Piszemy o wszystkim, co ważne

Codziennie coś nowego. Bądź w centrum wydarzeń.

Subskrybuj
Świat

Krok w przód, krok w tył

Szczyt w Brukseli

Na ten szczyt Europa zbierała siły od pół roku. Przywódcy obiecali sobie, że w połowie grudnia podejmą kluczowe decyzje w sprawie przebudowy strefy euro.

Przewodniczący Rady Herman Van Rompuy napisał nawet raport w tej sprawie, własny dokument przygotował szef Komisji Europejskiej José Manuel Barroso – obaj zalecili utworzenie odrębnego budżetu strefy i wprowadzenie wiążących umów między państwami, obligujących je do wprowadzania niezbędnych reform gospodarczych.  Mimo jasnych propozycji przywódcy nie doszli jednak do porozumienia i odłożyli decyzje na czerwiec przyszłego roku.

Fiasko przysłonił sukces dnia poprzedniego. Dzień przed szczytem całej Unii ministrowie finansów strefy euro porozumieli się co do nadzoru nad własnymi bankami.  Ale sukces jest pozorny, w najlepszym razie cząstkowy: nadzór obejmie tylko 150 z 6 tys. europejskich banków, zacznie działać dopiero w 2014 r., a przede wszystkim nie sięgnie do Londynu, głównego centrum finansowego w Europie i największego na świecie. W sprawie uregulowania wielkich banków Wielka Brytania woli układać się ze Stanami Zjednoczonymi – nadzory obu krajów właśnie zawarły w tej sprawie wstępne porozumienie.

Co to wszystko oznacza dla Polski? Większość „naszych” banków to filie tych wielkich w strefie euro, więc znajdą się niebawem pod podwójną kontrolą: euronadzoru we Frankfurcie i Krajowego Nadzoru Finansowego w Warszawie. To oznacza potencjalne konflikty, a na pewno konieczność dalszych uzgodnień, bo porozumienie ministrów finansów nie określa dokładnego podziału kompetencji, a Polska nie jest jedynym krajem, przywiązanym do rodzimego nadzoru. Niektórzy będą się cieszyć z odroczenia eurobudżetu, ale zastój w reformie strefy euro to dla nas zła wiadomość, bowiem od jej uzdrowienia zależy ściśle koniunktura w Polsce. A ta jest coraz słabsza.

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Świat

Gerhard Schröder, towarzysz Putina. Toksyczny związek na dobre i złe

Były kanclerz Gerhard Schröder, który wciąż nie wyrzekł się przyjaźni z gospodarzem Kremla, jest symbolem wszystkich niemieckich problemów z Rosją. Ale wcale nie najgorszym.

Marek Orzechowski
19.05.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną