Świat

Dlaczego Asma Asad nie ocaliła Syrii?

Dlaczego Asma Asad nie ocaliła Syrii?

Asma Asad, żona prezydenta Syrii Asma Asad, żona prezydenta Syrii syrianpresidency / Twitter
Elegancka, świetnie wykształcona żona prezydenta miała nadać Syrii zachodniego sznytu. Po siedmiu latach wojny Asma Asad przestała być „Różą Pustyni”, a stała się „Pierwszą Damą Piekła”, porównywaną nawet do Ewy Braun.
Niedawno ogłoszono, że Asma Asad jest chora na raka piersi.syrianpresidency/Instagram Niedawno ogłoszono, że Asma Asad jest chora na raka piersi.

Jest wspaniała, dzięki niej mój syn mógł wziąć udział w igrzyskach dla niepełnosprawnych dzieci. Oczarowała go, okazała się bardzo miła, ciepła – mówiła przed laty mama syryjskiego nastolatka z zespołem Downa o żonie syryjskiego prezydenta. Wojna się zaczynała, nie było jeszcze strasznych obrazów zabitych, ruin i milionów uchodźców, które zmieniły Syrię i wizerunek pary prezydenckiej. Czy Asma Asad miała w tej historii swoją rolę do odegrania? Czy dziś warto pytać, na ile mogła wpłynąć na przebieg wojny, powstrzymując męża przed atakami na ludność cywilną?

Brangelina u Asadów

Przed wojną małżeństwo Asadów uważano za wschodzące gwiazdy Bliskiego Wschodu z prawem wstępu na europejskie salony z Pałacem Buckingham, gdzie spotkali się z królową Elżbietą, włącznie. Z księciem Karolem i innymi koronowanymi głowami widzieli się przy okazji obchodów rocznicy zburzenia Bastylii. Eleganccy, zabawni, świetnie odnajdujący się wśród europejskiej elity, której wiele lat przed wojną nie przeszkadzało, że Baszar Asad jest dyktatorem. Co prawda wprowadził kilka reform, ale odziedziczone po ojcu metody działania z szeroko rozbudowanym systemem represji pozostały w zasadzie bez zmian.

Do Damaszku wybrali się z kolei Brad Pitt i Angelina Jolie. Asad osobiście zawiózł ich na obiad z parą prezydencką. Aktor był podobno zafascynowany dyskretną ochroną Asadów. Informacja ta pochodzi z bodaj najgłośniejszego tekstu o Asmie.

Fondue z prezydentem

Artykuł „Róża na pustyni” ukazał się w marcowym wydaniu amerykańskiego „Vogue’a” w 2011 r. Autorka tekstu była zachwycona błyskiem czerwonych podeszew od Louboutin, „ciemnobrązowymi oczami, falistymi włosami sięgającymi podbródka, długą szyją, energetycznym wdziękiem”. Uwagi nie uszedł brak zegarka, obrączki, biżuterii, nie licząc agatów od Chanel na szyi, a także pomalowane na granatowo-zielony kolor paznokcie. „Jest przebojowa, konspiracyjna i zabawna” – pisała Joan Juliet Buck.

Tekst stał się sensacją. Po pierwsze, ukazał się w chwili, gdy w Syrii rozpoczynała się rewolucja, która doprowadziła do wojny wszystkich ze wszystkimi. Po drugie, wyszło na jaw, że syryjski rząd wynajął agencję, której płacił co miesiąc 5 tys. funtów za umożliwienie i przyspieszenie publikacji (usuniętej ze stron internetowych pisma, ale wciąż do odszukania).

Autorkę tekstu krytykowano za to, że pominęła ciemną stronę polityki Asada, a skupiła się na eleganckiej parze prezydenckiej, działalności charytatywnej Asmy, jej planach dotyczących bogactwa archeologicznego Syrii i na wystroju prywatnego mieszkania pary, w którym stała udekorowana choinka (artykuł powstawał w grudniu 2010 r., gdy uliczny sprzedawca Mohamed Bouazizi podpalił się w Tunezji, zapoczątkowując wybuch Arabskiej Wiosny).

Żona stoi przy mężu

Półtora roku później Joan Juliet Buck ujawniła, jak powstawał jej artykuł. Każdy jej krok w Syrii kontrolowały władze. Podkreślała, że kiedy pracowała nad tekstem, nie mogła przewidzieć, co zdarzy się potem. Wyjawiła też kilka szczegółów, np. to, że podczas obiadu u Asadów podano fondue, ponoć ulubioną potrawę rodziny. „W 2011 r. myślałam o Asmie Asad, kobiecie, która tak bardzo troszczyła się o młodzież Syrii. Jak mogła nie wiedzieć, co się dzieje? Jak mogła stać z boku i nic nie robić? W grudniu [2011 r. – AZ] Baszar Asad wyznał prawdę Barbarze Walters w telewizji ABC: »Żaden rząd nie zabija swojego narodu, chyba że na jego czele stoi wariat«”.

Dziennikarka idzie jeszcze dalej: „Czy Asma zdawała sobie sprawę, że wzmacniając dzieci Syrii, namawiając, by przejmowały kontrolę nad swoim losem, karmiła je dla wykonawców tortur jej męża? Czym jest świadomość, kiedy jesteś pierwszą damą piekła?”.

Czy Asma mogła nie wiedzieć? Musiała się orientować, jakimi metodami posługuje się reżim, by zdławić syryjską rewoltę. Z czasem jej świadomość tylko wzrosła. Trzeba pamiętać, że dla syryjskiego rządu wszyscy rebelianci to „terroryści”, a władze, z czasem z pomocą Rosji czy Iranu, próbują odzyskać Syrię dla jej obywateli. To oficjalna narracja, nieuwzględniająca oskarżeń o używanie broni chemicznej, bomb beczkowych, stosowanie taktyki głodu.

Czy Asma nic nie robiła? Tego nie wiemy. Na pewno lojalnie trwała przy Baszarze. Na skierowany do niej w 2012 r. apel żon ambasadorów Niemiec i Wielkiej Brytanii, by powstrzymała męża przed rozlewem krwi, nie odpowiedziała. Z maili państwa Asadów, do których dotarł „Guardian”, wynikało, że wydawali tysiące dolarów ściągane z zagranicy meble i biżuterię, kolejne części „Harry′ego Pottera” dla dzieci. Żyli tak, jakby za oknem nie toczyły się walki.

Czytaj także: Zachód potrzebuje nowego pomysłu na Syrię

Na początku wojny pojawiły się plotki, że Asma zabrała troje dzieci (dwóch synów i córkę) i wyjechała do Wielkiej Brytanii, jedynego kraju w Europie, do którego mogłaby się udać mimo sankcji – ma brytyjski paszport. W lutym 2012 r. w mailu do „The Times” napisała, że „prezydent jest prezydentem Syrii, a nie frakcji Syryjczyków; pierwsza dama wspiera go w tej roli”. W marcu 2013 r. po raz pierwszy od dłuższego czasu pojawiła się publicznie w Damaszku, ucinając spekulacje.

Dwa lata temu w wywiadzie dla rosyjskiej telewizji wyjawiła, że przeciwnicy jej męża złożyli jej ofertę wyjazdu z Syrii, obejmującą gwarancje bezpieczeństwa dla dzieci i zabezpieczenie finansowe. W tym samym wywiadzie skrytykowała zachodnie sankcje nałożone na Syrię, które jej zdaniem uderzają w zwykłych ludzi. Wywiad ukazał się w czasie, gdy trwały najcięższe walki o wschodnie Aleppo, ale trudne pytania nie padły.

„Nie ma w Syrii rodziny, która nie straciłaby ukochanej osoby – mówiła Asma. – Rodzice uczestniczą w pogrzebach swych dzieci zamiast w ślubach”.

Czytaj także: Wojna w obu częściach Aleppo

Asma w rodzinie Asadów

Asma urodziła się w 1975 r. w Londynie w sunnickiej rodzinie byłej dyplomatki i kardiologa. Rodzina była świecka, w domu mówiono po arabsku. Asma nazywana Emmą uczyła się w anglikańskiej szkole w zachodnim Londynie. Skończyła prywatny Queen’s College oraz King’s College w Londynie, gdzie studiowała informatykę i literaturę francuską. Po studiach pracowała w Deutsche Banku, potem w banku JP Morgan w Londynie, krótko w Nowym Jorku. Chciała zdobyć dyplom MBA na Harvardzie, ale zamiast do USA wyjechała do Syrii, by poślubić Baszara, już wtedy prezydenta.

Para poznała się w Londynie (Baszar robił tu specjalizację z okulistyki), ale ponownie spotkała się w Syrii. Asma odwiedzała tam w wakacje swoją ciotkę. Kiedy się pobierali, ona miała 25 lat, on był od niej 10 lat starszy. Działo się to kilka miesięcy po śmierci Hafeza Asada. Informacje o spotkaniach pary i ślubie nie przedostały się do mediów.

Z artykułu w „Vogue” wiemy, że pierwsze miesiące po ślubie Asma spędziła na podróżach po Syrii, gdzie „poznawała życie zwykłych ludzi”. Wzorem zachodnich pierwszych dam dość szybko zajęła się działalnością charytatywną, przede wszystkim na rzecz dzieci, praw kobiet, edukacji, mikropożyczek dla wsi... Uwiarygodniała wizerunek Asada, kreującego się na reformatora, otrzymującego wsparcie z ONZ.

Czytaj także: Syryjska dynastia Asadów

Łzy po ibisie

Dziś z tego wizerunku już niewiele zostało. Asma nadal zajmuje się działalnością charytatywną, fotografuje z młodzieżą, niepełnosprawnymi, rodzinami poległych żołnierzy. Uśmiechnięta, elegancka, zatroskana. Na tych zdjęciach prawie nie ma wojny ani zniszczeń. Prezydent od czasu do czasu udaje się na spotkanie z narodem do Wschodniej Ghuty (przez niego odbitej), pokazuje się publicznie wśród tłumu. Daje sygnał, że się nie boi.

Najwyraźniej ktoś dba o to, by w mediach społecznościowych pojawiały się odpowiednie zdjęcia. Ale nie zawsze udaje się uniknąć wpadki. Latem 2015 r., gdy w Syrii toczyły się walki w wielu miejscach, Asma Asad umieściła na Facebooku zdjęcie zagrożonego wyginięciem ptaka – ibisa grzywiastego. Trasa jego przelotu przebiega przez Syrię, a dokładnie przez tereny kontrolowane przez Państwo Islamskie w Palmirze. Pierwsza dama martwiła się losem uważanego za „świętego” ptaka (kierunek jego podróży z Turcji do Afryki przypomina trasę udających się do Mekki muzułmanów). Za wpis spadły na nią gromy – bo bardziej martwił ją los zwierzęcia niż jej narodu.

Niedawno ogłoszono, że u Asmy wykryto wczesne stadium raka piersi. Rozpoczęto leczenie. Na zdjęciu pierwsza dama siedzi na krześle – w wojskowym, ale publicznym szpitalu – podłączona do kroplówki, uśmiecha się do męża. Pod spodem wiele słów wsparcia, otuchy, życzenia powrotu do zdrowia. Ale i śmierci. „Mam nadzieję, że ty i cała twoja rodzina, włączając kryminalistę Asada, umrzecie bolesną śmiercią... za całą śmierć i cierpienia, które przynieśliście Syryjczykom. Jesteś prawdziwą Ewą Braun tego stulecia” – napisał ktoś na Twitterze.

Czytaj także: Syria na zdjęciach z lat 2010–2017 – jak wojna zmieniła obraz kraju

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Świat

Miliard ludzi na świecie głoduje. Dlaczego? Bo jest okradanych przez nas – silniejszych i bogatszych

Rozmowa z Martínem Caparrósem, argentyńskim pisarzem, autorem zbioru reportaży „Głód”, o tym, dlaczego prawie miliard ludzi nie ma co jeść – mimo że żywności mamy aż za dużo.

Paulina Wilk
29.03.2016
Reklama