Czy Rosja znów zaatakuje Ukrainę? Tak, od innej strony

Wojna podczas pokoju
Analitycy są zgodni: Rosja rozważa atak na Ukrainę, który polegać będzie na odcięciu dopływu energii w dużej części kraju oraz paraliżu informacyjnym, co wywoła panikę, chaos i protesty społeczne. Zapewne idealny okres dla takich działań to szczytowe mrozy.
Czy Rosja odetnie Ukrainie dostęp do surowców?
Denis Bondariev/Flickr CC by SA

Czy Rosja odetnie Ukrainie dostęp do surowców?

Okładka najnowszego numeru „Nowej Europy Wschodniej”

Okładka najnowszego numeru „Nowej Europy Wschodniej”

[Artykuł ukazał się w najnowszym numerze dwumiesięcznika „Nowa Europa Wschodnia”]

W lutym 2013 roku szef Sztabu Generalnego rosyjskiej armii Walerij Gierasimow mówił: „W XXI wieku widoczna jest tendencja do zacierania się różnic między stanem wojny i pokoju. Wojny już nie są ogłaszane i toczą się według niestandardowego szablonu. Proporcja między niemilitarnymi i militarnymi zasobami wynosi 4:1”.

Według Gierasimowa, w wojnie nacisk należy kłaść na instrumenty polityczne, gospodarcze, energetyczne, informacyjne i humanitarne. Szczególne miejsce w jego koncepcji zajmuje „obniżenie potencjału militarno-gospodarczego państwa poprzez sparaliżowanie w krótkim czasie krytycznie ważnych obiektów infrastruktury wojskowej i cywilnej”.

Ukraińscy analitycy nie bez racji odebrali owe wystąpienie jako zapowiedź rosyjskich planów agresji wobec Ukrainy. „Energetyczna komponenta” – podobnie jak: inwigilacja służb specjalnych, wojny handlowe i operacje informacyjne – była i pozostaje jednym z najistotniejszych elementów w działaniach hybrydowych Kremla.

Gazowe wojny Ukrainy z Rosją nie tylko finansowo wycieńczały Kijów, ale też wpływały na zdolności obronne Ukrainy. Pierwsza wojna gazowa (2006 rok) doprowadziła do wzrostu znaczenia w kraju nad Dnieprem środowisk biznesowych blisko związanych z Kremlem. Rezultatem drugiej wojny gazowej (przełom 2008 i 2009 roku) było podpisanie niekorzystnych umów, na mocy których Kijów płacił zawyżoną cenę za surowiec. Na skutek umów charkowskich (2010 rok) zniżka na gaz została okupiona przedłużeniem stacjonowania Floty Czarnomorskiej na Krymie. Zwieńczeniem tego łańcucha wydarzeń były umowy z 17 grudnia 2013 roku, które skazywały na zależność znaczną część ukraińskich obiektów przemysłu zbrojeniowego, przekreślały szanse na uniezależnienie w sferze gazowej oraz generowały krytyczne zadłużenie finansowe Kijowa wobec Moskwy. Jednak Majdan wniósł swoje korekty do ustaleń „na górze”.

Cios w serce

Celem wojsk okupacyjnych, zarówno na Krymie, jak i na Donbasie, było zajmowanie obiektów energetycznych. W ręce resortów siłowych Ukrainy trafił pochodzący z 2015 roku i opracowany w Petersburgu dokument, w którym rosyjscy wojskowi otrzymali szczegółowe zestawienie obiektów infrastruktury „krytycznej” na Ukrainie (obszar od Czernihowa do Doniecka). W dokumencie (w większości) wymieniono obiekty systemu energetycznego (podano dokładne współrzędne, odległość od granicy i większych miejscowości).

Niestety nie da się wykluczyć ponownej eskalacji działań militarnych na Donbasie, co sprawia, że bezpieczeństwo energetyczne winno być rozpatrywane także w tym kontekście. Od dawna wiele mówi się o przebijaniu korytarza z Rosji na Krym. Oznaczałoby to dążenie Moskwy do kontrolowania Enerhodaru (elektrownia jądrowa i elektrownia cieplna) i elektrowni wodnej w Nowej Kachowce. Ale wydaje się, że byłby to zupełnie szalony scenariusz wymagający zaangażowania znacznie większych liczebnie sił, z nieuniknionymi ogromnymi stratami w ludziach po obu stronach i rezonansem międzynarodowym. Dlatego są podstawy, by powątpiewać w taki przebieg wydarzeń.

Inaczej wygląda aktywność militarna w skali lokalnej. Na okupowanym terytorium znajdują się dwie elektrownie cieplne: Zujewska i Starobesziwska, ale w bezpośredniej odległości leżą cztery kolejne (Szczastia, Switłodarsk, Słowiańsk i Kurachowe). Wszystkie te obiekty są szczególnie zagrożone, zwłaszcza w przypadku eskalacji działań wojennych. Warta przypomnienia jest ofensywa sił rosyjsko-separatystycznych na Marjinkę i Kurachowe w czerwcu 2015 roku. Motywy ataków były co najmniej dwa. Pierwszym była chęć przejęcia kontroli nad odcinkiem drogi Bachmut-Mariupol, a drugim chęć zajęcia elektrowni cieplnej w Kurachowe. To jeszcze jeden dowód na znaczenie infrastruktury energetycznej w tej wojnie.

Innym obiektem energetycznym zasługującym na szczególną uwagę jest węzeł gazowy na północy obwodu ługańskiego w Nowopskowie. Z tego rejonowego miasta biegną dwie magistrale gazowe: jedna w kierunku zachodnim, którą rosyjski surowiec jest transportowany do Europy Zachodniej, i druga w kierunku południowowschodnim, którą rosyjski gaz płynie na południe obwodu ługańskiego i z powrotem do Rosji. Gdyby Kijów zechciał przerwać te dostawy, część terytorium Rosji bezpośrednio granicząca z Ukrainą miałaby problemy z zaopatrzeniem w błękitne paliwo. Latem 2016 roku w Nowopskowie odbywały się przedterminowe wybory do rad lokalnych – głosowanie szczególną uwagą obdarzyły media rosyjskie. Można się domyślać, że przyczyny tego tkwią w infrastrukturze regionu. Siły wspierane przez Kreml poniosły jednak porażkę.

Według danych Centrum Globalistyki Strategia XXI z Kijowa, Moskwa poważnie rozważała ataki na chłodnie kominowe elektrowni atomowej w Enerhodarze (największej w Europie). Jeśli dodać do tego fakt używania rosyjskich dronów nad obwodem zaporoskim, to taka informacja nabiera realnych i ponurych barw. Warto przypomnieć, że sąsiadem zaporoskiej elektrowni atomowej jest największa ukraińska elektrownia cieplna, co czyni Enerhodar sercem ukraińskiej energetyki, a zarazem obszarem podwyższonego ryzyka. Dodatkowym czynnikiem mogącym motywować Rosję do ataków na elektrownie jądrowe jest fakt, że paliwo jądrowe dostarczane z tego kraju jest stopniowo zastępowane surowcem amerykańskiej firmy Westinghouse. W tym roku uda się zmniejszyć uzależnienie od Rosji z 95 do 70 procent.

Ponadto Kreml snuł plany wysadzenia w okresie szczytowych mrozów linii wysokiego napięcia w obwodzie czerkaskim, co mogłoby doprowadzić do paraliżu systemu energetycznego na Ukrainie południowej, centralnej i wschodniej. Warto w tym miejscu dodać, że podobne plany istniały i nawet były wstępnie realizowane wobec ukraińskiej GTS (magistrali transportującej gaz): w kwietniu i czerwcu 2014 roku doszło do wybuchów na odcinkach w obwodach połtawskim i iwano-frankiwskim. Jednak plany te szybko spaliły na panewce z uwagi na unikalną cechę magistrali, która powoduje, że awaria nawet w kilku miejscach jednocześnie nie spowoduje przerwy w tranzycie. Według ocen Mychajła Honczara, dyrektora Centrum Globalistyki Strategia XXI, aby do tego doszło, GTS należałoby uszkodzić aż w dwudziestu dziewięciu wybranych miejscach jednocześnie.

Kijów co najmniej od czasu Mińska 2 (uzgodnień zawartych pomiędzy Kijowem i Moskwą dotyczących zawieszenia broni na Donbasie) podkreśla, że dokłada szczególnych starań w zakresie opracowania planów reagowania na potencjalne zagrożenia dla infrastruktury krytycznej. Na przykład rozważane było otoczenie elektrowni atomowych opieką przeciwlotniczą. Również poprawiono fizyczną obecność sił odpowiedzialnych za ochronę obiektów. Jednak nadal nie wiadomo zbyt wiele na temat prac nad projektem ustawy o ochronie obiektów infrastruktury krytycznej, w której byłyby wyliczone takie obiekty i precyzyjnie opisana procedura postępowania w warunkach ekstremalnych oraz środki zapobiegawcze w okresie względnego spokoju. Każdy taki obiekt powinien otrzymać „paszport potencjalnego zagrożenia”, czyli informację zawierającą dane mówiące o specyficznych zagrożeniach dla konkretnej infrastruktury. Narodowy Instytut Badań Strategicznych regularnie podnosi tę kwestię, ale postępów legislacyjnych nie widać.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną