Syria na zdjęciach z lat 2010–2017: jak wojna zmieniła obraz kraju
O wojnie w Syrii można nie wiedzieć zupełnie nic. Wystarczy zobaczyć, jak w ciągu zaledwie kilku lat zmienił się ten kraj, robiąc prosty eksperyment – wyszukując w przeglądarce Google zdjęcia Syrii rok po roku.

Syria, rok 2010 – sielanka

Syria, rok 2010
Polityka

Syria, rok 2010

Syria, rok 2010
Polityka

Syria, rok 2010

Syria, rok 2010
Polityka

Syria, rok 2010

Wyszukiwarka jest jak wehikuł czasu. Jednym kliknięciem przenosimy się siedem lat wstecz. Dokładnie do 2010 roku. Na pierwszym zdjęciu, opisanym jako Nowy Damaszek, na pasie oddzielającym dwie jezdnie stoi kobieta w burce, czeka, aż przejedzie czarny citroen i kilka jadących za nią samochodów, tak aby ona mogła spokojnie przejść przez ulicę.

W oddali kawałek wzgórza Qasjun. A tam niewidoczna z tego ujęcia rezydencja prezydenta Baszara Asada. Mieszka tam sobie spokojnie z żoną i trójką dzieci. W 2010 r. w Syrii zakazano chust zakrywających twarze na uniwersytetach, dopiero rewolucja, która ma dopiero nadejść, zniesie częściowo ten zakaz.

Na ulicy jest spokojnie, na balkonach tu i ówdzie suszy się pranie, mężczyzna idący w kierunku wzgórza niesie torbę z zakupami. Życie toczy się normalnie. Ludzie się rodzą, umierają. W 2010 r. – czego dowiemy się za cztery lata – umiera m.in. Alois Bruner, zbrodniarz hitlerowski, któremu syryjski reżim udzielił schronienia. W tym roku na Kremlu rządzi Miedwiediew, który składa wizytę w Damaszku i spotyka się nie tylko z prezydentem, ale także Chaledem Meszalem, szefem politbiura Hamasu. Wtedy ten jeszcze mieszka w Damaszku. W tym samym roku Asad rusza w podróż do Ameryki Południowej – w Wenezueli szuka potencjalnych inwestorów, chce łatać dziurę budżetową. Z Kubą chce nawiązywać współpracę rolniczą, z Brazylią kontakty handlowe, liczy na zakup technologii. Zacieśnia współpracę z Turcją, Iranem (na zdjęciu modli się w meczecie z prezydentem Ahmadinedżadem), spotyka się z Johnem Kerrym – na zdjęciu siedzą wśród przepięknych mozaikowych mebli. Asad ma jeszcze wejście na salony.

Na innym zdjęciu, wykonanym prawdopodobnie gdzieś na damasceńskiej starówce, życie toczy się powoli. Młode dziewczęta w kolorowych chustach na głowie dokądś idą, mężczyzna na rowerze uśmiecha się do kogoś niewidocznego na zdjęciu. Widoczne wejście do sklepu oplatają kolorowe szale. W Bab Touma przed wojną można było kupić niemal wszystko. Wąziutkie uliczki tej dawniej chrześcijańskiej dzielnicy zachęcały do wędrówek w tę i z powrotem. Niemal zapraszały, by zagubić się w ich labiryncie i w środku nocy znaleźć na przykład lodziarza ręcznie robiącego cytrynowy sorbet...

Jedna z damasceńskich arterii. Zdjęcie ilustruje informację o próbie przestawienia Syryjczyków na ekologię. W górę poleciały balony (na zdjęciu nie można ich dostrzec), a mieszkańców namawia się, by zamiast plastikowych używali papierowych toreb na zakupy.

Na tych pierwszych, zupełnie jeszcze sielankowych zdjęciach wszystko niemal jak w katalogu biura podróży. Wspaniała aleppijska cytadela otoczona palmami. Ze zdjęcia bije spokój, choć naprawdę wokół cytadeli toczyło się życie w dzień i w nocy.

Prezydent przedstawił plan budżetu na 2010 r., którego wartość szacowana była na 16,6 mld dolarów. Nowy budżet ma pomóc ustabilizować ceny, ale też umożliwić stworzenie 60 tys. nowych miejsc pracy w sektorze administracyjnym i gospodarczym. Za dolara trzeba zapłacić 45,5 funtów syryjskich. Wtedy można było za to kupić kilka kanapek z falafelem. Na zdjęciu imponujący gmach syryjskiego Banku Centralnego. Każda władza, a syryjska zwłaszcza, kocha monumentalizm. Podobnych gmachów w całym mieście jest o wiele więcej.

