Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Świat

Fico podał się do dymisji, ale demonstranci nie schodzą z ulic

Kariera najdłużej w historii rządzącego Słowacją premiera Roberta Fico dobiegła końca. Kariera najdłużej w historii rządzącego Słowacją premiera Roberta Fico dobiegła końca. David W. Cerny / Forum
Następcą Fico na fotelu premiera będzie dotychczasowy wicepremier Peter Pellegrini, jeden z szeregu działaczy, których przez lata premier awansował za wierność.

Kariera najdłużej w historii rządzącego Słowacją premiera Roberta Fico dobiegła końca – wczoraj podał się do dymisji na skutek masowych demonstracji ulicznych, po tym jak nadal nieznani sprawcy zamordowali dziennikarza śledczego Jana Kuciaka i jego narzeczoną Martinę Kusznirową.

Jeszcze kilka dni temu Fico próbował szarżować. Lekceważył demonstracje i atakował swoich politycznych przeciwników. Kilka razy publicznie sugerował, że ludzie wyszli na ulice na skutek spisku prezydenta Andreja Kiski i Georgy’a Sorosa. Dziennikarze i komentatorzy te paranoidalne wizje wyśmiali.

Mimo to Fico nie sprawiał wrażenia człowieka, który oszalał. Przez lata w słowackiej polityce dał się poznać jako twardy, wyrachowany cynik i także tym razem prawdopodobnie celowo sięgnął po nienawistną retorykę, choć sam doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że wygłasza piramidalne głupstwa.

Jak Fico się osłabiał

Ale się przeliczył, bo już nie był tak silny jak kilka lat temu. Lata populistycznych rządów, nieprzerwane pasmo afer, wywlekanych bez zmiłowania przez prasę i konsekwentnie przez premiera ignorowanych, doprowadziły do osłabienia jego magicznego wpływu na wyborców.

W efekcie, żeby nadal rządzić, musiał wejść w koalicję i właśnie dlatego teraz stracił władzę. Jeden z mniejszych partnerów koalicyjnych wymówił mu posłuszeństwo i postawił ultimatum: albo odchodzi Fico, albo wychodzimy z koalicji. Tak zdecydowane stanowisko zajęła partia o nazwie Most-Hid, złożona ze Słowaków i Węgrów, z żyjącej w tym kraju mniejszości, wspólnie głoszących idee pojednania narodowego i współistnienia w zjednoczonej Europie. Przesłanie tej partii najlepiej oddaje sama jej dwujęzyczna nazwa – „most” po słowacku znaczy to samo co polsku, a po węgiersku „hid” to właśnie most. Most między narodami.

Partia ta oscylowała sobie na peryferiach słowackiego życia politycznego, bo lokalni nacjonaliści traktowali ją jak zdrajców sprawy narodowej, a cała reszta się z nich podśmiewała, uznając za oderwanych od rzeczywistości pięknoduchów. A jednak teraz, kiedy trzeba było bronić pryncypiów, okazało się, że nikt nie robi tego skuteczniej niż chadecki lider tej partii Bela Bugar.

Będą kolejne demonstracje

W Bratysławie nie czuć jednak atmosfery triumfu i na piątek wieczór zapowiadane są kolejne demonstracje. Fico bowiem swoją dymisję opatrzył twardymi warunkami – jego partia musi pozostać u władzy, zmiany będą tylko personalne. Komentator dziennika „SME” uznał tę formę oddawania władzy za „arogancką dymisję”. „Fico przegrał, on nie ma prawa stawiać żadnych warunków” – oburza się jeden z posłów opozycji.

Następcą Fico na fotelu premiera będzie dotychczasowy wicepremier Peter Pellegrini, jeden z szeregu działaczy, których przez lata premier awansował za wierność. Ten manewr odczytywany jest jako próba przedłużenia władzy tego samego środowiska polityczno-biznesowego, związanego z partią SMER Roberta Fico. To ta partia przez lata wytwarzała korupcyjny klimat w kraju, pozwalając, aby obrósł on pajęczyną bardzo podejrzanych powiązań z biznesem. Kryzys zaczął się w momencie, kiedy ten system zaczął się bronić przed ujawnieniem, i prawdopodobnie z tego powodu zamordowany został dziennikarz Jan Kuciak.

Liczebność piątkowych demonstracji najpewniej pokaże, na ile odejście Fico usatysfakcjonowało niezadowolonych. Pytanie, czy uwierzą, że to początek zmian, czy też – zgodnie z zapowiedziami organizatorów demonstracji – będą się nadal domagali przedterminowych wyborów, w których będzie nadzieja na odsunięcie od władzy partii SMER w całości, razem z jego biznesową otoczką.

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Społeczeństwo

Pierwsza matura po deformie. Żeby zdać, trzeba szczęścia albo wielkich pieniędzy

Żeby przejść przez maturę, trzeba mieć dużo zdrowia albo spore pieniądze. A najlepiej jedno i drugie – mówią rodzice i nastolatki z pierwszego rocznika wykształconego w szkołach zreformowanych przez Annę Zalewską. Za sto dni podchodzą do trudniejszych niż dotąd egzaminów.

Joanna Cieśla
31.01.2023
Reklama