Świat

Polska przegrała z Kolumbią. Ten kraj walczy o powrót do normalności

Na przykładzie Kolumbii wybitny latynoamerykanista Guillermo O’Donnell stworzył termin tzw. brązowych przestrzeni. Na przykładzie Kolumbii wybitny latynoamerykanista Guillermo O’Donnell stworzył termin tzw. brązowych przestrzeni. Centro Democrático / Flickr CC by SA
Reprezentacja Kolumbii to drużyna z potencjałem, ale po przejściach. Zupełnie jak kraj, który reprezentuje.

Pisząc o Kolumbii w kontekście piłki nożnej, trzeba bardzo uważać, by nie stać się ofiarą stereotypów. Niestety prasa, przygotowując czytelników na mecz Polaków z teoretycznym przynajmniej faworytem do awansu z naszej grupy, tych błędów się nie ustrzegła. Z większości pozasportowych tekstów wyłania się obraz Kolumbii jako kraju kontrolowanego w całości przez przemytników narkotyków, w którym każdy mężczyzna wygląda jak Pablo Escobar, każda kobieta jak jedna z jego licznych kochanek, a na piłkarzach w przypadku boiskowych niepowodzeń wydaje się (i co gorsza, wykonuje) wyroki śmierci. Dlatego ważne, by chociaż na chwilę od tych stereotypów uciec i przyjrzeć się Kolumbii takiej, jaką jest naprawdę.

Uwielbiane gwiazdy Kolumbii

Pierwsze zderzenie obiegowych opinii z rzeczywistością przychodzi, gdy popatrzymy na ich historię zmagań na boisku. Kolumbijczycy to oczywiście drużyna silna, ale na tle innych reprezentacji z Ameryki Łacińskiej, zwłaszcza Brazylii, Argentyny czy Urugwaju, wypada raczej jak ubogi kuzyn. W Mistrzostwach Świata udział bierze po raz siódmy, jednak nigdy nie przebiła się do strefy medalowej. Największy sukces odniosła cztery lata temu, odpadając dopiero w ćwierćfinale po bardzo efektownym spotkaniu z ówczesnymi gospodarzami i faworytami całego turnieju, czyli Brazylią. Wielu kibiców dopiero wtedy poznało nazwiska dzisiejszych kolumbijskich gwiazd, a dla licznego grona ekspertów to właśnie Kolumbia była najciekawiej grającą drużyną poprzednich mistrzostw.

Od tego czasu w drużynie argentyńskiego trenera Jose Pekermana wiele się zmieniło. James Rodriguez, największa gwiazda kadry, król strzelców Mundialu 2014, nie sprostał oczekiwaniom kibiców ani w Realu Madryt, ani w Bayernie Monachium, a kariery innych liderów wstrzymały kontuzje czy nietrafione transfery, nawet do ligi chińskiej. Dlatego tegoroczny turniej jest w Kolumbii postrzegany jako szansa na powtórkę pięknej przygody sprzed czterech lat. Powrót do skutecznego futbolu – nie zawsze pięknego dla oka, ale dającego zwycięstwo. Kwintesencja piłkarskiej Kolumbii.

Bez względu na wynik James Rodriguez, Radamel Falcao i inni kolumbijscy piłkarze pozostaną w swoim kraju wielbionymi gwiazdami. Nie grozi im raczej to, co spotkało Andresa Escobara, byłego reprezentacyjnego obrońcę, zastrzelonego w centrum Medellin 2 lipca 1994 r. Zaledwie kilka dni wcześniej Escobar (przypadkowo nazywający się tak samo jak legendarny narkotykowy baron) wrócił z mundialu w Stanach Zjednoczonych, gdzie Kolumbia, mając zespół podobnie utalentowany do obecnej generacji, zagrała bardzo słabo, zajmując ostatnie miejsce w grupie, a sam Escobar strzelił samobójczego gola w meczu z gospodarzami turnieju.

Choć w tle były też historie o długach i hazardzie, głównym motywem zabójstwa piłkarza była wściekłość fana, skazanego później na 43 lata więzienia. Od tego czasu wiele się zmieniło – zarówno w kolumbijskim futbolu, jak i kolumbijskim życiu codziennym.

Brązowe przestrzenie Kolumbii

Gdy piłkarskim światem wstrząsnęło morderstwo Escobara, Kolumbia była pogrążona w wojnie domowej. Władze centralne bardzo nieumiejętnie starały się ograniczyć wpływy karteli narkotykowych, będące wówczas u szczytu sławy i bogactwa, a trzecią stroną w konflikcie stawały się coraz silniejsze lewicowe partyzantki i ugrupowania militarne.

Kraj był poszarpany do tego stopnia, że na jego przykładzie wybitny latynoamerykanista Guillermo O’Donnell stworzył termin tzw. brązowych przestrzeni – części kraju pozostających w jego granicach, ale niekontrolowanych przez władze państwowe. W połowie lat 90. blisko 34 proc. kolumbijskiego terytorium należało właśnie do brązowych stref. Administracja z Bogoty nie znaczyła w nich kompletnie nic, a wszystkie zadania tradycyjnie przypisywane państwu, jak budowa szpitali czy prowadzenie szkół, niemal w całości przejęli przemytnicy narkotyków i liderzy bojówek.

Choć podejmowano próby pojednania frakcji, kończyły się one fiaskiem w szalenie krótkim czasie. Na początku lat 90. udało się namówić do oddania broni kilka organizacji paramilitarnych w zamian za dość szeroką amnestię. Zbiegło się to jednak w czasie ze światowym wzrostem popytu na ciężkie narkotyki, przez co kolumbijskie kartele zwielokrotniły zyski i czuły się coraz zuchwalej w starciach z policją federalną. W późniejszych latach władze wdrażały różne strategie, od kolejnych rozmów pokojowych poprzez politykę zera tolerancji dla karteli i bojówek. Na tym polu wykazał się były prezydent Alvaro Uribe, przy ogromnym wsparciu politycznym i finansowym George’a W. Busha i Otto Reicha, waszyngtońskiego speca od twardej polityki wobec Ameryki Południowej, byłego członka administracji Reagana.

Przystosowanie do życia bez broni przy boku

Sytuacja na dobre się poprawiła dopiero w ostatnich latach. W 2016 r., po blisko czterech latach negocjacji, prowadzonych głównie na neutralnym gruncie w stolicy Kuby, Hawanie, prezydent Jose Manuel Santos i liderzy najważniejszej partyzantki kolumbijskiej FARC ogłosili koniec trwającego od pół wieku konfliktu. Santos został nawet nagrodzony za to pokojowym Noblem i choć dosłownie chwilę później Kolumbijczycy odrzucili porozumienie z FARC w referendum, to parlament ratyfikował je kilka miesięcy później, w nieco zmienionym kształcie.

Jesienią 2016 r. rozpoczął się mozolny, trwający do dziś proces rekoncyliacji. Byli liderzy FARC otrzymali na mocy układu z Santosem gwarantowane miejsca w kolumbijskim Kongresie. Wdrożono również szereg programów społecznych, mających na celu reedukację byłych partyzantów i przystosowanie ich do życia bez broni przy boku.

Państwo wróciło też na tereny, na których pozostawało nieobecne przez dekady, co zaowocowało pierwszymi od lat inwestycjami infrastrukturalnymi, zwłaszcza w centralnej i północnej części kraju. Choć społeczny odbiór porozumienia nadal nie jest jednoznacznie pozytywny, a raz na jakiś czas zdarzają się porwania dla okupu państwowych oficjeli, Kolumbia stara się leczyć rany jątrzące się od blisko 50 lat.

Niepewna przyszłość dla kraju i dla piłkarzy

Przyszłość jest znowu niepewna – zarówno dla kraju, jak i jego piłkarskiej reprezentacji. Kolumbijczycy swój pierwszy mecz na mundialu przegrali niespodziewanie z Japonią 1:2, ale z Polską wygrali w pięknym stylu, strzelając nam trzy gole. Kraj z kolei stoi na politycznym rozdrożu. Tydzień temu zakończyły się tam wybory prezydenckie, które w drugiej turze wygrał konserwatywny polityk Iván Duque Márquez. Popierany przez Uribe, prezydent elekt jest zwolennikiem powrotu do zdecydowanej, twardej polityki wobec karteli i partyzantów. Eksperci regionalni obawiają się nawet, że może wycofać gwarancje dla FARC, m.in. dotyczące ich obecności w parlamencie, przez co doprowadzi do remilitaryzacji tej organizacji i sabotażu całego projektu pokojowego. Inni uważają, że będzie realizował jedynie konieczne minimum, które nakłada na niego porozumienie, dając do zrozumienia, że nie chce dalszej integracji partyzantów z kolumbijskim społeczeństwem.

Problemów do rozwiązania przybywa, chociażby z powodu katastrofy ekonomicznej w sąsiedniej Wenezueli. Kolumbia przyjęła już ponad 100 tys. uchodźców, którzy przeszli przez granicę i nie zanosi się, by mogli szybko wrócić do domu. W dodatku Duque będzie musiał dźwignąć kolumbijską gospodarkę, ogarniętą stagnacją z powodu spadku cen ropy i innych surowców naturalnych.

Dla nowego prezydenta, podobnie jak dla Jamesa Rodrigueza i kolegów z drużyny, najbliższy czas zadecyduje zatem o tym, czy i w jaki sposób przejdą do historii swojego kraju.

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Ja My Oni

Między pracą a harówką

Dlaczego współcześnie praca – jeśli już nawet nie zabija – to tak wiele osób dobija psychicznie.

Piotr Kaczmarek-Kurczak
26.11.2019
Reklama