Wojna w moskiewskim delfinarium

Wstążka dla Jegora
W moskiewskim delfinarium po zmianie trenerskiej ekipy trwa wojna o delfiny. Walczą dwie ekipy: stara oskarża nową o niekompetencję, brak doświadczenia i brutalne metody tresury. Nowa pod adresem starej wysuwa zarzuty o trucie delfinów. Spór jest głośny już w całej Rosji.
W moskiewskim delfinarium na butlonosy padł blady strach
marfis75/Flickr CC by SA

W moskiewskim delfinarium na butlonosy padł blady strach

*hoodrat*/Flickr CC by SA

Nowy dyrektor delfinarium Anatolij Awerin objął władzę siłą. Wieczorem 6 kwietnia ub r. do budynku Rosyjskiej Akademii Nauk, gdzie mieści się biuro spółki Utriszskij Delfinarij wdarła się grupa młodych ludzi z łomami - relacjonuje służba prasowa starego zespołu

Siłą sforsowali drzwi, wyłamywali zamki, zgarniali dokumenty i komputery, należące do spółki. Wszystko pakowali w wielkie, gospodarcze torby, które mieli ze sobą. Zrabowany sprzęt i dokumenty wrzucili na podstawioną pod budynek ciężarówkę i odjechali. Równolegle zostało zaatakowane samo delfinarium. Część pracowników, która nie zdążyła wyjść do domu, zabarykadowała się w pomieszczeniach. Na teren obiektu napastnicy nie wpuścili przybyłego szefa delfinarium, informując go, że jest zwolniony.

Ale to był dopiero początek tej historii, niczym z filmu sensacyjnego. Bo wkrótce w moskiewskim delfinarium zaczęły w tajemniczych okolicznościach ginąć jego największe gwiazdy.

Delfiny na dnie

Pierwszy był butlonos Bajkał, artysta moskiewskiego delfinarium. Dziewiętnastolatek w pełni sił. Nagle ciężko zachorował, nie udało się go uratować. Potem w niejasnych okolicznościach zniknęła delfinica Patra, kilkanaście dni później umarł jej towarzysz, Kola. Biełucha Jegor, ulubieniec publiczności i gwiazda basenu po piętnastu latach występów odmówił posłuszeństwa. Zaczął zrywać przedstawienia, ignorować polecenia trenerów i kłaść się na dnie. Potem zniknął, a o jego losie niewiele wiadomo. Na oficjalnej stronie internetowej delfinarium podano, że przeniesiono go do innego basenu. W trakcie przedstawień występują dziś już tylko biełuchy Maria i Stiepan oraz para butlonosów: Kasia i jej synek Timofiej.

Wielbiciele morskich ssaków za kłopoty w moskiewskim delfinarium obwiniają nową ekipę trenerską pod wodzą nowego (zdaniem obrońców zwierząt – samozwańczego) dyrektora obiektu, Anatolija Awerina. Wykwalifikowanych trenerów, weterynarzy, specjalistów wodnych zastąpili wówczas jego ludzie.

Chociaż od tego czasu minęły już trzy kwartały, atmosfera wokół placówki jest ciągle gorąca. Były szef delfinarium, Lew Muhametow nie daje za wygraną. W sądzie walczy o stanowisko i odzyskanie placówki, którą, jak twierdzi, nowi właściciele przejęli z naruszeniem prawa i po bandycku. Jak długo potrwa sądowa batalia trudno przewidzieć. O porozumieniu między wrogimi obozami nie ma mowy, a na wojnie między starą i nową ekipą najbardziej cierpią zwierzęta

Grupa Muhametowa jest przekonana, że nowy personel nie radzi sobie ze zwierzętami, ukrywa prawdę o stanie ich zdrowia i o tym, co naprawdę dzieje się w delfinarium. Stara ekipa zarzuca nowej niekompetencję, brak doświadczenia i brutalne metody tresury.

Zaś grupa nowych zarządców rzuca jeszcze cięższe oskarżenia - o trucie delfinów. Zdaniem Anatolija Awerina delfina Kolę na zlecenie Muhametowa otruł pracownik techniczny, czyściciel basenu, który jako jeden z nielicznych nie został zwolniony razem z resztą starego zespołu. Nowy dyrektor doszedł do takiego wniosku po przebadaniu pracowników wariografem. Jednak technik nie przyznaje się do winy, a ludzie od lat związani z tresurą morskich ssaków mu wierzą. Jak powiedział Izwiestiom Oleg Dorongowskij, założyciel petersburskiej kompanii Morski Świat, człowiek który pracuje z delfinami, nie jest w stanie otruć swego podopiecznego. - Łatwiej by mu było otruć człowieka - podsumował Dorongowskij. Sprawa jest jednak w prokuraturze, a z kręgów bliskich Awarinowi wyciekły już pogłoski, że być może i Bajkał był ofiarą zabójstwa.

Pytania bez odpowiedzi

Tajemniczymi zdarzeniami w moskiewskim delfinarium żyje już cały kraj. Rosyjska Nowaja Gazieta, zbadała dokładnie sprawę i pisze, że choć przyczyny śmierci Koli nie do końca są jasne, to substancje chemiczne, które po sekcji znaleziono w ciele butlonosa, są powszechnie stosowane w delfinariach. Reporterzy gazety sprawdzili w Instytucie Problemów Ekologii i Ewolucji RAN, że jedną z nich był składnik witaminy B12. Druga używana jest przy leczeniu zapalenia płuc, a jej obecność mogłaby świadczyć o chorobie delfina. Najwięcej zdziwienia wywołało jednak znalezienie w ciele samca lekarstwa na... podtrzymanie ciąży. Według byłego dyrektora, prawdopodobnie była to pomyłka pracownika. Do czasu zniknięcia Patry Kola pływał razem z nią w jednym basenie, a samica była w ciąży.

Zniknięcie Patry to zresztą kolejna zagadka, której obecne kierownictwo delfinarium ostatecznie nie wyjaśniło. Zespół Awerina utrzymuje, że samicę przewieziono do Soczi, gdzie są lepsze warunki do porodu. Po interwencji mediów ten fakt potwierdziła również prokuratura, jednak do Patry nie dopuszczono jej byłych opiekunów - podkreśla z kolei Moskiewski Komsomolec. 

Jak widać media od kilku tygodni pilnie śledzą historię moskiewskich delfinów. Wiele osób przyłącza się do obywatelskiej akcji "Morska wstążka", której celem jest zwrócenie uwagi władz na to, co dzieje się w delfinarium i przyspieszenie procedur sądowych. Na znak solidarności ludzie przywiązują niebieskie wstążeczki do toreb, plecaków i na anteny samochodowe. Składają podpisy pod apelem do władz, licząc, że pomogą one szybko rozwiązać problemy. W sieci zamieszczono nie tylko adresy mailowe prezydenta Miedwiediewa i premiera Putina, ale i bezpośredni numer pagera do mera Moskwy Łużkowa. W centrum Moskwy odbyła się pikieta w obronie delfinów, w której wzięło udział kilkaset osób.

Chlorowane więzienie

Atmosfera skandalu, jaka narosła wokół delfinarium przyniosła jeszcze jeden, chyba nieoczekiwany przez wojujące strony efekt. Im dłużej trwa konflikt, tym wyraźniej słychać głosy, zarzucające kłamstwa obu stronom.

Dawni właściciele twierdzą, że zwierzęta umierają z winy nowej władzy, ale w istocie delfiny w niewoli praktycznie nigdy nie dożywają starości, podobne przypadki miały miejsce i wcześniej - pisze magazyn Rosyjski Reporter. Ponad połowa delfinów umiera w ciągu pierwszych dwóch lat niewoli, a te, które przeżyją, żyją średnio ok. 6 lat. Przyczyną są m.in. ostre metody tresury (pozbawianie żywności, zamykanie w ciasnych przestrzeniach w pojedynkę, nawet bicie), a także ogromne ilości chloru, sulfatów i innych żrących substancji, od których delfiny ślepną. Zwierzęta są w stanie nieustannego stresu. Często dostają środki dopingujące, a i tak nierzadkie są przypadki, kiedy defliny popełniały w niewoli samobójstwa - pisze Rosyjski Reporter. 

Dzieje się tak również dlatego, że na usługi związane z delfinami jest po prostu rynkowy popyt. Delfinaria z placówek naukowych przekształcają się w dochodowy biznes. W moskiewskim basenie czterdzieści minut pływania z delfinami kosztuje w przeliczeniu ok. 500 zł.  Termin trzeba rezerwować telefonicznie. Z jednym delfinem mogą pływać maksymalnie dwie osoby. W cenę biletu wliczona jest też obecność kogoś bliskiego na brzegu, kto może robić zdjęcia lub filmować. Firma zapewnia też na zamówienie profesjonalnych fotografów i kamerzystów.

Przedstawienia z udziałem morskich ssaków nieodmiennie ściągają tłumy widzów. Na jeden seans sprzedaje się tysiące biletów. Kolejne źródło gotówki to transfer żywych zwierząt za granicę. Najczęściej do krajów arabskich, gdzie delfinaria stają się coraz popularniejsze. W wielu wypadkach takie placówki są tylko źródłem dochodu dla właścicieli i miejscami uciechy dla zwiedzających.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj