Prenumerata na trudne czasy.

6 miesięcy za 99 zł.

Subskrybuj
Świat

Co się mówi w Moskwie o otruciu Skripalów

Prezydent Rosji Władimir Putin i szef dyplomacji Siergiej Ławrow w siedzibie ONZ Prezydent Rosji Władimir Putin i szef dyplomacji Siergiej Ławrow w siedzibie ONZ United Nations Photo / Flickr CC by 2.0
Brytyjska premier oskarżyła dwóch rosyjskich agentów o otrucie byłego szpiega i jego córki w Salisbury. Rosyjscy liberałowie szukają wyjaśnień.

„Trucicielom ręce z d...y wyrastają” – skomentował na antenie „Echa Moskwy” materiał brytyjskiej prokuratury w sprawie zamachu na Skripalów jej redaktor naczelny Aleksiej Wenediktow. To pierwszy komentarz z okolic Kremla w tej sprawie niekorzystający z drętwego języka propagandy. Aleksiej Wenediktow to jak na moskiewskie warunki oryginał – z Władimirem Putinem jest na „ty”, a z państwową telewizją na noże.

Czytaj też: Szpiegowski szok w Wielkiej Brytanii

Brytyjska premier oskarża

W środę brytyjska premier Theresa May oskarżyła w parlamencie dwójkę rosyjskich oficerów wojskowego wywiadu GRU o próbę otrucia byłego szpiega Siergieja Skripala i jego córki Julii w marcu tego roku w brytyjskim Salisbury. Brytyjska prokuratura odtworzyła drogę pary zabójców od ich przyjazdu do Wielkiej Brytanii dwie doby przed zamachem, pod fałszywymi zapewne nazwiskami Aleksander Petrow i Rusłan Boszyrow. Agenci użyli broni chemicznej, zakazanej substancji paraliżującej nowiczok produkowanej w Rosji.

Komentarz rosyjskiego liberała Wenediktowa może być zapowiedzią (choć nie musi) pojawienia się nowych wątków w rosyjskiej narracji o wędrówce nowiczoka do Salisbury. Podobnie było w przypadku strącenia przez rosyjską armię nad Donbasem w marcu 2014 r. malezyjskiego samolotu pasażerskiego MH-370. Najpierw Kreml szedł w zaparte, później wrzucał w medialną przepaść różne sensacyjne, szybko ginące wersje.

Czytaj też: W sprawie śmierci Litwinienki nici prowadzą na Kreml

Londyn zaprasza do tańca?

Co jeszcze mówi znajomy Putina – prócz krytycznych słów pod adresem GRU i jej londyńskich wysłanników? To byli zresztą wyjątkowo niefrasobliwi młodzieńcy, zostawiający ślady na każdym kroku. Swoją misję mścicieli zakończyli wyrzuceniem dowodu zbrodni, flakonu z pozostałością trucizny, na trawnik w parku. Sądzili pewnie, że nie ma szans, by trafił do Scotland Yardu.

Już zabójca lidera ukraińskich nacjonalistów Stepana Bandery w 1959 r. w Monachium był ostrożniejszy; narzędzie zbrodni wyrzucił do rzeki. Pistolet rozpylający cyjanek przeleżał tam dwa lata, by w końcu trafić do rąk niemieckiej policji (morderca Bohdan Staszyński z KGB po dwóch latach zresztą sam się zgłosił do Amerykanów).

Wenediktow stawia tezę, że Brytyjczycy znają prawdziwe nazwiska zamachowców, nie podają ich jednak do publicznej wiadomości, by dać szansę Kremlowi na ich ujawnienie i tym samym przyznanie się do winy. „Londyn zaprasza nas do tańca”, twierdzi Wenediktow, ale nie próbuje zgadnąć, czy Władimir Putin to zaproszenie od Theresy May przyjmie. Zapewne brytyjski ambasador w Moskwie lepiej potrafi ocenić wartość tej wypowiedzi.

Miała być cicha likwidacja?

Brak sensownej narracji ze strony rosyjskich władz otwiera pole do spekulacji zarówno o przebiegu zamachu, jak i jego politycznych skutkach. Julia Łatynina, komentatorka „Novoy Gazety” i redakcyjna koleżanka Wenediktowa, zestawiła ze sobą marszruty podróży do Londynu i Salisbury zamachowców oraz Julii Skripal, córki podwójnego agenta, który miał być zamordowany. Skripal sam był oficerem GRU, skazanym za szpiegostwo na rzecz Wielkiej Brytanii i wydanym Londynowi w 2010 r.

Zamachowcy przylecieli z Moskwy 2 marca, Julia dzień później. Gdy ona jechała z lotniska do domu ojca, oni wracali do Londynu z wizji lokalnej w Salisbury. Zdaniem redaktor Łatyniny zamachowcy nie wiedzieli, że Julia przyjedzie. Założyli, że schorowany pułkownik będzie sam, dotknie trucizny rozpylonej na klamce drzwi do domu, wejdzie do środka i umrze w samotności. Jej zdaniem GRU nie planowało głośnego zabójstwa dwóch osób, a jedynie cichą likwidację zdrajcy.

Problem leży gdzie indziej

To jednak tylko jej hipoteza. Trudno bowiem przyjąć na wiarę, że zamachowcy nic nie wiedzieli o przyjeździe Julii. Redaktor Łatynina, podobnie jak redaktor Wenediktow, koncentruje naszą uwagę na braku profesjonalizmu, błędach w rozpoznaniu sytuacji Skripalów, nieoczekiwanym przyjeździe Julii i skandalicznej niefrasobliwości wykonawców zamachu. Spowodowało to, że zamiast sprawnie wykonanego wyroku jest międzynarodowy skandal z oskarżoną o zbrodnię Rosją w roli głównej. „Nie zajmuję się moralną oceną faktów”, pisze Łatynina, „próbuję tylko zrekonstruować ten przypadek, zrozumieć, co się stało”.

Ale przecież zamachowcy byli pracownikami państwowej instytucji, wykonywali bezprawny rozkaz zabicia człowieka, do tego na terytorium obcego państwa. Doprawdy szkoda, że liberalni rosyjscy dziennikarze nie dostrzegają, iż problemem nie jest brak profesjonalizmu morderców, lecz państwo wydające bezprawne wyroki śmierci i gwałcące podstawowe prawa człowieka.

Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Społeczeństwo

Co z uznaniem ukraińskiej Cerkwi? Pytamy metropolitę Sawę. „Teraz trwa wojna”

Rozmowa z metropolitą Sawą, zwierzchnikiem Polskiego Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego, związanego z patriarchatem moskiewskim, o tym, dlaczego polscy prawosławni nie uznają niezależności Cerkwi w Ukrainie.

Katarzyna Kaczorowska
14.08.2022
Reklama