Wybory we Włoszech: sukces Ruchu Pięciu Gwiazd i polityczny pat

Włoskie frustracje
Włoskie wybory wygrał Ruch Pięciu Gwiazd, ale większość w parlamencie będzie mieć centroprawicowa koalicja pod wodzą Silvio Berlusconiego.
Większość w parlamencie będzie mieć centroprawicowa koalicja pod wodzą Silvio Berlusconiego.
Stefano Rellandini / Reuters/Forum

Większość w parlamencie będzie mieć centroprawicowa koalicja pod wodzą Silvio Berlusconiego.

Pierwsze powyborcze wyniki exit polls pokazują, że we Włoszech wygrał Ruch Pięciu Gwiazd i jako pojedyncze ugrupowanie dostał od 29 do 32,5 proc. Jednak krajem rządzić będzie najprawdopodobniej zlepek centroprawicowych partii, które szły do wyborów jako koalicja. Forza Italia, która zdobyła od 12,5 do 15,5 proc. głosów, Liga Północna, która dostała mniej więcej tyle samo głosów, i skrajnie prawicowi Bracia Włosi, na których zagłosowało od 4,4 do 5,4 proc. Włochów.

Silvio Berlusconi obrońcą kraju?

Dokładne liczenie głosów jeszcze trwa i na razie na pewno wiadomo tylko to, że rządząca Partia Demokratyczna dostała nieco ponad 20 proc. i przechodzi do opozycji, a Silvio Berlusconi, który przewodził centroprawicowej koalicji, sprzedał Włochom opowieść o wspólnych rządach prawicy i kolejny raz zaczarował Włochów. Wykreował się też na obrońcę kraju i Europy przed nieobliczalnym i niedoświadczonym Ruchem Pięciu Gwiazd. Podkreślał wpadki Ruchu i wciąż mówił o tym, że Włochy w obecnej sytuacji potrzebują reform i nie mogą sobie pozwolić na rządy politycznych żółtodziobów.

Każdy potencjalny wyborca koalicji usłyszał, co chciał. Było o włoskiej wersji wstawania z kolan, o podatku liniowym, który rozrusza gospodarkę, podwojonych emeryturach, które pomogą związać koniec z końcem, pracy dla młodych i usunięciu z kraju nielegalnych imigrantów. A w Brukseli, do której Berlusconi ostatnio się wybrał, zapewnił, że nie zamierza rozdawać pieniędzy ani wysadzać w powietrze włoskiego budżetu, który ugina się pod ciężarem długu.

Berlusconi poprowadził kampanię i sprzedał ideę. I na tym teoretycznie jego rola się kończy, ponieważ on sam czwarty raz premierem być już nie może (do 2019 roku ma zakaz pełnienia jakichkolwiek funkcji publicznych). Oczywiście dalej może pociągać za sznurki i kierować projektem z tylnego siedzenia. Partie startujące w koalicji umówiły się, że ta, która zdobędzie największe poparcie, wyznaczy premiera.

Kto będzie premierem we Włoszech?

Forza Italia na premiera proponuje Antonio Tajaniego, obecnego szefa Parlamentu Europejskiego, ale i przyjaciela Berlusconiego, a w przeszłości współzałożyciela partii. A Liga Północna, która – jak podają wstępne wyniki – ma minimalnie większe poparcie, wystawi swojego szefa Matteo Salviniego. Dogadanie się może jednak być bardzo trudne. Każda z partii ma swoje ambicje. A do tego dochodzą silne osobowości ich przywódców, co było widać już w kampanii, w której zdarzało się, że co innego proponował Berlusconi, a co innego Salvini.

Liga Północna, która jest mocno antyeuropejska i domaga się referendum na temat włoskiego bycia w strefie euro, raczej nie zaakceptuje Antonio Tajaniego, który na fotel premiera Włoch przesiadłby się z fotela w samym sercu Europy. No i dochodzą jeszcze Bracia Włosi, skrajnie prawicowa partia, która też będzie chciała w tej sytuacji ugrać coś dla siebie.

Centroprawicowa koalicja, nawet przy założeniu, że rzeczywiście zacznie rządzić, raczej nie ma wielkich szans na zgodne przeprowadzenie jakichkolwiek strukturalnych reform. Trudno też liczyć na to, że zagospodaruje frustracje niezadowolonych, a teraz też rozgniewanych, którzy głosowali na Ruch Pięciu Gwiazd i których już dziś procentowo było o połowę więcej niż głosujących na każdą z koalicyjnych partii oddzielnie.

Czytaj także: Włoska prawica wskrzesza pamięć o Mussolinim

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj