John McCain nie żyje. Był sumieniem amerykańskiej polityki

Senator wysokich lotów
Bohater wojny w Wietnamie, krytyk prezydenta Trumpa zmarł 25 sierpnia 2018 r. Miał 81 lat.
Senator John McCain tuż po obaleniu programu opieki zdrowotnej Obamacare.
Aaron Bernstein/Reuters/Forum

Senator John McCain tuż po obaleniu programu opieki zdrowotnej Obamacare.

John McCain (stoi pierwszy z prawej) jako pilot eskadry US Navy (1965 r.)
National Archives/Handout/Reuters/Forum

John McCain (stoi pierwszy z prawej) jako pilot eskadry US Navy (1965 r.)

John McCain pojmany przez Wietnamczyków po zestrzeleniu go nad Hanoi w 1967 r.
Handout/Reuters/Forum

John McCain pojmany przez Wietnamczyków po zestrzeleniu go nad Hanoi w 1967 r.

Artykuł ukazał się w tygodniku POLITYKA w sierpniu 2017 r.

John McCain od początku kariery kieruje się osobistym rozumieniem dobra kraju i honorem. Wiele razy potrafił przeciwstawić się polityce własnej partii. To szczególnie cenne w Ameryce Trumpa i czasach postprawdy.

Kiedy 81-letni John McCain wrócił do Senatu ze szpitala, po operacji na raka mózgu, powitano go owacją na stojąco. Koledzy z Partii Republikańskiej prześcigali się w wyrazach szacunku i uznania. Nawet Donald Trump zatweetował: „To wspaniale, że John McCain wraca, żeby głosować. Amerykański bohater!”. Ale senator nie okazał mu względów. Zagłosował przeciw flagowemu zamierzeniu Trumpa, ustawie odwołującej reformę ochrony zdrowia prezydenta Obamy.

Weto McCaina (jedno z trzech po stronie GOP), które ocaliło Obamacare, zdumiało komentatorów, gdyż senator sugerował wcześniej, że poprze ustawę. Przypomniano, że w 2015 r. Trump zakwestionował heroiczną kartę McCaina z wojny wietnamskiej. „Został bohaterem, bo go złapano”– powiedział wówczas Trump lekceważąco. Czyżby senator odegrał się na Trumpie – jak sugerował dziennik „The Guardian”? Tak cyniczne wyjaśnienie do McCaina nie pasuje. Stary Byk, jak nazywają McCaina media, od samego początku kariery politycznej miał w partii własne zdanie, często obrazoburcze. Przylgnął doń przydomek maverick, indywidualisty niepodporządkowującego się obowiązującej linii GOP.

Militarne tradycje

McCain to nazwisko wojskowe. Po morzu pływa jeszcze amerykański niszczyciel rakietowy „John S. McCain” – nazwany tak na cześć dziadka i ojca obecnego senatora Johna McCaina z Arizony. Obydwaj, dziadek i ojciec, byli admirałami amerykańskiej floty. Pierwszy walczył w drugiej wojnie światowej, drugi dowodził flotą na Pacyfiku w czasie wojny w Wietnamie, kiedy bohater tego artykułu, jako 31-letni pilot marynarki wojennej, został poważnie ranny i zestrzelony nad Hanoi w październiku 1967 r.

W niewoli przesiedział prawie 6 lat. Wietnamczycy dowiedziawszy się, że jest synem admirała, proponowali wymianę na swoich, ale dzielny McCain odmówił; pilotów obowiązywał honorowy kodeks, jeśli zwalniać, to w kolejności wyznaczonej przez daty wzięcia do niewoli. Między innymi i z powodu tej jego dzielności był torturowany; wcześniejsze rany i tortury spowodowały trwałe kalectwo, powitano go w Ameryce jak bohatera narodowego.

Wojna w Wietnamie była traumą dla Ameryki, liczne znane osobistości, wśród nich popularna aktorka Jane Fonda, protestowały przeciw wojnie, a nawet pochwalały zestrzeliwanie amerykańskich samolotów. Wiele lat temu, na Forum w Davos, pytaliśmy McCaina, co wtedy czuł. – Żołnierze nie zajmują się polityką. W moim przekonaniu walczyłem o wolność, w tym i o wolność dla demonstrujących swój sprzeciw wobec wojny. Ale miło nie było – odpowiedział.

Po zwolnieniu z niewoli kontynuował karierę w wojsku, ale – kiedy stało się jasne, że stan fizyczny nie doprowadzi go do rangi admirała – 46-letni McCain zgłosił kandydaturę na posła z jednego z okręgów w Arizonie, gdzie krótko przedtem kupił dom. Na zarzut, że jest w okręgu przypadkowym kandydatem, odparł: „Chciałbym być zasiedziałym mieszkańcem tego pięknego miejsca, ale w istocie najdłużej mieszkałem w obozie w Hanoi”. McCain Arizonę reprezentuje nieprzerwanie od 1982 r., najpierw 4 lata jako poseł, potem ponad 30 lat jako senator, zawsze w Partii Republikańskiej.

Jeszcze za prezydentury Reagana był, wbrew partii, za sankcjami ekonomicznymi wobec RPA za apartheid – a przeciw obecności wojsk amerykańskich w Libanie. Teraz, przy Obamacare, sprawa jest poważniejsza. 17 mln Amerykanów utraciłoby ubezpieczenie, gdyby znieść Obamacare bez jakiegoś nowego pomysłu. Najwyraźniej Trump był gotów ponieść ten koszt, McCain – nie. „Senator McCain stanął w imieniu honoru i kraju – zupełnie inaczej niż owładnięty obsesją na własnym punkcie showman w Białym Domu” – pisze inteligencki „The Philadelphia Inquirer”. Lecz ultrakonserwatyści w partii, zirytowani jego gotowością do współpracy z demokratami, zaczęli go nienawidzić.

W Senacie, gdzie zasiada od 1987 r., naraził się twardogłowym republikanom po raz pierwszy w latach 90., zgłaszając plan podwyżki podatków od sprzedaży papierosów. Projekt nie przeszedł wskutek oporu tytoniowego lobby popieranego przez GOP. Fiasko przekonało McCaina, że aby coś zmienić, trzeba uwolnić Kongres od zależności wobec grup nacisku, które opłacają kampanie senatorów i posłów. Wraz z demokratycznym senatorem Russem Feingoldem przygotował ustawę nakładającą ograniczenia na soft money – dosłownie: miękkich lub cichych pieniędzy na kampanie wyborcze polityków – z ominięciem limitów wprowadzonych po aferze Watergate. Republikanie nie mogli darować McCainowi sprzeniewierzenia się artykułowi wiary konserwatystów, że nieskrępowane sponsorowanie polityków przez lobbies to wyraz „wolności wypowiedzi”.

Prosto z mostu

Walka z korumpującym wpływem pieniędzy na politykę i grupami specjalnych interesów stała się osią pierwszej kampanii McCaina o Biały Dom w 2000 r. Próba zdobycia nominacji była wyzwaniem rzuconym partyjnemu establishmentowi. Senator przemierzał Amerykę autobusem zwanym Straight Talk Express – „Ekspresem gadki prosto z mostu”, którą podbił media. Miał za sobą umiarkowanych republikanów i niezależnych wyborców, zwyciężył w pierwszych prawyborach, ale ostatecznie przegrał z faworytem kierownictwa GOP George’em W. Bushem.

Po porażce poparł zwycięzcę, ale kiedy Bush został prezydentem, powrócił do roli surowego recenzenta władzy i lidera wewnątrzpartyjnej opozycji szukającego partnerów w konkurencyjnej partii. Głosował przeciwko forsowanej przez Busha obniżce podatków, argumentując, że nie stać na nią kraju prowadzącego wojnę (w Iraku), i wraz z demokratami przygotował projekt ustawy o amnestii dla nielegalnych imigrantów. Przekonał też Kongres do uchwalenia ustawy zakazującej tortur wobec więźniów podejrzanych o terroryzm po ataku 9/11.

Jego prestiż i autorytet rósł. – Moja babcia mówi, że nikt z Arizony nie zdobył prezydentury – przypomniał w Davos, ale w 2007 r. zdecydował się na ponowny start. Z początku mu nie szło, sponsorzy skąpili funduszy i McCain musiał sam nosić bagaże w podróżach na spotkania z wyborcami. Potem wysunął się na czoło stawki i zdobył partyjną nominację. Aby zyskać poparcie prawicy GOP, jako kandydatkę na wiceprezydenta wybrał ultrakonserwatywną Sarę Palin, której hucpa i ignorancja stały się wkrótce pośmiewiskiem całego kraju.

W kampanii wyborczej dał przykład walki rycerskiej, nie zgadzając się na atakowanie Baracka Obamy za związki z czarnym nacjonalistą pastorem Wrightem ani wygrywanie przeciw swemu oponentowi muzułmańskiego rodowodu jego ojca. W rozgrywce o Biały Dom stał jednak na straconej pozycji, gdyż Ameryka miała dość rządów republikanów odpowiedzialnych za przeciągającą się wojnę w Iraku. Nie pomogło mu poparcie dla surge, planu zwiększenia sił amerykańskich, choć okazało się potem, że umożliwiło ono wyjście z Iraku z twarzą. Jego szanse pogrzebał ostatecznie krach finansowy jesienią 2008 r., bezpośrednio przed wyborami, kiedy słabo poruszający się w materii gospodarki senator przegrał z Obamą telewizyjne debaty. Na tle swego oponenta, postrzeganego jako lider nowej Ameryki, wydał się reliktem przeszłości.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną