Prezydent Meksyku pod murem. To on jako pierwszy zapłaci za decyzje Trumpa?
Prezydent Meksyku Enrique Peña Nieto przeżywa ciężkie chwile. Misterny plan nawiązania przyjacielskich stosunków z nowym prezydentem USA legł w gruzach.
Prezydent Meksyku Enrique Peña Nieto przeżywa ciężkie chwile.
Presidencia de la República Mexicana/Flickr CC by 2.0

Prezydent Meksyku Enrique Peña Nieto przeżywa ciężkie chwile.

Jeśli prezydent odważnie postawi się Donaldowi Trumpowi, staną za nim murem wszyscy.
TEDx Tijuana/Flickr CC by 2.0

Jeśli prezydent odważnie postawi się Donaldowi Trumpowi, staną za nim murem wszyscy.

Zamiast „dialogu i negocjacji”, o które zabiegał Nieto, jest mur i konfrontacja. Katastrofie nie zapobiegło wysłanie do Waszyngtonu szefa dyplomacji Luisa Videgaraya, ani wydanie stronie amerykańskiej legendarnego przywódcy kartelu narkotykowego z Sinaloa Jaquína „El Chapo” Guzmána.

Prezydent Donald Trump zlekceważył te pojednawcze gesty i podpisał dekret o budowie granicznego muru, po czym oświadczył, że rachunkiem obciąży Meksyk. A gdy ten kategorycznie odmówił, zagroził wprowadzeniem karnych ceł na meksykańskie towary.

To „wypowiedzenie otwartej wojny handlowej przez Trumpa”, grzmiał na pierwszej stronie lewicowy dziennik „La Jornada”, a komentator poczytnego „El Universal” Salvador García Soto nie zawahał się porównać obecnej sytuacji do najbardziej dramatycznych chwil w „zawsze trudnych” stosunkach między sąsiadami.

Soto wskazał dwa wydarzenia: ogłoszenie niepodległości przez Teksas w 1836 i późniejszą wojnę między USA i Meksykiem, w wyniku której ten ostatni stracił połowę terytorium, oraz przez amerykański korpus ekspedycyjny, dowodzony przez gen. Winfielda Scotta stolicy Meksyku w 1847r.

„Kiedy my nastawieni byliśmy na dialog, nieprzewidywalny Donald Trump – ze złowieszczym uśmieszkiem na ustach i fałszywą „troską” o Meksyk – wydał rozkaz, by podzielić wspólną granicę wrogim murem. Murem, za który nie tylko mamy zapłacić, ale jeszcze być za niego wdzięczni”, zżymał się publicysta.

Dziennik „Milenio” postanowił podejść do sprawy z większym dystansem, podkreślając, że wprowadzenie ceł na produkty meksykańskie ostatecznie najbardziej uderzy po kieszeni amerykańskich konsumentów, zmuszonych zapłacić więcej za tequilę, samochody, okulary i wiele innych produktów sprowadzanych z Meksyku, który jest trzecim partnerem handlowym USA.

Meksykanie zmęczeni swoim prezydentem

Chyba, że Donald Trump zdecyduje się wymusić na Meksyku zwrot kosztów za budowę muru (szacowanych na 15 mld dolaró) nie za pomocą ceł, lecz innych instrumentów. Ot choćby poprzez zablokowanie transferu około 25 mld dolarów przekazywanych rocznie przez Meksykanów pracujących za północną granicą rodzinom w kraju (możliwość taką daje jeden z zapisów ustawy antyterrorystycznej – Patriot Act). Innym rozwiązaniem mogłoby być podniesienie opłat za wizy.

Bez względu na to, kto ostatecznie zapłaci za mur, pierwszym, który odczuł skutki całej awantury, był prezydent Nieto. Jak informują źródła zbliżone do Los Pinos (oficjalna rezydencja prezydenta Meksyku), Enrique Peña Nieto wygląda ostatnio na wyczerpanego, słabo śpi, a w jego gabinecie do późna w nocy pali się światło.

Prezydent ma nad czym dumać. Od początku roku trwa jego czarna seria zapoczątkowana falą masowych protestów przeciwko podwyżkom gazu. Na początku stycznia na ulice meksykańskich miast wyszli wściekli manifestanci, doszło do starć z policją, kilka osób zginęło. Pech chciał, że prezydent, podobnie jak większość jego ministrów, wypoczywał akurat grając w golfa.

Meksykanie są już zmęczeni swoim prezydentem. Oskarżają go o to, że niewiele robi, troszczy się wyłącznie o swój wizerunek i nie walczy z wszechobecną korupcją. Nie potrafił rozbujać gospodarki, a na dodatek meksykańskie peso dramatycznie straciło na wartości. Zapikowały też notowania samego prezydenta. Ostatnie sondaże wskazują, że cieszy się rekordowo niskim, niespełna 10 proc. poparciem.

Paradoksalnie jednak kryzys wokół muru może być ostatnią deską ratunku dla prezydentury Enrique Peñi Nieto. Jeśli odważnie postawi się Donaldowi Trumpowi, staną za nim murem wszyscy, nawet najwięksi wrogowie.

Nic tak bowiem nie jednoczy Meksykanów jak wrogie połajanki Wielkiego Brata z Północy. Zwłaszcza gdy – jak to ujął szef meksykańskiej dyplomacji Luis Videgaray – gra toczy się już nie tylko o interesy lecz „godność i dumę”.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj