stefana W. może być niewygodny dla polityków partii rządzącej. Bo trudno będzie uniknąć pytań o tło zbrodni, refleksji na ten temat.

Ale czy ewentualna niepoczytalność sprawcy na pewno rozgrzesza rządzących, zwalnia ich z odpowiedzialności? Za klimat, za całą tę atmosferę wrogości w życiu publicznym, za nasiloną propagandę, która działa na zdrowych i chorych? Przecież nie wzięło się znikąd np. to, że Polacy ze społeczeństwa w lwiej części otwartego na uchodźców wojennych w krótkim czasie przeobrazili się w społeczeństwo niechętne bądź wrogie ich przyjmowaniu. Towarzyszył temu wzrost liczby ataków na „obcych”, zwłaszcza muzułmanów (faktycznych bądź domniemanych). Zadziałało. Potem przyszedł czas szczucia na inne grupy i środowiska.

Ten klimat niczym smog zatruwa umysły. Tylko jedne są bardziej, inne mniej odporne.

Czytaj także: Nagonka na rodzinę zabójcy Pawła Adamowicza

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Dramat dzieci z wrodzonymi wadami

Co roku rodzi się ponad 2 tys. dzieci z głębokimi wadami. Ich rodziców czasem trzeba zastąpić lub im pomóc. Lecz nie ma kto tego zrobić.

Agnieszka Sowa
01.11.2016
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną