Świat

Zmarł stalinowski oprawca z czasów komunistycznej Czechosłowacji

Zmarł stalinowski oprawca z czasów komunistycznej Czechosłowacji

Ladislav Mácha zmarł w wieku 95 lat. Ladislav Mácha zmarł w wieku 95 lat. Česká televize / Youtube
Na przełomie lat 40. i 50. jego nazwisko budziło grozę. Wątpliwą sławę zapewnił mu sadyzm, z jakim prowadził śledztwo przeciw ks. Josefowi Toufarowi.
Książkę o sprawie ks. Josefa Toufara zapowiada wydawnictwo Instytutu Pamięci Narodowej.Hana Kubíková/Wikipedia Książkę o sprawie ks. Josefa Toufara zapowiada wydawnictwo Instytutu Pamięci Narodowej.

Ladislav Mácha miał w chwili śmierci 95 lat. Na przełomie lat 40. i 50. jego nazwisko budziło grozę. Wątpliwą sławę zapewnił mu sadyzm, z jakim prowadził śledztwo przeciw ks. Josefowi Toufarowi – śledztwo, które rozpoczęło brutalną rozprawę komunistów z katolikami.

Przeczytaj fragment książki: „Pepiki. Dramatyczne stulecie Czechów”

Kariera śledczego

Mácha pochodził z licznej rodziny biednego gajowego. Matka – prosta, wiejska kobieta – prowadzała go regularnie do kościoła, odebrał standardowe, katolickie wychowanie. W przedwojennej Czechosłowacji skończył zawodówkę i pracował jako mechanik samochodowy. W czasie okupacji, jako przymusowy pracownik w zakładach mechanicznych, nawiązał kontakty z komunistycznym podziemiem. Aresztowany w 1944 r., jak sam twierdził, był wożony z aresztu do aresztu: w Terezinie, Dreźnie, Toruniu, Poznaniu i Breslau, a na koniec znowu w Dreźnie. Uciekł z więzienia po wielkim nalocie aliantów i przedostał się do Czech, gdzie odnowił kontakty z komunistycznym podziemiem.

Po klęsce III Rzeszy błyskawicznie zatrudnił się w milicji, a ponieważ wykazywał się ideową gorliwością, został przeniesiony „do bezpieczeństwa”. Z lat jego szybkiej kariery zachowały się w archiwach opinie od „bardzo ambitny” po „karierowicz”, który dla awansu jest gotów zrobić cokolwiek.

Ile w nim było ideowca, a ile łasego na pochwały biurokraty, nie sposób orzec, bo po nim samym zostały tylko napisane partyjnym żargonem autocharakterystyki. Został śledczym i walczył o awans. We wspomnieniach jego współpracowników zachowała się opowieść o tym, jak w ciągu jednego nocnego przesłuchania aresztowana kobieta przyznała się przed nim i szczegółowo opisała swoją szpiegowską współpracę z USA. Rzecz jednak była grubymi nićmi szyta: kobieta była przypadkowo zwiniętą uliczną prostytutką, a Mácha wymusił na niej kwieciste zeznanie nieustannym biciem po twarzy. Rano przełożeni zorientowali się, że to bzdury, i ukręcili sprawie łeb.

Przypadek księdza Toufara

Komuniści rządzili w Czechosłowacji od lutego 1948 r. i dopiero umacniali swoje panowanie. Przywódcy wzywali do czujności, a doradcy z NKWD czechosłowackim tajniakom zalecali daleko posuniętą brutalność i formułowali szczegółowy plan tortur: od nieustannego bicia i odbierania snu po wyrafinowane metody zadawania bólu.

Mácha brał udział w specjalistycznych szkoleniach. Incydent z prostytutką nie złamał jego kariery. Wkrótce skierowano go do „pracy” nad przypadkiem ks. Toufara.

Cuda na krzyżu

Był to proboszcz w zapadłej wiosce Czihoszt na Wyżynie Czeskomorawskiej. Parafianie go lubili, był aktywny, pracował z młodzieżą, ale na pewno jego sława nie sięgała poza okolicę. To się zmieniło w grudniu 1949 r. W kraju już trwały prześladowania wszystkich niezależnych od władzy środowisk, w tym Kościoła. Nagle parafię Czihoszt obiegła wieść o cudzie: w czasie kazania głoszonego przez proboszcza Toufara półmetrowy krzyż na ołtarzu miał się kilkakrotnie pochylić. Była trzecia niedziela adwentu, 11 grudnia. Wydarzenie widziało ok. 20 wiernych. Sam proboszcz stał wtedy na kazalnicy, tyłem do ołtarza, i o wszystkim dowiedział się dopiero kilka dni później od mocno poruszonych ludzi. Rzecz miała się powtórzyć 25 grudnia w trakcie mszy w Boże Narodzenie.

Wieść o chwiejącym się krzyżu w czasie, gdy władzę w kraju przejmowali komuniści, szerzyła się po całym kraju. 28 stycznia Toufar został aresztowany i przewieziony do Pragi. Śledczy zarzucali mu, że sam celowo zmistyfikował „cud”, aby w ten sposób nastawiać wiernych wrogo do władzy ludowej.

Jednym ze śledczych był właśnie Mácha. Ze wspomnień i zeznań jego współpracowników wiadomo, że ks. Toufara przesłuchiwał w pustej celi kilkakrotnie, przy czym trwało to całe noce.

Czytaj także: Czechy były mężczyzną, Słowacja kobietą

Prokurator w roli księdza

Proces władza postanowiła wykorzystać także do walki ideowej. Do Czihoszti przyjechała z ubekami ekipa filmowa. Nakręciła propagandowy film o tym, jak proboszcz konstruował ukryty mechanizm, który rzekomo miał poruszać krzyżem. Film się zachował i zdaniem ekspertów jasno pokazuje, że zaprezentowany w nim mechanizm nie mógł działać. Sam Toufar był przy tym niezdarą. Parafianie ze śmiechem wspominali, że kiedy objeżdżał swój teren na rowerze i spadł mu łańcuch, nie potrafił tej drobnej usterki sam usunąć, prosił o pomoc. Nie byłby w stanie budować skomplikowanego systemu cięgien i dźwigni, które rzekomo miały powodować wychylanie się krzyża. Mechanizm został zatem najpewniej zamontowany przez tajną policję na potrzeby produkcji filmowej.

Do Cihoszti 23 i 24 lutego 1950 r. przywieziono także samego Toufara – miał w filmie zagrać samego siebie. To było już po miesiącu śledztwa. Ksiądz z trudem utrzymywał się na nogach i ostatecznie w filmie zagrał go stalinowski prokurator. Proboszcza odwieziono do więzienia, a następnego dnia do szpitala w Pradze, gdzie szybko zmarł. Jako powód zgonu podano pęknięcie wrzodów na żołądku. Lekarz i obsługa szpitala przesłuchiwani po latach mówili, że nie miał ani jednego siniaka – całe ciało było dokładnie rozbite, skóra miała kolor sinoniebieski. Pochowano go w masowym grobie. Ekshumacja i uroczysty pogrzeb nastąpiły dopiero w 2015 r. Trwają starania o ogłoszenie księdza błogosławionym.

Mácha psuje koncept

Cud, prześladowanie, śmierć z ręki oprawców i nieudolny film skutecznie utrwaliły w społeczeństwie przekazywaną ustnie wieść o zamęczonym księdzu. Sam Ladislav Mácha został za swój czyn ukarany naganą. Poszło najpewniej o to, że Toufar miał, podobnie jak setki księży w tym czasie, stanąć przed sądem i odegrać swoją rolę w procesie pokazowym. Bity i rażony prądem, w więzieniu „przyznał się” nie tylko do sfingowania cudu, ale także do seksualnego wykorzystywania dzieci. A Mácha go zabił i w ten sposób zepsuł cały koncept.

Nie złamało to jednak jego kariery. Przez lata piął się w partyjnym aparacie. Z tajnej policji zwolniono go dopiero w 1963 r., kiedy do Czechosłowacji dotarła spóźniona odwilż. Nie został ukarany – znaleziono mu robotę w handlu zagranicznym. Sprawa procesu odżyła w 1968 r. – Mácha został aresztowany i trafił na dwa tygodnie do aresztu śledczego, ale sprawę uznano za przedawnioną. Potem przez lata był kierownikiem sekretariatu dyrektora państwowego radia, a w końcu przeszedł na emeryturę.

Od początku lat 90. aparat ścigania próbował go postawić przed sądem, co w końcu się udało i w 1998 r. został skazany na 5 lat. Odwołał się, karę skrócono do dwóch, ale do więzienia nie trafił, bo był już bardzo stary i chory. Dopiero w 2002 r. został aresztowany i pod eskortą zawieziono go do więzienia. Po roku sąd zgodził się na zwolnienie warunkowe.

Legenda księdza

W międzyczasie rosła legenda ks. Toufara. Powstawały kolejne artykuły, książki, nawet komiks i opera o jego męczeństwie i śmierci. Pośmiertnie przyznano mu jedno z najwyższych odznaczeń państwowych. Urósł do rangi jednego z symboli walki z komunizmem. Na ścianie szpitala, w którym zmarł, umieszczono tablicę pamiątkową. Napis informuje o jego śmierci oraz o tym, że w tym samym szpitalu zmarł też Jana Palach – student, który w 1969 r. dokonał samospalenia po najeździe na kraj przez wojska Układu Warszawskiego.

Bez skruchy

Ladislav Mach do końca życia nie wyraził skruchy. W czasie procesu w latach 90. gazety publikowały list, w którym przepraszał Kościół katolicki za swoje zbrodnie – ale w rozmowie z dziennikarzami wyparł się jego autorstwa i wrzeszczał, że to wszystko wymysły prawnika. Jeszcze kilka lat temu powtarzał w rzadkich wywiadach, że tylko wypełniał rozkazy partii i bronił ojczyzny przed siłami reakcji.

Do końca też cieszył się wysoką, służbową emeryturą. Zmarł pod koniec września, ale wiadomość o jego śmierci opublikowano dopiero wczoraj.

Książka o księdzu Toufarze

Książkę o sprawie ks. Josefa Toufara zapowiada wydawnictwo Instytutu Pamięci Narodowej w swoich planach na jesień lub zimę 2018 r. Chodzi o historyczny reportaż autorstwa wybitnego współczesnego poety Miloša Doležala „Jakby nam już dzisiaj przyszło umrzeć”. Jej wydanie w 2012 r. było nad Wełtawą sensacją literacką i wywołało falę zainteresowania najnowszą historią. Czytelnicy gazety „Lidove Noviny” wybrali reportaż książką roku 2012.

Czytaj także: Czkawka populistów w Europie Środkowowschodniej

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kraj

Jak Jarosław Kaczyński zbudował sobie sektę?

Dlaczego tak wiele osób tak bardzo wierzy w talenty, umiejętności, wiedzę, siłę moralną i osobiste przymioty, słowem – w nadzwyczajność Jarosława Kaczyńskiego?

Ewa Wilk
05.04.2016
Reklama