Czas na doktrynę postgiedroyciowską wobec Ukrainy
Odwoływanie się do idei Jerzego Giedroycia nie rozwiąże obecnych polsko-ukraińskich sporów. Choć bowiem szerzej jest to niezauważane, przesłanie programu ukraińskiego „Kultury” już się wypełniło.
Jerzy Giedroyc, twórca paryskiej „Kultury”
Stowarzyszenie Instytut Literacki Kultura/Facebook

Jerzy Giedroyc, twórca paryskiej „Kultury”

Okładka najnowszego numeru „Nowej Europy Wschodniej”

Okładka najnowszego numeru „Nowej Europy Wschodniej”

Artykuł ukazał się w najnowszym numerze „Nowej Europy Wschodniej”.

Na Ukrainie po 2014 roku doszło do fundamentalnych zmian, które w większości są bardzo korzystne dla Polski. Jednocześnie dla stosunków polsko-ukraińskich przeobrażenia te przyniosły nowe wyzwania, doprowadzając do najważniejszego w ostatnim ćwierćwieczu przewartościowania relacji dwustronnych.

Polsko-ukraiński spór o historię sprawił, że po obu stronach granicy znowu słychać wezwania do powrotu do idei Giedroycia, które jakoby miałyby stać się panaceum na obecny kryzys. Wypracowany przez „Kulturę” program wschodni był niezwykle ważnym drogowskazem dla niepodległej Polski. Jednak każda, najlepsza nawet koncepcja wymaga weryfikacji i rewizji, gdy zmienia się rzeczywistość. W ostatnich latach doktryna utożsamiana z Jerzym Giedroyciem (w uproszczeniu, gdyż pierwszoplanową rolę w jej stworzeniu odegrał Juliusz Mieroszewski) była wielokrotnie instrumentalizowana, mitologizowana lub rozumiana opacznie. Czasem wykorzystywano ją do działań, które z przesłaniem „Kultury” nie miały nic wspólnego. Jej „romantyczne” rozumienie stało się symbolem dobrych stosunków polsko-ukraińskich. Tymczasem idei Giedroycia-Mieroszewskiego nie należy „kanonizować” i na siłę dostosowywać do każdej sytuacji. Program „Kultury” odegrał historyczną rolę i niewątpliwie jest nie tylko jednym z największych fenomenów w historii polskiej myśli politycznej, ale jego znaczenie wykracza poza Polskę.

Kwestia ukraińska była i pozostanie kluczowym zagadnieniem polskiej polityki wschodniej; wciąż będzie także jednym z priorytetowych kierunków – obok niemieckiego, unijnego, amerykańskiego i rosyjskiego – w polskiej polityce zagranicznej. Relacje polsko-ukraińskie ważne są również w kontekście sytuacji w całym regionie. Dlatego też w Polsce potrzebna jest dyskusja na temat nowej wizji stosunków z Ukrainą, dostosowanej do zmian, jakie w ostatnich latach zaszły nad Dnieprem, i odpowiadającej na nowe wyzwania w stosunkach dwustronnych.

Ukraiński program „Kultury”

Fundamenty polityki wschodniej Polski po 1991 roku zostały położone w wyniku konsekwentnej, trwającej kilka dziesięcioleci pracy redakcji miesięcznika „Kultura”, która w polskich dziejach była inicjatywą bez precedensu. W oczekiwaniu na koniunkturę międzynarodową w podparyskim Maisons-Laffitte wykuwany był program dla przyszłej Polski, której odrodzenie – w głębokim przekonaniu Redaktora i jego współpracowników – było jedynie kwestią czasu. Niewątpliwie trzeba było wiele fantazji i odwagi, aby jeszcze w czasach stalinizmu snuć rozważania na temat przyszłego ułożenia spraw polskich.

Wśród tematów uznanych przez „Kulturę” za kluczowe znajdowały się stosunki demokratycznej Polski z sąsiadami na Wschodzie. Najważniejszym założeniem programu wschodniego pisma było uznanie prawa ujarzmionych narodów do samostanowienia oraz zrzeczenie się polskich roszczeń do dawnych ziem wschodnich. Redakcja wyszła z wizjonerskiego i ogromnie wówczas kontrowersyjnego założenia, że uznanie przez Polaków pojałtańskiej granicy wschodniej jest warunkiem niezbędnym dla przyszłej współpracy z niepodległymi Ukrainą, Litwą i Białorusią. „Niech Litwini (…) cieszą się swym Wilnem, a we Lwowie niech powiewa sino-żółty sztandar” – napisał w 1952 roku na łamach „Kultury” ksiądz Józef Majewski, co można uznać za formalny początek trudnego, ale skutecznego propagowania tej idei. Bez współpracy Polaków z Ukraińcami, Litwinami i Białorusinami oraz bez normalizacji relacji między narodami tworzącymi niegdyś Rzeczpospolitą niemożliwe było bowiem rozbrojenie i pokonanie rosyjskiego imperializmu. Jak to ujął Juliusz Mieroszewski: „Rosja dominująca nad narodami w Europie Wschodniej jest rywalem nie do pokonania”.

W polityce wschodniej „Kultura” przyznawała szczególne miejsce Ukrainie, uznanej za kluczowy element bezpieczeństwa w regionie i swoisty klucz do deimperializacji Rosji. Zgodnie z tym myśleniem wolność Polski zależała od wolności Ukrainy. Stąd brały się systematyczne działania Giedroycia i jego współpracowników na rzecz ukraińskiej niepodległości, przypominanie o sprawie ukraińskiej na arenie międzynarodowej, zabiegi na rzecz porozumienia polsko-ukraińskiego oraz budowanie i rozwijanie kontaktów z emigracyjnymi środowiskami ukraińskimi.

W rezultacie podparyski miesięcznik stworzył nową wizję stosunków polsko-ukraińskich. Jej czołowe założenia zostały przejęte przez opozycję demokratyczną w kraju, a następnie legły u podstaw polityki wolnej Polski. Nawet jeśli nieco wyolbrzymiamy i idealizujemy dziś rolę „Kultury” w kwestii akceptacji przez Polaków utraty ziem wschodnich i zarazem nie doceniamy roli, jaką w przemianie myślenia Polaków o utraconych Kresach odegrał okres PRL, to faktem jest, że po latach 1989–1991 w polskim Sejmie nigdy nie zasiadła partia polityczna, która wysunęłaby program rewizjonistyczny. Kwestia granicy na Wschodzie na zawsze została zamknięta.

„Kultura” walnie przyczyniła się zatem do przełomu w polskim postrzeganiu wschodnich sąsiadów. Elity polityczne niepodległej Polski zaczęły – co kluczowe – zgodnie wdrażać w życie jej program wschodni. W gruncie rzeczy był to wybór logiczny i jedyny racjonalny wśród opcji, jakie stanęły przed Polakami po 1989 roku. Sięgnięcie po inny scenariusz byłoby zwyczajnie działaniem samobójczym.

Kwestia ukraińska stała się jedną z najważniejszych, z jakimi suwerenne państwo polskie musiało się zmierzyć. Polska, która jako pierwsza na świecie uznała niepodległość Ukrainy, zdała ten egzamin. W latach dziewięćdziesiątych XX wieku „Kultura”, uzupełniając wcześniejsze idee Mieroszewskiego, nie ustawała w wysiłkach na rzecz przekonania polskich elit rządzących do wsparcia Kijowa, ale kolejne polskie rządy same to rozumiały. Stąd konsekwentne wspieranie młodego państwa ukraińskiego, jego podmiotowości, wysiłki na rzecz demokratyzacji, europeizacji i integracji euroatlantyckiej Ukrainy, przypominanie o sprawie ukraińskiej na arenie międzynarodowej pod nieformalnym hasłem „Ukraina to nie Rosja” (później stało się ono tytułem książki Leonida Kuczmy). Polska była i pozostaje także jednym z niewielu państw europejskich, które w swojej polityce wobec Europy Wschodniej konsekwentnie trzymają się linii „Najpierw Ukraina, potem Rosja”. Jednocześnie sprawy trudne w relacjach dwustronnych, w tym przede wszystkim kwestia zbrodni wołyńskiej, były wprawdzie podnoszone, ale w sposób delikatny, w oczekiwaniu na to, aż pewne procesy dojrzeją na samej Ukrainie.

Najważniejszym celem tej polityki było wspieranie budowy suwerennego państwa ukraińskiego, tak aby już nigdy nie mogło zostać zwasalizowane przez Rosję. Od samego początku opierano się na ideach „Kultury”, które – jak trafnie ujął to Zdzisław Najder – stały się „kanonicznym składnikiem ideowym polskiej polityki zagranicznej”.

Powstawanie nowej Ukrainy

Ukraińskie przesłanie „Kultury” pozostawało aktualne przez ponad dwie dekady po rozpadzie Związku Sowieckiego i pojawieniu się na politycznej mapie Europy Wschodniej niepodległej Ukrainy. Przez cały ten okres kwestia stabilności oraz trwałości państwa ukraińskiego pozostawała otwarta. Można było mieć wątpliwości (a przynajmniej wielu je miało) co do utrzymania przez nie suwerenności przy formalnym zachowaniu atrybutów państwowych. Dla Kijowa głównym zagrożeniem była rewizjonistyczna polityka Rosji, która nigdy nie pogodziła się z istnieniem niezależnej Ukrainy. Przejęcie kontroli nad państwem ukraińskim było i pozostaje jednym z czołowych zadań polityki rosyjskiej. W okresie rządów Wiktora Janukowycza, gdy Kijów coraz silniej osuwał się w orbitę wpływów rosyjskich, Moskwa zdawała się blisko realizacji tego celu.

Rewolucja godności i wybuch konfliktu rosyjsko-ukraińskiego stały się punktem zwrotnym w najnowszej historii Ukrainy. W efekcie doszło do przyspieszenia procesu budowy i wzmacniania ukraińskiej tożsamości państwowej oraz jej ekspansji na regiony wschodnie i południowe. Kijów wyszedł z rosyjskiej sfery wpływów i jednoznacznie wybrał (co ważne, wyboru tego dokonały nie tylko elity, ale także – po raz pierwszy na taką skalę – ogromna większość społeczeństwa) kierunek zachodni jako strategiczny. To być może najbardziej doniosła zmiana na kontynencie europejskim w ciągu ostatnich dziesięcioleci. Następstwem jest de facto powstawanie nowej Ukrainy, co całkowicie przemeblowuje sytuację w regionie. Wydaje się, że w Polsce i na Zachodzie wciąż nie uświadomiono sobie w pełni znaczenia tej zmiany. Trwająca wojna z Rosją nie prowadzi oczywiście do natychmiastowej europeizacji Ukrainy, ale wyraźny wybór wektora zachodniego przez Kijów pozostanie opcją niemającą alternatywy. Nie może już być powrotu do dawnego modelu relacji ukraińsko-rosyjskich, gdyż Kijów nieodwracalnie uzyskał podmiotowość. Naprawa stosunków z imperialnym sąsiadem zajmie zapewne długie lata i można ostrożnie liczyć, że Ukraina mniej lub bardziej efektywnie, ale jednak wykorzysta ten czas. Obserwowany od 2014 roku proces szybkiej budowy tożsamości narodowej, której ostateczny kształt nie jest jeszcze przesądzony, to również ucieczka od russkogo mira. Wszystko wskazuje na to, że zakończy się ona sukcesem.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj