Trump prowadzi w sondażach. Jak Hillary zamierza go teraz prześcignąć?

Hillary już była
Dziś najważniejsze w polityce to być kimś nowym. Negowanie zastanego porządku i mówienie, że inaczej urządzi się świat.
Lorie Shaull/Flickr CC by 2.0

Podczas trwającej w Filadelfii konwencji demokratów Hillary Clinton będzie musiała mocno się nagłowić, jak przekonać do siebie wyborców. Żeby pokazać, że jej bycie w rządzie i doświadczenie, jakie w związku z tym ma za sobą, jest atutem, a nie przeszkodą.

Po konwencji republikanów notowania Donalda Trumpa skoczyły do góry. Teraz Hillary Clinton ma okazję, żeby odrobić straty. Ma jednak wyjątkowo trudne zadanie, ponieważ wciąż musi przekonywać, że jest mniej establishmentowa, niż jest w rzeczywistości. Bo dzisiaj dla wyborców bycie częścią układu władzy jest jak najgorsza obelga. Program wyborczy kandydatów schodzi na dalszy plan. Clinton jest po prostu reprezentantką establishmentu i dla wielu wyborców to przesądza o ich niechęci.

Dziś atutem już nie jest doświadczenie w rządzeniu, znajomość pewnych mechanizmów czy nawet wchodzenie w kompromisy, które Clinton ma za sobą i które, nie ma co się oszukiwać, jest niezbędne w rządzeniu krajem. Generalnie wszystkie te cechy, które budują polityka i bez których polityk, co wie każdy mniej naiwny wyborca, nie będzie funkcjonował w przestrzeni politycznej, odsunięto na dalszy plan. Albo wręcz stanowią one balast.

Wyborcy niewiele troszczą się lub nie wierzą, że zlikwidowanie wolnego handlu czy np. wystąpienie z Unii Europejskiej pogorszy jeszcze ich sytuację, bo już teraz czują się dyskryminowani. Kandydat, który choć raz wcześniej zanurzył nogę w politycznej rzece, jest już spalony. Jego dorobku nie ocenia się merytorycznie. Dziś najważniejsze jest bycie kimś nowym. Negowanie zastanego porządku i mówienie, że inaczej urządzi się świat.

Już nawet nie trzeba mówić, jak dokładnie ten nowy świat będzie wyglądał. Ważne, że zaproponuje się coś nowego. Wyborca po prostu ufa, że to nowe będzie lepsze. Ktoś nowy przywróci kontrolę i sprawi, że – tak jak mówi Trump – Ameryka znowu będzie wielka. Jakie proponuje metody działania, jakie konkretne rozwiązania? Nad tym wyborca pochyla się znacznie rzadziej. I o to nie dopytuje.

„Nowe” stało się wręcz synonimem czegoś lepszego. Część wyborców chce głosować na Trumpa, bo jak sami przyznają, „on nigdy nie był politykiem”. Nie zagłosują na niego ze względu na jego program czy propozycje reform, które im się podobają, tylko dlatego, że to Donald Trump, a nie Hillary Clinton, bardziej przekonująco wyraża ich własny gniew. Że to Trump – w ich mniemaniu – będzie się o nich troszczył i dbał o ich interesy.

Trump w odróżnieniu od Hillary Clinton doskonale tę potrzebę wyczuwa. Nawet slogan wyborczy Hilary Clinton brzmi: „Jestem z nią”, w nawiązaniu do sytuacji, że wyborca popiera i identyfikuje się z działaniami pani Clinton. A Trump krzyczy do tłumu rozentuzjazmowanych Amerykanów: „Jestem z Wami”, pokazując im, że to on będzie ich wspierał, opiekował się nimi i służył im, a nie oczekiwał ich poparcia.

Jeszcze kilka tygodni temu sondaże dawały Hillary prawie 14-proc. przewagę. Po konwencji republikanów ta przewaga stopniała, i po czterech dniach brylowania w Cleveland z badań wynikało, że Trump pokonałby Clinton różnicą 7–8 proc. głosów. Wzrost poparcia po konwencji nie jest jednak niczym nowym. Zobaczymy, czy Hillary Clinton uda się po Filadelfii nadrobić straty.

Chociaż może być trudno, bo nawet we własnej partii stosunek do Hillary Clinton nie jest jednoznaczny. Mimo gestu solidarności i deklaracji poparcia ze strony Berniego Sandersa wcale nie jest pewne, czy jego bardziej lewicowy elektorat rzeczywiście odda głosy na Clinton. Dla nich jej establishmentowość jest właśnie przeszkodą nie do pokonania. I oni prawdopodobnie, co przewiduje część analityków, ostatecznie zagłosują na kandydatkę Partii Zielonych, Jill Stein.

„Washington Post” pisze, że głosowanie na Trumpa byłoby świadomym narażeniem amerykańskiej demokracji na zagrożenie. Jednak niezależnie od tych przestróg wielu Amerykanów i tak ślepo wierzy, że ktoś nowy, spoza establishmentu, jakoś lepiej ułoży im rzeczywistość. Dlatego w Filadelfii Hillary Clinton musi pokazać, że jej establishmentowość może być też atutem, a nie tylko wadą.

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną