Świat

Kain

Prawdziwa twarz Eda Milibanda

Ed Miliband przedstawia program edukacyjny Partii Pracy. Ed Miliband przedstawia program edukacyjny Partii Pracy. Neil Hall/Reuters / Forum
Szef Partii Pracy Ed Miliband jest dziś najmniej popularnym liderem opozycji w brytyjskiej historii. Ale za miesiąc może już być premierem.
Od lewej: Ed Miliband, premier David Cameron i Nick Clegg, szef liberałów. Trójca rządząca dotychczas brytyjską polityką.POOL New/Reuters/Forum Od lewej: Ed Miliband, premier David Cameron i Nick Clegg, szef liberałów. Trójca rządząca dotychczas brytyjską polityką.

Rodzina dla Milibanda znaczy wiele. Jego babcia, Dobra Kozak, urodziła się w nieźle prosperującej rodzinie żydowskiej w Częstochowie. W czasie wojny przechowywały ją zakonnice, a potem katolicka rodzina. Dzięki temu, w odróżnieniu od kilku innych członków rodziny, uniknęła Auschwitz. Po wojnie Dobra przybrała imię Marion i wyjechała do Wielkiej Brytanii, właściwie bez szkół i bez słowa po angielsku. Niezwykle uzdolniona dziewczyna nie tylko skończyła studia, ale wyróżniała się na znanej London School of Economics. Tam poznała Ralpha, przyszłego męża, najstarszego syna polskich Żydów, którzy wyjechali z Warszawy po pierwszej wojnie światowej. Ed Miliband często podkreśla, że Wielka Brytania dała mu wszystko i że jego matka zawdzięcza życie dobroci obcych.

Jego ojciec Ralph Miliband, marksista, był jedną z najważniejszych postaci intelektualnych Partii Pracy, autorem dzieła „Parlamentarny socjalizm”, które wyrosło z ogromnego rozczarowania laburzystami. Ralf ubolewał, że tradycyjne brytyjskie wartości – podporządkowanie interesom finansowym City i prymatowi USA w polityce zagranicznej – weszły do kodu genetycznego partii. Dom Milibandów – w dzielnicy Primrose Hill, dziś modnej i drogiej – był głównym miejscem spotkań marksistów, socjalistów i radykałów z całego chyba świata.

Młody Ed poznał tam m.in. Joego Slovo, szefa zbrojnego skrzydła Afrykańskiego Kongresu Narodowego. Inny przyjaciel Ralpha, Richard Kuper, który dziś przewodzi organizacji „Żydzi za sprawiedliwością dla Palestyńczyków”, wspomina, że od bardzo młodego wieku obaj bracia Milibandowie: Ed i starszy od niego o cztery lata David, szybko dorastali i w tych spotkaniach byli traktowani jak dorośli.

Bracia dobrze wspominają szkołę, do której – co nie bez znaczenia – chodziły dzieci z ponad 60 narodowości i wielu najrozmaitszych środowisk. Po maturze Ed wyjechał z matką do Nowego Jorku (gdzie ojciec wtedy wykładał) i dostał się na staż do lewicowego tygodnika „The Nation”. Po roku wrócił do Anglii i rozpoczął te same elitarne studia w Oksfordzie, które wcześniej ukończył z wyróżnieniem jego brat: PPE (polityka, filozofia i ekonomia).

Przyjacielem, powiernikiem i mentorem Eda był wykładowca Andrew Glyn, socjalistyczny krytyk niesprawiedliwości rynkowych, autor książki „Kapitalizm spuszczony ze smyczy”, która w 2006 r. przepowiadała nadciągający kryzys. Na studiach, jako prezes zrzeszenia studenckiego swojego college’u, poprowadził pomysłową kampanię przeciw podwyżce czesnego. Edowi udało się zmobilizować wszystkich bez wyjątku studentów, choć nie wiadomo jak, bo nie był typowym studentem: przez trzy lata studiów nie widziano, by miał jakąś dziewczynę, ponadto nie palił, nie tykał narkotyków i bardzo niewiele pił. Naprawdę zajmowała go polityka.

1.

Już dwa lata po studiach Ed wszedł do kręgu pomocników Gordona Browna, wówczas kanclerza skarbu w gabinecie cieni. Browna uważano za naturalnego następcę szefa partii Johna Smitha. Jednak po jego nagłej śmierci w 1994 r. to Tony Blair – a nie Brown – został nowym przywódcą partii. Zawarto podobno dżentelmeńską umowę, że Blair po jednej kadencji ustąpi na rzecz Browna, który uważał, że ukradziono mu karierę. Napsuło to potem wiele krwi, bo Blair nie ustępował, a Brown zachowywał się tak, jak gdyby był równy przywódcy.

Bracia Milibandowie mieszkali w tym czasie w jednym domu w Londynie, ale pracowali w rywalizujących obozach. Starszy David był szefem doradców politycznych Blaira, Ed służył Brownowi. Ed miał z tego okresu wyciągnąć lekcję polityki dla siebie: umowy w sprawie liderowania są diabła warte. Wybory wewnątrzpartyjne są potrzebne i służą partii.

Sukces przyniosły wybory w 1997 r. Gordon Brown został prawdziwym kanclerzem skarbu, człowiekiem numer dwa w państwie, a 27-letni wówczas Ed Miliband – jego prawą ręką. Rodzina i jego znajomi śmiali się z głosu automatycznej sekretarki na jego komórce: „Nie mogę odebrać. Ale jeśli to Gordon, można mnie zastać pod numerem…”. Miliband pracował po 16 godzin dziennie, a Brown potrafił go budzić w środku nocy, szukając opinii i danych. Zaufany pomocnik był w końcu tak wyczerpany, że wybłagał przerwę na studia podyplomowe w USA.

Braci Milibandów z emfazą porównywano do współczesnych Kennedych brytyjskiej polityki. Dlaczego więc Ed nie poszedł w ślady swego idola, Roberta Kennedy’ego, i nie wspierał lojalnie Davida na drodze do przywództwa partii? Musiał przecież zdawać sobie sprawę, że rywalizację z rodzonym bratem wielu laburzystów odbierze niemal jak biblijny akt bratobójstwa.

Drogi kariery Eda i Davida były aż do przesady podobne: z takim samym szacunkiem odnosili się do ojca marksisty, uczęszczali do tej samej szkoły w Londynie, tego samego college’u w Oksfordzie, pojechali na podobne staże do Ameryki, szybko zdobyli pozycję doradców najważniejszych polityków, zostali posłami i ministrami w rządzie.

2.

Poprzednie pokolenie przywódców, Blair i Brown, stworzyło New Labour – partię przesuniętą w stronę centrum, co było zapewne jedyną wówczas receptą na zwycięstwo wyborcze. Ed Miliband tego kierunku nie podzielał. Jego rodzina i bliscy znajomi uważali, że był od Davida znacznie bardziej wyczulony na wszystko to, co się dzieje z lewej strony Labour Party – na zielonych czy alterglobalistów. Na Harvardzie taki sobie obrał tytuł seminarium, które prowadził: „Co to znaczy dziś lewica? Polityka sprawiedliwości społecznej”.

Przełomem dla Eda była wojna w Iraku w 2003 r. W Polsce, która bez rozterek stanęła wtedy u boku Ameryki, nie zdajemy sobie sprawy, jak dramatyczna była to decyzja dla Labour Party. Autorzy pierwszej biografii Milibanda, dziennikarze Mehdi Hasan i James Macintyre, twierdzą wręcz, że Irak pozostaje najważniejszym wydarzeniem definiującym New Labour, jeśli nie w ogóle najważniejszym dla całej brytyjskiej polityki po 1945 r.

Ed od początku jasno wyrażał swe obawy: że interwencja okaże się dla partii katastrofą, gdyż po pierwsze – niesprowokowane atakowanie kraju jest niemoralne, a po drugie – przyłączanie się do jednostronnej kampanii prawicowego prezydenta USA burzy tradycyjne laburzystowskie hasła internacjonalizmu. Jednak Miliband przebywał wówczas w USA i konsultował się z premierem tylko telefonicznie. Jego zdanie mniej znaczyło. W partii doszło do ważnych dymisji: trzech ministrów ustąpiło na znak protestu przeciw wojnie. Brown bał się, że jeśli nie wesprze Blaira – partia się rozpadnie. Ed podziwiał polityków, którzy odeszli, ale tylko prywatnie. Bardzo jednak to wydarzenie przeżył.

3.

Po klęsce wyborczej laburzystów w 2010 r. premier Brown zrezygnował; w partii ogłoszono wybory lidera. Sprawa stosunku do wojny w Iraku stała się głównym tematem kampanii o przywództwo w partii. Ed twierdził, że był przeciwnikiem wojny, choć jego rywale dawali do zrozumienia, że to naciąganie faktów. Wśród czterech rywali był też brat David: do dziś nie jest jasne, czy o kandydowaniu Eda dowiedział się dopiero z telewizji.

Ed na zjeździe partii odniósł pyrrusowe zwycięstwo. W partii głosują trzy sekcje: zwykli członkowie, frakcja parlamentarna i związkowcy. To David zwyciężył w dwóch pierwszych, Ed – tylko w związkowej, nie najważniejszej, lecz najliczniejszej. Ponadto większość pierwszoplanowych postaci partii poparła nie jego, lecz Davida: Ed musiał im zaoferować główne stanowiska w gabinecie cieni. Także przegranemu bratu. Ten jednak odmówił, wycofał się w ogóle z polityki. Przedtem bracia, nie tylko w domu rodzinnym, ale też jako ministrowie, rozmawiali ze sobą kilka razy w tygodniu, teraz w ogóle się nie spotykają.

Niedługo po tej wygranej w popularnej audycji BBC prowadzący spytał Eda: „Jakiż to człowiek występuje przeciw bratu?” i jeszcze wpuścił na antenę słuchacza, weterana RAF, z pytaniem: „Jakie mam szanse w kraju, jeśli pan spokojnie podeptał brata, by wspiąć się na szczyt?”. Sprawa ta ciągnie się za Milibandem do dziś, przypomina ją prasa, premier David Cameron w Izbie Gmin publicznie zrobił aluzję do zbrodni Kaina. Wlecze się to za Edem jak cień.

Start nowego lidera opozycji był słaby. W najważniejszym sprawdzianie – w pytaniach do premiera w Izbie Gmin – wypadał blado. Te prowadzone co środę pojedynki słowne wymagają nie tylko dobrej znajomości meritum sprawy, ale również ogromnego refleksu i prostej, efektownej argumentacji. Prasa skreśliła Eda: „Spłynie jak woda z wanny” – ocenił „Daily Mail”. „Bez stylu i bez treści” – tytuł z „Daily Telegraph”. Wybawieniem dla Milibanda była głośna afera prasowa brukowca Ruperta Murdocha „News of the World” z podsłuchami, gdzie szybciej wyczuł oburzenie społeczne.

4.

W 2005 r. Ed związał się z Justine Thornton, adwokatką. Kiedy partnerka urodziła pierwsze dziecko, nie stawił się w magistracie i jego nazwisko nie figuruje w akcie urodzenia Daniela. Czy to rozgardiasz w życiu czy ucieczka przed zobowiązaniami? – pytano w prasie. Przy drugim dziecku, Samuelu, Ed stawił się już gdzie trzeba, lecz – choć był świeżo upieczonym liderem partii – wziął dwutygodniowy urlop ojcowski. Nie wszystkim to się podobało. Kontrowersje wzbudził też ślub. Słyszano, że Ed go nie chciał, więc kiedy jednak zgodnie z żydowską tradycją stłukł szkło – już jako wybrany lider opozycji i ojciec dwojga dzieci – niechętni mu uznali, że to posunięcie cyniczne, na użytek tradycyjnej części elektoratu.

David przyjechał wprawdzie na ślub Eda, ale na przyjęciu weselnym już nie został. Ta demonstracja oddaje pierwszy problem, jaki Ed musi w partii pokonać, by wygrać wybory 7 maja. Bracia Milibandowie to najzdolniejsi politycy tego pokolenia Labour Party; to naturalne, że jeden z nich został liderem. Partia miałaby jeszcze większe szanse, gdyby starszego Milibanda też ściągnąć na pokład. Drugi problem, ważniejszy, to pytanie, które Ed postawił jeszcze w Harvardzie: co to jest lewica?

Walczący konserwatyści obrzydzają Brytyjczykom Eda jako „marksistę”. On sam przedstawia ekipę Camerona jako wyfraczonych chłopców z Bullington, ekskluzywnego klubu z Oksfordu, traktujących politykę jako grę, w której można się wzbogacić. Zamiast tego Ed głosi nowy, „odpowiedzialny kapitalizm”, zrywający z chorobliwą pazernością i przypominający bogatym i potężnym, że obok nich żyją biedni i słabi. Na partyjnych zjazdach Ed piętnował biznesmenów-drapieżców, zbijających kasę bez opamiętania.

O nierównościach społecznych Miliband powtarza: obiecywano nam, że przypływ uniesie w górę wszystkie łodzie. Ale uniósł tylko bogate jachty. W tym względzie Miliband przypomina dawną, starą Partię Pracy, a także byłego premiera Harolda Wilsona sprzed pół wieku, który po kilkunastu latach rządów konserwatywnych wygrał wybory niemal antykapitalistycznym manifestem.

5.

Czy ta lewicowa recepta dziś wystarczy? W Wielkiej Brytanii toczy się gorący spór: konserwatyści zarzucają laburzystom, że nie umieją zarządzać gospodarką, że potrafią tylko rozdawać pieniądze i podnosić podatki. Prawda, że biznes odnosi się do Milibanda nieufnie, że to polityk, który był całe życie jedynie doradcą premiera i ministrem, nie zna życia poza polityką i uczelniami, a nie ufa biznesmenom i w pogardzie ma groszoróbstwo. Nawet starzy laburzyści, jak Tony Blair – w kraju skompromitowany z powodu wojny irackiej – przypominają, że wybory wygrywa się w centrum, a nie na lewicy.

Jeśli głównym polem bitwy będzie gospodarka, obietnic Milibanda nie można lekceważyć. Flagową propozycją, nawiązującą do wspomnianej, młodzieńczej kampanii studenckiej, jest obniżenie maksimum czesnego z 9 do 6 tys. funtów rocznie. Dalej, podniesienie płacy minimalnej dla dorosłych powyżej 21 roku życia – z 6,50 funta do 8 funtów za godzinę, ale z rozłożeniem podwyżki do 2020 r. Wreszcie, zobowiązanie wielkich firm, które biorą kontrakty rządowe, by szkoliły stażystów. To na pewno piękne, lecz z kolei sytuacja gospodarcza pod rządami konserwatystów się poprawiła i bezrobocie spadło do 5,9 proc., więc aż tak źle nie jest.

Europę interesuje co innego. Podczas gdy premier David Cameron korzysta z antyeuropejskich nastrojów i ciągle zapowiada referendum w kwestii wyjścia kraju z Unii, Miliband ostrzega, że igranie miejscem kraju we wspólnocie jest nieodpowiedzialne i niebezpieczne. W tym względzie Miliband ma poparcie biznesu, który się obawia, że wyjście Wielkiej Brytanii z UE spowodowałoby ucieczkę inwestorów z kraju.

Kto wygra? Dziś Miliband i Cameron idą łeb w łeb, mając nieco ponad 30 proc. głosów w sondażach. Tworzy to wszystko nową sytuację w Wielkiej Brytanii, która zawsze się szczyciła systemem skutecznych rządów. System jednomandatowych okręgów wyborczych premiował nawet nieznaczną przewagę jednej partii, dając jej wyraźną większość w parlamencie. Od stulecia rządy koalicyjne były nielubianym i niepoważanym odstępstwem od brytyjskiej normy. Tym razem grozi hung parliament (zawieszony parlament): nikt nie wygra przekonująco, a możliwy jest wzrost wpływów separatystów z UKIP i świeżo wyemancypowanych Szkotów. To tylko wróży kłopoty – i Wielkiej Brytanii, i Europie.

Polityka 15.2015 (3004) z dnia 07.04.2015; Świat; s. 49
Oryginalny tytuł tekstu: "Kain"
Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Kultura

Niezwykły film o Tonym Haliku

Nowy film przypomina postać Tony’ego Halika – polskiego podróżnika, honorowego „białego Indianina”, nieustraszonego reportera, który realizm magiczny uprawiał w życiu i pracy.

Aneta Kyzioł
18.09.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną