PiS cieszy się z Trumpa. Poglądy nowego prezydenta USA pasują do hasła „kontrrewolucji kulturalnej”

PiS cieszy się z Trumpa
Obóz pisowski ma powody do zadowolenia z wyboru Donalda Trumpa.
PiS cieszy się z Trumpa
Mirosław Gryń/Polityka

PiS cieszy się z Trumpa

Nie zagadamy tego, co się stało, frazesami. This is the end of the world as we know it. To koniec świata, jaki znamy. W kraju uważanym za największą potęgę i wzór demokracji prezydentem został biznesmen celebryta, który nigdy nie pełnił żadnego urzędu z wyboru i nie ma pojęcia o polityce międzynarodowej.

Nawet jeśli zacznie się uczyć prezydenckiego rzemiosła i pomogą mu w tym fachowcy, Amerykę czekają turbulencje na wielką i nieprzewidywalną skalę. To osłabi ją jeszcze bardziej niż walka o prezydenturę. Z tego cieszą się rywale i wrogowie USA na całej planecie. A słaba Ameryka, Ameryka zajęta przede wszystkim samą sobą, nie będzie miała wiele do zaoferowania swoim sprzymierzeńcom, a zwłaszcza krajom takim jak Polska.

Dlaczego Trump podoba się PiS?

Pierwsze reakcje polityków obecnego obozu władzy w Polsce na wybór Trumpa są mimo to pozytywne. Być może uwierzyli Trumpowi, który w poszukiwaniu głosów wyborców zapewniał na spotkaniu z amerykańską Polonią, że Polskę ma w sercu, a nie gdzie indziej.

Obóz pisowski ma powody do zadowolenia z wyboru Trumpa. Kulturowe. Zwycięstwo człowieka, który kobiety nazywa „świniami’’, zapowiada zniesienie prawa do aborcji, grozi rywalce zamknięciem w więzieniu, mówi w kampanii o budowie muru odgradzającego kraj od imigrantów i deportacji amerykańskich muzułmanów, może się podobać wyborcom, działaczom i liderom PiS. Przecież to pasuje jak ulał do hasła „kontrrewolucji kulturalnej” i drwin z poprawności politycznej czy wielokulturowości. Nie chcą tego wyborcy PiS, nie chcą wyborcy Trumpa.

Nawet jeśli Trump nie jest katolikiem i nie sprzeciwia się związkom homoseksualnym, to generalnie w odczuciu polskiej prawicy jest „swoim chłopem”. Wymiar kulturowy jest na razie ważniejszy niż polityczny. Ekipa pisowska wierzy, że na tym gruncie dogada się z ekipą Trumpa.

Nie ona jedna. Liderka Frontu Narodowego Marine Le Pen jako jedna z pierwszych pogratulowała zwycięstwa Trumpowi. Prawica nacjonalistyczna (a może i podobnie nacjonalistyczna, antyunijna i antyrynkowa część lewicy) widzi w wygranej Trumpa dowód, że obrała słuszny kierunek: w świecie zachodnim przyszła pora nowej, „alternatywnej” prawicy, pora nowego „buntu mas”. Być może. Ale ten zły czas kiedyś się skończy. Trzeba robić swoje.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną