Świat

Dlaczego nie będzie drugiego referendum w sprawie brexitu

Lipcowa demonstracja prounijna w Londynie Lipcowa demonstracja prounijna w Londynie Reuters/Henry Nicholls / Forum
Przyjęte dziś porozumienie brexitowe między Londynem a Unią Europejską niemal na pewno zostanie odrzucone w brytyjskim parlamencie. Co przyniesie kryzys polityczny na Wyspach?

Przywódcy 27 państw Unii i brytyjska premier Theresa May zaakceptowali dziś liczącą 585 stron umowę o wyjściu Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. Przyjęta została też 26-stronicowa, niewiążąca deklaracja polityczna dotycząca tego, jak zostaną ukształtowane przyszłe relacje między stronami. Cała machina, której efektem ma być wyjście Wielkiej Brytanii z Unii z końcem marca przyszłego roku, poszła w ruch.

Czytaj też: Co dalej z brexitem? Możliwe sześć scenariuszy

May pod ostrzałem

Porozumienie zapewne bez większych problemów zostanie zaakceptowane przez Parlament Europejski. Wszystko to byłoby powodem do optymizmu (jeśli przy brexicie można w ogóle mówić o optymizmie), gdyby nie to, że wynegocjowany przez May tekst niemal na pewno zostanie odrzucony w parlamencie. Głosowanie (tzw. meaningful vote), obiecane przez premier na początku negocjacji, ma się odbyć w drugim tygodniu grudnia.

Przeciwko umowie zagłosuje prawie cała opozycja (zdecydowana większość Partii Pracy, szkoccy nacjonaliści, liberalni demokraci), a ponadto ok. 25 posłów Partii Konserwatywnej Theresy May (głównie zwolennicy twardego brexitu) i koalicyjni północnoirlandzcy unioniści. Porozumienie i firmująca je premier są pod ostrzałem ze wszystkich stron: od zwolenników pozostania w Unii, poprzez posłów popierających bliższe związki ze wspólnotą, po fanów tzw. twardego brexitu.

Czytaj też: Deklaracja polityczna to nie koniec problemów z brexitem

Wszystkie opcje możliwe

Odrzucenie umowy w parlamencie wywołałoby kryzys polityczny, w ramach którego wszystkie opcje są możliwe, w tym upadek rządu May czy nowe wybory. Niektórzy mają nadzieję, że efektem tego kryzysu będzie drugie referendum w Wielkiej Brytanii, które mogłoby zaowocować pozostaniem tego kraju w Unii. Szczególnie że w parlamencie większość posłów jest przeciwna tzw. brudnemu brexitowi (bez jakiegokolwiek porozumienia), bo taki scenariusz groziłby katastrofą.

Jest jednak kilka istotnych wątpliwości. Po pierwsze, umowa brexitowa może przejść przez parlament. Teraz, gdy została zaakceptowana na poziomie międzypaństwowym, May użyje całej partyjnej machiny, by docisnąć posłów i sprawić, że zagłosują „za”. Posłów opozycji będzie przekonywać groźbą „brudnego brexitu”, do którego doprowadzi odrzucenie obecnej umowy. Unia Europejska wyklucza bowiem negocjacje znaczących zmian w porozumieniu, a czasu zostało już bardzo niewiele.

Czytaj też: Jak się zmieni życie Brytyjczyków

Mało czasu na plebiscyt

Po drugie, nowe referendum byłoby technicznie bardzo trudne do przeprowadzenia. Obecny rząd wyklucza złożenie wniosku o jego organizację, a czasu na kampanię jest już za mało. Unijni przywódcy musieliby więc jednogłośnie się zgodzić na odłożenie daty wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii, a to nie jest wcale przesądzone. Poza tym zupełnie nie wiadomo, jakie powinno być pytanie w nowym plebiscycie. O zaakceptowanie lub nie umowy May? To co w takim razie oznaczałoby odrzucenie porozumienia: brudny brexit czy pozostanie w Unii? To może o pozostanie w Unii? Ale na jakich warunkach?

Po trzecie, wynik drugiego referendum nie jest przesądzony. W sondażach wprawdzie prowadzą dziś zwolennicy pozostania w Unii, ale różnica jest kilkupunktowa (54:46 w ostatnim sondażu dla Channel 4), możliwa do odwrócenia w toku kampanii. Jakikolwiek zresztą będzie wynik, Brytyjczycy pozostaną w tej sprawie mocno podzieleni. Drugie referendum tylko pogłębi tę polaryzację do granic możliwości. Albo nawet poza nie.

Czytaj też: Premier Theresa May przetrwa!

Referendum nic nie załatwi

I wreszcie kluczowy argument: drugie referendum nie rozstrzygnie sprawy. Nawet jeśli uznamy je za najbardziej demokratyczny sposób podjęcia decyzji, to przecież pierwsze też było demokratyczne. Co więcej, jeśli zwolennicy pozostania w Unii tym razem minimalnie wygrają, to w dniu ogłoszenia jego wyników niezadowoleni mogą zacząć kampanię w sprawie... trzeciego referendum.

Głośny artykuł w tej sprawie opublikował w tym tygodniu we wpływowym dzienniku „Financial Times” proeuroejski polityk Liberalnych Demokratów, były europoseł Andrew Duff. Jego zdaniem warunki przyjęte w wynegocjowanej umowie są w obecnej sytuacji najlepszym rozwiązaniem.

Zdaniem Duffa nowa kampania referendalna oznaczałaby „zaciekłe zmagania wokół nacjonalizmu, rasizmu, ksenofobii i zdrady demokracji, dalsze dzielenie kraju pod względem klasy, pokolenia i miejsca zamieszkania. Kolejne referendum nadwerężyłoby więzy konstytucyjne, które utrzymują Wielką Brytanię, naruszając pozycję parlamentu i przełamując partie polityczne. Osłabiłoby rynki finansowe i zmniejszyło inwestycje. Wzrost populizmu w Wielkiej Brytanii może rozpalić skrajną prawicę w całej Europie”.

Czytaj też: Czy Unia Europejska przetrwa

Powrót może za dekadę

Co w takim razie będzie dalej? Jak uniknąć „brudnego brexitu”? Możliwy jest scenariusz, w którym po odrzuceniu umowy May wraca do rozmów z Brukselą, uzyskuje niewielkie koncesje w deklaracji politycznej i z taką propozycją wraca do parlamentu. I pod bliską już groźbą „brudnego brexitu” udaje jej się uzyskać większość w powtórnym głosowaniu.

Powinniśmy się raczej pogodzić z tym, że Wielka Brytania opuści w przyszłym roku Unię Europejską. Przez kolejnych pięć–siedem lat będziemy negocjować kształt nowych relacji z Londynem i zasypywać rowy, które powstały w ostatnim czasie. Wielka Brytania pozostanie przecież dla reszty Europy ważnym partnerem politycznym, gospodarczym i militarnym. Jeśli zaś Brytyjczycy mieliby powrócić do wspólnoty, to nie nastąpi to wcześniej niż za dekadę. Ale to już temat na odrębną dyskusję.

Warte przeczytania

Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Jak rozpoznać depresję u dzieci?

Niedawno pisaliśmy o niewydolnym systemie pomocy dla najmłodszych, którzy coraz częściej zmagają się z problemami psychicznymi. Jak działać, gdy system nie działa? – pytamy Lucynę Kicińską z Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę, koordynatorkę telefonu zaufania dla dzieci i młodzieży 116 111.

Joanna Cieśla
09.04.2019
Reklama