Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Świat

Babczenko żyje. Zamach na dziennikarza sfingowały służby

Arkadij Babczenko, korespondent wojenny, pisarz, dziennikarz Arkadij Babczenko, korespondent wojenny, pisarz, dziennikarz Vitalii Nosach/Reuters / Forum
Rosyjski dziennikarz Arkadij Babczenko nie został zastrzelony w Kijowie. Nie strzelono mu w plecy. Nie zmarł w drodze do szpitala. Nie było żadnej krwi.

Cała sprawa okazała się prowokacją Służby Bezpieczeństwa Ukrainy, która powzięła informację, że taki zamach na Babczenkę jest przygotowany, i postanowiła go udaremnić, zatrzymując potencjalnego sprawcę. Jest nim obywatel Ukrainy, zwerbowany przez rosyjskie służby. Wręczono mu część zapłaty jako zaliczkę na wykonanie dzieła. SBU sfilmowała nawet ten moment.

Kim jest Arkadij Babczenko?

Babczenko, pisarz, dziennikarz, pracował dla opozycyjnych mediów, krytykował Kreml i Władimira Putina za imperialną politykę. Także za atak na Ukrainę, aneksję Krymu, wojnę w Donbasie. Tego krytycyzmu nabawił się, pracując jako korespondent wojenny w Osetii Południowej, a wcześniej widząc z bliska wojnę w Czeczenii. Był w wojsku. Arkadij jest prawnikiem, łamanie prawa w Rosji budziło od dawna jego sprzeciw.

Babczenko cieszy się opinią bardzo rzetelnego publicysty, mówią o tym jego koledzy, którzy protestowali i uczcili jego pamięć w Moskwie. Ich reakcja była szczera, a oburzenie nieudawane. Musieli się mocno zdziwić, gdy dotarła do nich radosna wiadomość, jak mówi stare przysłowie: jeśli twoja śmierć jest plotką, to znaczy, że będziesz długo żył.

Rosjanie chcieli rozprawić się z kolejnym dziennikarzem

Tym razem się udało, dziennikarza nie zastrzelono – jak wcześniej Annę Politkowską czy Borysa Niemcowa. To zasługa ukraińskich służb, które udaremniły zamach i ujęły zleceniodawcę morderstwa. Miał go dokonać inny zwerbowany Ukrainiec, którym był tym razem podstawiony współpracownik SBU. Ukraińcy mają w ręce dowód, że to Rosjanie zamierzali rozprawić się z kolejnym dziennikarzem, który ośmielił się krytykować władzę Kremla.

Siergieja Skripala próbowano otruć, Paweł Szeremet zginął w wybuchu samochodu, jadąc jedną z głównych ulic Kijowa. Wszyscy mieli swoje porachunki z Moskwą.

Miał to być kolejny akt uciszenia przeciwnika systemu i przestroga, próba zastraszenia. I kolejna próba zdestabilizowania sytuacji na Ukrainie. Teraz, gdy ruszyła kampania przed wyborami prezydenckimi, takie zdarzenie podważało zaufanie do władz, pokazywało ich nieudolność, bierność prezydenta i jego podwładnych. Miało być potwierdzeniem tego, co lubi powtarzać Władimir Putin: że Ukraina to nie kraj, to terytorium.

Babczenko ponownie się urodził

Babczenko w Kijowie mieszka od roku. Po tym jak krytycznie wyrażał się o ofiarach katastrofy rosyjskiego samolotu nad Morzem Czarnym, tej, w której zginęli członkowie Chóru Aleksandrowa, zaczął otrzymywać pogróżki. Wtedy wyjechał z Moskwy. Mieszkał w Izraelu, Pradze, a wreszcie w Kijowie. Ale w żadnym z tych krajów nie prosił o azyl, miał nadzieję wrócić do siebie, jeśli coś się w Rosji zmieni. Może teraz zostanie obywatelem Ukrainy, bo powrotu do Moskwy raczej nie ma.

Współudziału w okryciu ich hańbą rosyjskie służby raczej mu nie wybaczą, nawet gdyby zabrakło tam Putina. W dodatku można uznać, że Babczenko urodził się po raz drugi, na Ukrainie tym razem. A może nawet trzeci, bo kiedyś zabrakło dla niego miejsca w śmigłowcu, którym wybierał się z wojskowymi na linię frontu. Nie poleciał. Śmigłowiec zestrzelili separatyści.

Sfingowaną śmiercią dziennikarza przejął się cały demokratyczny świat, ze wszystkich stron posypały się słowa potępienia. Atak na dziennikarza, na niezależne słowo – zawsze porusza opinię publiczną. Bo jest wymierzony w wartość, którą ludzie cenią najbardziej – w wolność.

Notowania Poroszenki poszybują w górę

Ukraińskie służby osiągnęły coś niezwykle ważnego – prócz ocalenia życia, co zapewne było celem nadrzędnym. Tym razem chodziło o coś jeszcze, o pokazanie światu, że Rosja jest realnym zagrożeniem dla wszystkich, którzy odważą się krytykować jej poczynania. Że ostrzeżenia płynące z Kijowa to nie żadna rusofobia. Prezydent Petro Poroszenko wielokrotnie na forum międzynarodowym odwoływał się do takiego argumentu, przestrzegając przed zachowaniami Kremla. Ale często zarzucano mu, że przesadza.

Prezydent Poroszenko pokazał swoim współobywatelom i przeciwnikom politycznym, że kontroluje kraj i politykę. Że jest silnym liderem i że ukraińskie służby na wiele stać. Przed wyborami prezydenckimi to świetny chwyt, kolejny zresztą po ekstradycji Saakaszwilego i ujawnieniu afery związanej z Nadią Sawczenko, szykująca rzekomo zamach terrorystyczny na wielką skalę. To uderzenie w krytyków, którzy pytają, dlaczego wciąż nie znaleziono zabójców Pawło Szeremeta. Wskazujących na bezradność służb i aparatu państwa.

Jest to również zapowiedź, że kampania nie będzie spokojna i że wiele może się jeszcze wydarzyć. Z informacji przekazanej przez szefa SBU wynika, że Rosjanie planowali pozbyć się kilkunastu innych osób, szykowali też nowe prowokacje.

Teraz notowania prezydenta Poroszenki z pewnością poszybują w górę.

Czytaj także: Rosyjski dziennikarz wypadł z okna. Tak się rodzi kolejna legenda o „zbrodni reżimu”?

Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Rynek

Apartamentowce na skażonej ziemi. Ludzie chcą tu mieszkać, a nie powinni

Jak to możliwe, że na skażonych gruntach powstają budynki mieszkalne?

Ryszarda Socha
22.06.2022
Reklama