Świat

Operacja na żywym organizmie

Rozpoczęła się likwidacja obozu migrantów w Calais. „Dżungla” znika, ale problem zostaje

Rozpoczęła się likwidacja obozu w Calais Rozpoczęła się likwidacja obozu w Calais Pascal Rossignol/Reuters / Forum
Francuski rząd nazywa tę operację „zmywaniem z siebie hańby”.

Likwidację „dżungli” prezydent François Hollande zapowiadał już miesiąc temu. Na początku obóz miał znikać stopniowo, a blisko 10 tys. znajdujących się tam ludzi miało być przewożonych w 40–50-osobowych grupach do 164 rozsianych po Francji ośrodków. Tam mieliby czekać na rozpatrzenie swoich wniosków około trzech do czterech miesięcy, a ci, którym nie zostanie przydzielony status uchodźcy, mieli być odsyłani do swoich krajów.

Władze argumentowały, że migranci nie mogą dłużej przebywać w tak złych warunkach. Opowiadały o niebezpieczeństwach, chorobach, wycieńczeniu i przemocy, jakie spotykają ludzi przebywających w dżungli, ale też o tym, że nie można dłużej godzić się na sytuację, w której zdesperowani migranci próbują zatrzymać i dostać się do samochodów kierowców przejeżdżających przez kanał La Manche.

Prezydent Hollande stwierdził też niedawno, że warunki w obozie w Calais są nie do przyjęcia, zwłaszcza dla ludzi uciekających przed wojną. A już zupełnie nie do zaakceptowania jest sytuacja, w której w obozie bez opieki dorosłych mieszka blisko 1300 dzieci. Blisko połowa z nich mogłaby trafić do Wielkiej Brytanii w ramach łączenia rodzin.

Dżungla w Calais znika, napięcie rośnie

Rząd więc likwidując obóz, robi coś, co sam nazywa „zmywaniem z siebie hańby”. Tyle że wcale nie rozkłada tego na dłuższy czas, tylko chce przeprowadzić całą akcję w ciągu tygodnia. Dzisiaj podjechało pod obóz 60 autokarów. Dżungla ma też zniknąć w sensie dosłownym, bo od połowy tygodnia ma ruszyć burzenie baraków i czyszczenie terenu. Trzy tysiące dodatkowych policjantów pilnuje, żeby nikt nie próbował uciec, schować się albo wydostać z obozu na własną rękę. Władze boją się, żeby za chwilę nie zaczęły powstawać mniejsze obozy, które za jakiś czas pewnie znowu utworzyłyby podobne wielkością do likwidowanego obozowisko.

Pierwszego dnia było w miarę spokojnie, ale już wiadomo, że napięcie będzie rosło. Większość mieszkańców dżungli nigdzie nie chce się ruszać, obawiają się eksmisji i nie ufają francuskim władzom. Wiele osób ma też wciąż nadzieję, że uda im się w końcu przedostać do Wielkiej Brytanii. Opornych i niechętnych przeprowadzce będzie więc przybywać. Czy oprócz użycia siły francuski rząd ma jakiś pomysł, jak przekonać tych ludzi do wyjazdu?

Albo z drugiej strony: jak przekonać mieszkańców miejscowości, do których imigranci mają trafić, żeby się ich nie bali i przywitali ich na miejscu? Od soboty trwają demonstracje niechęci, a w Loubeyrat, w środkowej części kraju, próbowano nawet podpalić budynek przeznaczony na ośrodek.

Czy są jakieś programy integrujące? Czy ktoś pomyślał o tym, jak można byłoby pomóc zarówno przybywającym, którzy muszą odnaleźć się w nowym środowisku, jak i mieszkańcom, dla których jest to nowa sytuacja, z którą nie zawsze potrafią sobie poradzić?

Co z dziećmi, którym nie uda się pojechać do Wielkiej Brytanii? Napięcie likwidacyjne będzie rosło, one więc ucierpią najbardziej, będą się bały, a ich strach i chęć znalezienia dorosłego opiekuna ktoś łatwo może wykorzystać.

Minister spraw wewnętrznych Bernard Cazeneuve powtarza, że rząd zrobi wszystko, żeby operacja była sukcesem. Na sukcesie zależy też bardzo prezydentowi Hollande’owi. W końcu wybory zbliżają się wielkimi krokami. Likwidacja obozu w Calais jest jednak operacją na żywym organizmie i wiele nieprzewidzianych sytuacji może jeszcze się tam wydarzyć. W takiej sytuacji ani narzucone tempo, ani pragnienie odniesienia sukcesu za wszelką cenę raczej pomocne nie jest.

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Historia

O Niemcach, którzy z konieczności zostali Polakami

Książka naszego redakcyjnego kolegi Piotra Pytlakowskiego „Ich matki, nasi ojcowie”, której fragment publikujemy, opowiada o losach niemieckich dzieci mieszkających na ziemiach, które po II wojnie światowej przypadły Polsce.

Piotr Pytlakowski
15.09.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną