Świat

Rosyjski dziennikarz wypadł z okna. Tak się rodzi kolejna legenda o „zbrodni reżimu”?

Tragedia miała miejsce w Jekaterynburgu. Tragedia miała miejsce w Jekaterynburgu. Peggy Lohse / Flickr CC by 2.0
Kontekst śmierci Maksa Borodina staje się wyraźnie polityczny. To w pełni zrozumiałe. W każdym roku panowania Putina w kraju zabijają ośmiu dziennikarzy.

Maks Borodin wypadł w nocy z balkonu swojego mieszkania na piątym piętrze. Po trzech dniach, nie odzyskawszy przytomności, zmarł w miejscowym szpitalu. Lekarze mówią, że nie miał szans na przeżycie.

Maks Borodin „nie miał powodów, żeby popełnić samobójstwo”

Tragedia miała miejsce w Jekaterynburgu, czwartym pod względem wielkości mieście w Rosji (1,4 mln mieszkańców), znanym w świecie – tutaj bolszewicy zamordowali cara Mikołaja II, stąd pochodzi Borys Jelcyn, pierwszy prezydent Rosji.

Maks Borodin pracował w miejscowej agencji „Nowy Dzień”, był dziennikarzem śledczym. Dwóch miesięcy zabrakło mu do 33. urodzin. W mieszkaniu był sam. Jak twierdzi policja, drzwi były zamknięte od wewnątrz.

Polina Rumiancewa, redaktorka naczelna „Nowego Dnia”, przełożona Maksa Borodina, przypuszcza, że był to nieszczęśliwy wypadek: „Wyobraźcie sobie pięciopiętrową chruszczowkę, stary balkon, z barierką poniżej pasa, zawalony jakimiś budowlanymi śmieciami. Prawdopodobnie palił papierosy na balkonie i wypadł. Nie miał powodów, by popełnić samobójstwo. Miał plany na przyszłość, zamierzał wyjechać do pracy do Moskwy”.

Sąsiedzi Maksa unikają dziennikarzy. Jeden z nich na pytanie korespondenta „Nowej Gazety” o przyczynę śmierci dziennikarza odpowiada: „Jakiego dziennikarza? To jakiś alkoholik wypadł z balkonu w samych gaciach i koszuli”.

Czytaj także: Po co Rosja wysyła do Syrii swoje nowoczesne samoloty?

Porządny człowiek, staranny dziennikarz

Przyjaciel Maksa Wiaczesław Baszkow, lokalny działacz na rzecz praw człowieka, twierdzi, że dzień przed wypadkiem Maks dzwonił do niego o piątej nad ranem z prośbą o pomoc, był przekonany, że lada chwila zostanie aresztowany, widział nawet na balkonie ludzi w maskach z bronią. Po kilku godzinach zadzwonił z przeprosinami: „Chyba przesadziłem, to pewnie były jakieś ćwiczenia”.

W opinii Baszkowa Maks był uczciwym, porządnym człowiekiem, starannie wykonującym swoją pracę, pragnął zostać dobrym dziennikarzem. Zajmował się sprawami kryminalnymi, pisał też poważne reportaże o problemach społecznych. Trudno, nie dysponując materiałem dowodowym, stwierdzić, dlaczego wypadł z balkonu – mówi Baszkow. Nie bardzo też wierzy, że przyjaciel został zamordowany, gdyż pisał o rosyjskich najemnikach w Syrii. To przecież już od dawna, od wojny w Donbasie, nie jest tajemnicą, że istnieją oddziały najemników „Wagnera”.

Czytaj także: Jak Rosja rozbija Europę

Dziennikarstwo w Rosji to ciężki kawałek chleba

Anonimowy kolega Maksa z pracy w „Nowym Dniu” jest pełen uznania dla jego pracy: „Ostatnio sprawiał wrażenie człowieka przechodzącego poważny kryzys wewnętrzny, nie rozmawialiśmy o tym. Dziennikarstwo w Rosji to najgorszy, najcięższy kawałek chleba. Trzeba dużo wewnętrznej siły, by nie wpadać w okresowe depresje. Maksa to chyba spotkało”.

Im dalej w świat od Jekaterynburga, tym kontekst śmierci Maksa Borodina staje się coraz wyraźniej polityczny. To w pełni zrozumiałe. Od 1999 do 2017 roku w Rosji zabito 158 dziennikarzy. W każdym roku panowania Putina w kraju zabijają ośmiu dziennikarzy. Maks Borodin jest – być może – 159.

Czytaj także: Putin ponownie prezydentem Rosji

Reżim, który zabija

Współpracownika znanego dysydenta Aleksieja Nawalnego Leonida Wołkowa irytują teorie spiskowe wokół tragicznej śmierci Maksa, którego znał osobiście: „Z bólem czytam w zagranicznych gazetach o »tajemniczej śmierci dziennikarza, który badał działalność rosyjskich najemników od Wagnera«. Jaka to tajemnicza śmierć, jeśli drzwi do mieszkania były zamknięte od wewnątrz?”. Jesteśmy świadkami narodzin kolejnej legendy o „zbrodni reżimu”. Jeśli system go zabił, to zrobił to pośrednio.

Historia Maxima Borodina nie dotyczy jego samego – twierdzi Leonid Wołkow. Nie jest o tym, jak reżim zabija dziennikarza, który pisze niewygodne tematy. To historia o tym, jak jego tryby zabijają tysiące dziennikarzy (socjologów, politologów, prawników, ekonomistów), jak pozbawiają ich jakichkolwiek perspektyw, jak zmuszają do codziennych wyborów między honorem i kawałkiem chleba, przypierając do ściany cenzury. Pewnie dlatego dziennikarz samotnie pijący w biednym mieszkaniu może dostrzec światło za niską balkonową balustradą. Ten system tak zabija.

Komitet Śledczy Federacji Rosyjskiej prowadzi w tej sprawie śledztwo. Lokalny związek odmówił przeprowadzenia ceremonii pożegnania z Maksem Borodinem w Domu Dziennikarza. Nie wyjaśnił, dlaczego.

Czytaj także: Słabe strony mocarstwa Putina

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Rynek

Jak PGNiG dosala Zatokę Pucką

Dlaczego mieszkańcom nadmorskiego Kosakowa przeszkadza, że morze jest słone?

Ryszarda Socha
12.11.2019
Reklama