Co jeszcze możemy zobaczyć w tej historii w 2010 roku? Migoczący w wieczornym świetle meczet Umajjadów w Damaszku, jego imponujący dziedziniec wyłożony błyszczącym marmurem. Jakże przyjemnie schronić się w arkadach, gdy jesteśmy w środku dnia. Jeśli jesteśmy kobietą, nie-muzułmanką, niewykluczone, że pomocnik imama zwróci nam uwagę i zażąda założenia wypożyczonego płaszcza. Chusta na głowie, zasłaniająca włosy i tunika jednak nie wystarczą. To jedno z najstarszych muzułmańskich miejsc kultu, miejsce przechowywania relikwii św. Jana Chrzciciela – ponoć jest tu jego głowa (albo jedna z wielu głów, bo do obecności takiej relikwii przyznaje się też kilka innych miejsc). W meczecie można spotkać wiele muzułmańskich kobiet, które przywiązują nitki do krat okalających miejsce złożenia relikwii. Wierzą, że wstawiennictwo jednego z czczonych przez islam proroków da im potomka.

Tłum ludzi płynie przez największy suk w Damaszku. Idąc przez zbudowany w XVIII wieku bazar przez sułtana Abdula Hamida (stąd nazwa Hamidije), który sto lat później został przykryty żelaznym dachem, można dojść do meczetu Umajjadów. Czego tu nie ma? Piękne mozaiki, mnóstwo złota (uwaga na sektory „chrześcijańskie” i „muzułmańskie” – biżuteria chrześcijańskich złotników jest lżejsza, mniej dekoracyjna niż muzułmańskich). Na zdjęciach jest też aleppijski suk – M’dine. Klienci są akurat w sekcji z pościelą, ale można tam kupić to samo co w Damaszku i więcej – najlepsze aleppijskie, laurowe mydło ghar (nie do końca wiem, czy tak należy to zapisać, bo to słowo trudno nawet wymówić – w arabskim nie ma dźwięku „g”, to charczący, głęboki dźwięk).

Monumentalna Busra. Przepiękny starożytny amfiteatr zapiera dech w piersiach. Siedzący na zdjęciu tyłem mężczyzna podziwia pustą scenę. Może wieczorem będzie tu koncert? Akustyka jest niesamowita, gwiazdy syryjskiej sceny muzycznej kochają Busrę. Jeśli ten mężczyzna ze zdjęcia pójdzie trochę dalej, zobaczy kawałek rzymskiej drogi, zabudowania, a na nich – anteny satelitarne. Tak, mieszkają tu ludzie! W zabytkowych starożytnych ruinach, do których wolno wejść bez biletu.

Młoda dziewczynka w jasnej przepasce na włosach patrzy na nas ze zdjęcia w Maaluli. To zaledwie 50 kilometrów od Damaszku. Przepiękne jakby wyryte w skale miasteczko, nieco senne, majaczy się za dziewczyną. Błękitnawe domy. Z tej perspektywy nie widać słynnej groty św. Tekli ani klasztoru św. Bachusa i ukrytych tam ikon podarowanych przez gen. Andersa. Ani pogańskiego ołtarza, ani wąwozów, nie słychać aramejskiego. Ten język przetrwał tu tysiące lat! Wciąż mówi nim kilkanaście tysięcy osób. Tu i w niedalekiego miasteczka Sednaja. Jesteśmy w 2010 r. To, co najgorsze, jeszcze przed Maalulą.

Podobnie jak przed Palmirą. Stoi jeszcze, co widzimy na zdjęciu, świątynia boga Baal. Tzw. Państwa Islamskiego jeszcze nie ma. Dla Syrii to ostatnie chwile spokoju. Jakieś trzy turystki uśmiechają się ze zdjęcia na drodze do Damaszku, jeszcze nieopanowanej w 2010 r. przez bojowników tej czy innej organizacji. Studenci z wymiany amerykańskiej siedzą w jednej z knajpek, syryjska miss wypina opięte obcisłą sukienką ciało, słodycze z pistacjami, zdjęcia z wakacji, majestatyczna twierdza Krak de Chevalier. Nikt nie spodziewa się, że za chwilę, za kilka miesięcy ta sielanka się skończy.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj