Świat

Angela Merkel przestanie być kanclerz Niemiec w 2021 r.

Jeszcze parę tygodni temu Angela Merkel nie wyobrażała sobie, by urząd kanclerski i funkcja szefa partii były rozdzielone. Jeszcze parę tygodni temu Angela Merkel nie wyobrażała sobie, by urząd kanclerski i funkcja szefa partii były rozdzielone. BM für Verkehr und digitale Infrastruktur / Flickr CC by 2.0
Głosy, że Angela Merkel powinna oddać władzę, pojawiały się od jakiegoś czasu. Ale mało kto na poważnie się z tym liczył.

Angela Merkel ogłosiła, że nie będzie się już ubiegać o stanowisko przewodniczącej partii. Co więcej, po zakończeniu obecnej kadencji parlamentu nie zamierza ponownie startować w wyborach. Na razie nie rezygnuje z funkcji kanclerki, chce pozostać na czele rządu do 2021 r., ale i tak jej decyzja to bomba na niemieckiej scenie politycznej. Wprawdzie głosy, że powinna oddać władzę, pojawiały się od jakiegoś czasu, ale mało kto na poważnie się z liczył.

Szefową CDU Angela Merkel jest nieprzerwanie od ponad 18 lat (a dokładnie od 10 kwietnia 2000 r.). Podobno – tak powiedziała na konferencji prasowej – o rezygnacji z tej funkcji po raz pierwszy pomyślała latem. Jeżeli tak było, to nie dała tego po sobie poznać, nawet bliskim współpracownikom. Jeszcze niedawno w wywiadzie dla publicznej telewizji o kandydaturze Merkel mówiła szykowana na jej następczynię Annegret Kramp-Karrenbauer.

Kara dla wielkiej koalicji

Jeszcze parę tygodni temu, już po kilku kryzysach rządowych, sama Merkel nie wyobrażała sobie, by urząd kanclerski i funkcję szafa partii mogły pełnić dwie osoby. Zdania nie zmieniła nawet po wyborach w Bawarii, kiedy jej siostrzana partia CSU także poniosła porażkę. Ale Hesja była przełomem. Wyniki wyborów są gorzkie, rozczarowujące zarówno dla CDU, jak i SPD – przyznała Merkel na poniedziałkowej konferencji. Obie partie mogłyby osiągnąć dużo lepsze wyniki, gdyby nie wizerunek rządu w Berlinie.

Choć kanclerz prosiła, by nie karać CDU w Hesji (razem z Zielonymi tworzył on tam udaną koalicję) za sytuację w Berlinie, wyniki obu partii poleciały mocno w dół. CDU straciła 11 punktów procentowych, prawie 11 punktów straciła SPD. Zieloni zyskali ponad 9 punktów. Jasna wiadomość dla Berlina: to nie rozczarowanie rządem w Hesji, ale kara dla wielkiej koalicji.

Czytaj także: Między Merkel a Putinem nie ma chemii

Samodzielna decyzja

Angela Merkel przyspieszyła ogłoszenie swojej decyzji – wstępnie planowała to zrobić za tydzień na posiedzeniu oceniającym rząd. „Chcę, by moja partia miała więcej swobody i przygotowała się na przyszłość, to jest najważniejsze zadanie mojej ostatniej kadencji – tłumaczyła. – Wiem, że takiego scenariusza jeszcze nie było, ale uważam, że przyniesie on więcej korzyści niż ryzyka”.

Jak podkreślają komentatorzy, Angela Merkel, nawet jeśli czuła nacisk w partii, decyzję podjęła sama. Inaczej niż jej poprzednik z CDU i mentor Helmut Kohl. W czasie konferencji była spokojna i zrównoważona, zdystansowana. Sprawiała wrażenie państwowca, który podejmuje decyzję korzystną dla kraju.

„Szlachetna decyzja” – ocenił szef rządu w Hesji. „Szkoda – skomentował Horst Seehofer, minister spraw wewnętrznych i znany przeciwnik kanclerz w rządzie. – Znamy się od czasów rządów kanclerza Kohla, prawie 30 lat, za nami wiele lat owocnej współpracy” – powiedział, zaskakując opinię publiczną. Bo to w dużej mierze Seehofer stoi za spadkiem popularności obecnego rządu Merkel.

„Takie częściowe wycofanie się z polityki jest nieskuteczne” – skrytykował z kolei Christian Lindner, szef FDP, który rok temu wycofał się z tworzenia koalicji z CDU. Dodał, że Merkel powinna ustąpić i powinny odbyć się nowe wybory.

Kto nowym kanclerzem Niemiec?

Co dalej? Zapewne nic. Brak kandydata na nowego kanclerza. Ani SPD, ani CDU nie są na rękę nowe wybory. Na rękę byłyby może zyskującym poparcie Zielonym, ale nie mogliby rządzić sami i nie mają własnego kandydata. Pewne jest, że 7 i 8 grudnia w Hamburgu na konwencji partyjnej, gdy zostanie wybrany następca Merkel na stanowisku szefa partii, nie zabraknie napięcia. CDU jest partią demokratyczną i dokonuje własnego wyboru – zapewniła Merkel i będzie pracować z każdym przewodniczącym, którego wskaże większość. Ale wiadomo, że ten wybór nie będzie jej zupełnie obojętny. Jeśli zostanie kanclerką, jak planuje, będzie potrzebować oparcia w swojej partii. A nie z każdym z kandydatów się rozumie.

Jako pierwszy zgłosił się Friedrich Merz, reprezentant frakcji konserwatywnej, który z polityki wycofał się w 2009 r. Do 2002 r. był popularnym przewodniczącym frakcji parlamentarnej CDU/CSU. Ze stanowiska wyparła go... właśnie Angela Merkel. Merz znany jest głównie z tego, że zasiadał w radach nadzorczych spółek i stowarzyszeń (m.in. Commerzbank i IVG Immobilien, ale i klubu Borussia Dortmund). Obiecywał wyborcom uproszczenie systemu podatkowego, dzięki któremu do wyliczenia podatku wystarczyłaby kartka wielkości podstawki do piwa. Dostał już poparcie CSU. Komentatorzy podkreślają tymczasem, że wybór człowieka, z którym Merkel źle się dogaduje, znacznie utrudniłby jej dalsze rządzenie.

Jej samej zapewne najbardziej pasowałaby obecna sekretarz generalna CDU Annegret Kramp-Karrenbauer. O stanowisko będą walczyć również minister zdrowia Jens Spahn i obrony Ursula von der Leyen.

Czytaj także: Niemcy: wszystko się sypie

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ja My Oni

To nie są czasy dla wrażliwców

Badania osób wysoce wrażliwych wykazały, że nie tylko silnie reagują one na stosunkowo słabe bodźce zmysłowe, emocjonalne czy społeczne, lecz także szczegółowo, głęboko przetwarzają związane z nimi informacje.

Anna Tylikowska
22.11.2016
Reklama