Grafficiarze znad Sekwany

Jak czarny z białym zdobywali Paryż
Paryżanie śledzą każdy ich ruch, robią zdjęcia, piszą posty. Policja od dawna nie robi już nic – udaje, że nie widzi. A merowie płacą, żeby tylko czarny z białym chcieli pokazać się w ich dzielnicy.
Marta Mazuś/Materiały prywatne

Myślisz, że Paryż to Champs-Elysées, wieża Eiffla, Luwr, Notre-Dame? Zapomnij. To nie jest Paryż. Paryż jest czarno-biały, żółto-niebieski. Ma twarz Elvisa i mima z czerwonym nosem. Jest spadającym z dachu strusiem i uśmiechniętym kotem. Jest tajemniczą dziewczyną, która zalotnie unosi czarną sukienkę.

Jeśli w XIX w. artystyczne serce Paryża biło na Montmartre, potem na Montparnasse, to teraz z pewnością bije w Belleville. To tam, w XX dzielnicy, są trzy ulice: Rue Dénoyée, rue Ramponeau i rue de l’Ermitage – gdzie ściągają grafficiarze z całego Paryża, bo tylko tu miasto toleruje graffiti i nie czyści murów, gdy zapadnie noc.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną