Świat

Konflikt o mur nadal paraliżuje Stany Zjednoczone

Donald Trump odwiedził stację straży granicznej w McAllen w Teksasie. Donald Trump odwiedził stację straży granicznej w McAllen w Teksasie. Leah Millis / Forum
Po gwałtownym zerwaniu negocjacji z liderami demokratów w Kongresie Donald Trump pojechał na granicę z Meksykiem w poszukiwaniu argumentów za budową zapory.

Instytucje federalnego rządu Stanów Zjednoczonych pozostają w zawieszeniu już 20. dzień. Tzw. shutdown, czyli wstrzymanie jakichkolwiek działań przez ich pracowników, rozpoczął się 22 grudnia z powodu braku zgody Partii Demokratycznej na prezydencki projekt budowy stalowej bariery wzdłuż granicy z Meksykiem. Trump na swój sztandarowy pomysł kampanijny domagał się 5,6 mld dol., liderzy demokratów Chuck Schumer i Nancy Pelosi natychmiast zamanifestowali bezwarunkowy sprzeciw. W efekcie od prawie trzech tygodni nie odbyło się w Senacie głosowanie nad tzw. ustawą regulującą finansowanie federalnego rządu Stanów Zjednoczonych, czyli prawną podstawą do wydatkowania przez te instytucje jakichkolwiek pieniędzy.

Od tego momentu żadna ze stron konfliktu nie poczyniła ustępstw w negocjacjach. Wręcz przeciwnie, obie pozycje mocno się usztywniły. Trump, ogarnięty obsesją na punkcie imigrantów, obwiniający ich o wszystkie mniejsze i większe problemy społeczne w Stanach, z budowy muru nie zamierza zrezygnować. Z kolei demokraci, którzy od stycznia dysponują większością w Izbie Reprezentantów, nie chcą na ten cel przeznaczyć ani dolara.

Trump ma monopol na prawdę

W dodatku w ostatnich dniach Amerykanie doczekali się eskalacji całej awantury, częściowo również na ekranach własnych telewizorów. We wtorek wszystkie największe stacje telewizyjne przerwały swoje wieczorne pasmo, by wyemitować pierwsze w jego kadencji nadzwyczajne przemówienie Donalda Trumpa. Prezydent, siedząc za biurkiem w Gabinecie Owalnym, przedstawił wyborcom własną interpretację bieżącej sytuacji na południowej granicy kraju. Według niego ma tam miejsce niewyobrażalnych wręcz rozmiarów katastrofa humanitarna, spowodowana rekordowym i niekontrolowanym napływem nielegalnych przybyszów z południa.

Rozmiary kryzysu są według Trumpa tak duże, że można mówić o „inwazji nielegalnych obcych” na terytorium USA. W celu poparcia swoich argumentów przytoczył kilka brutalnych przykładów zbrodni popełnionych w przygranicznych miastach przez obcokrajowców, nieszczelność granic wskazał też jako główną przyczynę zgonów w wyniku przedawkowania narkotyków. W przemówieniu prezydenta, poza plastycznymi opisami pozbawionymi głębszego sensu, nie zabrakło typowego dla jego stylu wypowiedzi monopolu na informację – przedstawiona przez niego sytuacja na południu jest „tą prawdziwą, o której kłamliwe media nigdy nie opowiedzą”.

Pat między demokratami a republikanami

W konflikcie o mur niewiele to jednak zmieniło. Dzień później Trump pojawił się w Kongresie, najpierw uczestniczył w cotygodniowym obiedzie deputowanych i senatorów Partii Republikańskiej, następnie spotkał się z Chuckiem Schumerem i Nancy Pelosi. Przebieg tego spotkania łatwo było sobie wyobrazić jeszcze przed jego rozpoczęciem. Prezydent poinformował demokratów, że stalowa zapora jest niezbędna dla utrzymania porządku wzdłuż południowej granicy, i przypomniał, że oprócz pieniędzy na mur w tej samej ustawie chce dodatkowych środków na pozostałe elementy przygranicznego systemu bezpieczeństwa – m.in. unowocześnienie monitoringu kluczowych odcinków, zwiększenie częstotliwości obserwacji przez drony. Schumer i Pelosi nie chcieli nawet o tym słyszeć. Pozycja Partii Demokratycznej od 22 grudnia nie uległa zmianie – żaden z jej polityków nie zagłosuje za przyznaniem pieniędzy na budowę muru. Według relacji niektórych świadków Trump, wściekły z powodu odmowy demokratów, uderzył pięściami w stół i wyszedł ze spotkania, tym samym przedłużając zawieszenie rządu federalnego.

Republikanie, na czele z przewodniczącym Senatu Mitchem McConnellem, skrytykowali opozycję za brak konstruktywnej krytyki i nieprzygotowanie kontroferty. Demokraci, słowami swojej wschodzącej gwiazdy Alexandrii Ocasio-Cortez, odpowiedzieli, że kontroferty nie będzie, bo sam pomysł Trumpa jest w swojej naturze absurdalny, niezgodny z prawami człowieka i stojący w sprzeczności do wartości, na jakich zbudowana została amerykańska państwowość.

Czy Trump ogłosi stan wyjątkowy?

Prezydent ma w ręku jeszcze jedną silną kartę, teoretycznie pozwalającą na rozpoczęcie budowy muru bez zgody Kongresu. Mógłby do tego zmusić armię i użyć pieniędzy zapisanych w budżecie departamentu obrony. Aby to się stało, musiałby jednak wprowadzić w całym kraju stan wyjątkowy. I to właśnie ten ruch wydaje się teraz podstawową strategią Białego Domu. Szans na kompromis w Kongresie nie ma praktycznie żadnych, bo demokraci się nie ugną. Problemem pozostaje jedynie legalność takiego posunięcia.

Według doniesień stacji CNN prezydenccy prawnicy już od tygodnia przygotowują prawną argumentację mającą udowodnić, że Trump może wykorzystać armię do postawienia zapory. Partia Demokratyczna już deklaruje sprzeciw. Jak powiedział deputowany Adam Schieff, szef izbowej komisji ds. służb specjalnych, jeśli prerogatywy prezydenckie nie pozwalały na ominięcie Kongresu w dużo bardziej krytycznych dla kraju momentach, nie pozwalają na to i teraz, za przykład podał m.in. zablokowanie przez parlament nacjonalizacji przemysłu stalowego przez Harry’ego Trumana w czasie II wojny światowej.

Kto zapłaci za mur

Trump z kolei szukać poparcia dla swojego projektu pojechał na granicę. Dziś po południu odwiedził stację straży granicznej w McAllen w Teksasie. Razem z nim polecieli m.in. zięć Jared Kushner i sekretarz ds. bezpieczeństwa wewnętrznego Kirstjen Nielsen. W czasie krótkiej dyskusji na temat sytuacji na granicy prezydent zapowiedział nie tylko, że z muru nie zrezygnuje, ale również, że – wbrew krytyce demokratów – za budowę zapory zapłaci Meksyk. Dodał, że nie będzie to zapłata bezpośrednia, a jedynie koszty poniesione w wyniku zawarcia nowego porozumienia o wolnym handlu między trzema krajami Ameryki Północnej. Nie wyjaśnił związku między tymi dwoma projektami. Porównał natomiast mur do koła, stwierdzając, że „oba wynalazki są średniowieczne w swej naturze, a wciąż działają”.

Tymczasem zawieszenie prac instytucji rządowych przeciąga się, a w Partii Republikańskiej pojawiają się pierwsze wyłomy i głosy niezadowolenia. Za częściowym wznowieniem funkcjonowania rządu i wyłączeniem dyskusji o murze z zalegającej w Senacie ustawy opowiedzieli się m.in. senator Lisa Murkowski z Alaski i Susan Collins z Maine. Jeśli Trump straci jednogłośne poparcie we własnej partii, może być zmuszony do odwrotu. Demokraci nie ruszą się ani centymetr, więc wszystko znów zależeć będzie od Białego Domu.

Czytaj także: Migranci cierpią i bez muru Trumpa

Reklama

Czytaj także

Ja My Oni

Czy internet pomaga w zakochaniu się i utrzymaniu związku?

Czy sieć ułatwia ludziom miłość?

Aleksandra Żelazińska
09.02.2016
Reklama