Świat

Skazane na mężczyzn

EMIRATY: Ucieczki księżniczek

Emir Dubaju Muhammad ibn Raszid al-Maktum ze swoją żoną Hają, jeszcze jako zgodne małżeństwo, podczas wyścigu Pucharu Świata w Dubaju w 2016 r. Emir Dubaju Muhammad ibn Raszid al-Maktum ze swoją żoną Hają, jeszcze jako zgodne małżeństwo, podczas wyścigu Pucharu Świata w Dubaju w 2016 r. Ali Haider/EPA / PAP
Ucieczka żony emira Dubaju, a wcześniej ucieczka jego córki, ukazuje tragiczny los kobiet w tym naftowym raju.
Księżniczka LatifaArchiwum Księżniczka Latifa
Dina Ali LaslumArchiwum Dina Ali Laslum

Jej głowa zbliżała się już do wody za burtą jachtu. – Przystawili mi pistolety. Powiedzieli, bym zaczerpnęła ostatni oddech, bo za chwilę przestrzelą mi mózg – mówi Tiina Jauhiainen, 42-letnia Finka, najbliższa przyjaciółka księżniczki Latify, której w lutym 2018 r. pomogła uciec z Dubaju.

To było późnym wieczorem ósmego dnia podróży, na pokładzie jachtu u wybrzeży indyjskiego Goa. Na pokładzie – prócz Tiiny – byli jeszcze trzej Filipińczycy oraz emerytowany oficer francuskiego wywiadu Hervé Jaubert, który sam kilka lat wcześniej w przebraniu kobiety uciekł z Dubaju. Abordażu dokonała indyjska straż przybrzeżna i emiraccy komandosi, którzy zabrali księżniczkę Latifę i odlecieli z nią do Dubaju. Słuch po księżniczce zaginął na wiele miesięcy. Tiina i kapitan trafili do tajnego więzienia w Dubaju.

Emir Dubaju i ojciec Latify, Muhammad ibn Raszid al-Maktum, ma dziś na głowie nowy kryzys wizerunkowy. Z końcem czerwca zniknęła mu szósta żona, 45-letnia księżna Haja, przyrodnia siostra króla Jordanii. Według brytyjskich bulwarówek schroniła się nieopodal Pałacu Kensington, w swojej wartej 85 mln funtów posiadłości, wraz z 11-letnią córką i 7-letnim synem oraz 31 mln funtów w gotówce. Sama księżna publicznie nie zabrała jeszcze głosu i zapewne tego nie zrobi do czasu rozprawy sądowej w sprawie opieki nad dziećmi, która ma odbyć się na wniosek jej męża pod koniec lipca w Londynie.

Haja wiele lat spędziła w Wielkiej Brytanii, studiowała na Oksfordzie, była członkinią jordańskiego teamu olimpijskiego jazdy konnej, jako pierwsza Jordanka uzyskała prawo jazdy na ciężarówki. Przez wiele lat udzielała się charytatywnie, była m.in. Ambasadorką Dobrej Woli ONZ. Starszy od niej o niemal ćwierć wieku mąż wydawał się jej idealną partią – również zapalony fan jeździectwa, po studiach w Wielkiej Brytanii, a przy tym pochodzący z emirackiej rodziny panującej, z majątkiem wycenianym na 4 mld dol.

Władze Dubaju nie zajęły dotąd stanowiska w sprawie Haji. Za to na Instagramie emir podzielił się własnym wierszem: „Nie ma dla ciebie miejsca przy mnie. Idź do tego, z kim jesteś zajęta! Niech to będzie dla ciebie dobre. Nie obchodzi mnie, czy jesteś żywa, czy martwa”.

Nieoficjalnie emir wykorzystuje jednak kanały dyplomatyczne, by „rozwiązać” problem z Hają tak jak wcześniej z Latifą. Magia nazwiska, pieniędzy i kontraktów działa – trudno bowiem logicznie wyjaśnić, czym kierowały się indyjskie władze, pomagając emirowi w odbiciu księżniczki. Nie jest za to tajemnicą, że oba kraje łączą świetne relacje, zarówno wywiadowcze, jak i handlowe – w Emiratach mieszka 2,5 mln imigrantów zarobkowych z Indii.

Władze emiratu miały również naciskać na Niemcy, dokąd pierwotnie udała się Haja, by nie udzielono jej tam azylu. Wywierają również presję na jordańską rodzinę żony, by nakłoniła ją do powrotu. Sprawą na Wyspach zajmie się sąd, przed którym Haję broni prawniczka rozwodowa księcia Karola.

Zobacz, co sobie zrobiłaś

Emir walczy o ochronę swojej reputacji, jako człowieka, który w znacznym stopniu przyczynił się do zawrotnego rozwoju Dubaju w ostatnich latach. Za zewnętrznymi pozorami nowoczesności, nieco większą swobodą obyczajową niż w innych krajach Zatoki (kobiety nie muszą zakrywać włosów chustą), wciąż obowiązuje tu surowy system podporządkowujący kobietę męskiemu opiekunowi – bez jego zgody nie może studiować, pracować, wyjść za mąż czy podróżować. W tym systemie tkwią i księżniczki, i zwykłe kobiety.

Do tego dochodzi brak skutecznych instytucji, działających na rzecz praw kobiet, kary za wszelkie przejawy krytyki wobec władz, fizyczna inwigilacja za pomocą systemu kamer i kontroli telefonów komórkowych. I w końcu kontrolowane przez emira media, w których na próżno szukać informacji, co tak naprawdę dzieje się za bramami pałaców.

Księżniczka Latifa mieszkała w jednym z dubajskich pałaców z matką pochodzącą z Algierii, jedną z żon emira Dubaju, i dwiema siostrami. Ogrody, basen, pokoje do masażu, około 100-osobowa służba i nieograniczony dostęp do gotówki. Nikt by nie wiedział, jak wyglądało jej życie, gdyby ucieczka się powiodła. „Jeśli oglądacie to nagranie, to znaczy, że jestem martwa albo w kiepskiej sytuacji” – mówi księżniczka Latifa w 40-minutowym filmie, który miał być jej polisą ubezpieczeniową, na wypadek gdyby nie udało się jej dotrzeć do Indii, a stamtąd do Miami, gdzie czekali na nią adwokaci.

Radha Stirling opublikowała nagranie w sieci kilka dni po aresztowaniu księżniczki. – W czasie ataku byłam z nią cały czas w kontakcie, powiadamiałam policję, FBI, ONZ, media. Przez kilka dni nawet największe redakcje bały się tknąć tej sprawy, bo przecież chodziło o samego emira – mówi Stirling, założycielka i dyrektor kampanii Detained in Dubai (Uwięzieni w Dubaju), dzięki której ONZ wszczęło śledztwo w sprawie Latify.

Na nagranym tydzień przed ucieczką z Dubaju filmie księżniczka opowiada o rodzinie i powodach takiej decyzji. „Nie mogę mieć przy sobie paszportu, obowiązuje mnie godzina policyjna, kierowcy wysyłają ojcu raporty, dokąd jeżdżę, nie mogę podróżować ani studiować” – wylicza. Te ograniczenia są codziennością większości tamtejszych kobiet.

W 2000 r. jej starsza siostra Szamsa uciekła z posiadłości w brytyjskim Surrey, gdzie wraz z rodziną spędzała wakacje. Dwa miesiące później została wciągnięta do samochodu na ulicy w Cambridge, a następnie prywatnym odrzutowcem przewieziona do Dubaju i zamknięta w tajnym więzieniu.

Pierwszą własną próbę ucieczki Latifa podjęła w wieku 16 lat. Złapano ją na granicy z Omanem, kolejne trzy lata i cztery miesiące miała spędzić w więzieniu. Była torturowana, przetrzymywana w pomieszczeniu bez okien, często bez światła, dostępu do ubrań, śpiąc na cienkim, poplamionym krwią materacu. „Na kilka tygodni przed wyjściem dostałam szczoteczkę do zębów” – mówi. Twierdzi również, że jej ojciec wydał strażnikom rozkaz, by „bili, aż ją zabiją”. Oskarża również ojca o zlecanie zabójstw. „Ten wizerunek obrońcy praw człowieka to ściema” – uważa Latifa.

W połowie pobytu w areszcie Latifa dostała tygodniową przepustkę. Pojechała do domu, ale nie dostała tam wsparcia: „Zobacz, co sobie zrobiłaś” – miała powiedzieć do niej matka. W tym czasie przeszła załamanie nerwowe, trafiła do szpitala psychiatrycznego, a stamtąd znów do aresztu. – Latifa nie mogła liczyć na matkę, która ponoć co miesiąc dostaje z biura emira ogromną sumę pieniędzy i w związku z tym jest mu posłuszna. Samego ojca widziała zaledwie kilka razy w życiu, w dzieciństwie – opowiada Tiina.

Trudne relacje z matką ciągną się za Latifą, odkąd pamięta. Przez pierwsze 11 lat swojego życia wychowywała się w domu ciotki, gdzie oddała ją matka. Do swojego domu Latifa wróciła dopiero, gdy odkryła rodzinny sekret.

Ucieczka z Dubaju

Księżniczka jest jednym z ponad 30 dzieci emira, urodzonych z sześciu związków. Z Tiiną poznały się, gdy Latifa chciała wziąć u niej prywatne lekcje capoeiry. Z czasem bardzo się zaprzyjaźniły, wspólnie trenowały powietrzne skoki ze swobodnym spadaniem. To właśnie Tiina wywiozła księżniczkę samochodem do Omanu, skąd na pontonie wypłynęły na wody międzynarodowe, gdzie czekał na nie Jaubert – za swoją usługę zainkasował 350 tys. euro.

Przez wiele miesięcy organizacje międzynarodowe nie miały o Latifie żadnych informacji. W grudniu zeszłego roku – w związku z emisją przez BBC filmu na temat ucieczki – pałac emira oświadczył tylko, że to „sprawa rodzinna”, a sama księżniczka jest pod troskliwą opieką rodziny. Jaubertowi zarzucono, że domagał się za jej powrót do Emiratów 100 mln dol. okupu. – Nie było takiego żądania. Faktycznie, chciał zarobić na tym pieniądze, ale nie w ten sposób – twierdzi Tiina.

ONZ coraz głośniej domagała się „dowodu życia” Latify. Z końcem grudnia opublikowano pierwsze od miesięcy zdjęcia księżniczki w towarzystwie Mary Robinson, byłej wysokiej komisarz ds. uchodźców, która odwiedziła Dubaj na prośbę swojej przyjaciółki… księżnej Haji. Wizyta Robinson wywołała oburzenie organizacji praw człowieka, które zarzuciły jej, że dała się wykorzystać emirowi i pomaga mu wybielić wizerunek. Sama Robinson poinformowała, że Latifa jest pod opieką psychiatryczną, żałuje, że nagrała to słynne wideo.

W Emiratach nie ma szans, by kobieta – nawet jeśli jest księżniczką – skutecznie domagała się swoich praw w sądzie. Rację zawsze ma mężczyzna, a wszystkie instytucje państwa podporządkowane są jednemu z nich: emirowi Raszidowi. Kobiety są tłamszone na wiele sposobów – nie tylko poprzez presję ekonomiczną czy psychiczną, ale często fizycznie.

Kilka miesięcy temu głośno było o więzionej we własnym domu Hind al-Baluki – po tym jak poprosiła o rozwód. Rodzina miała grozić jej śmiercią. Kobiecie udało się uciec przez otwarte okno w łazience i przedostać do Macedonii – pod naciskiem ze strony Emiratów jej prośba o azyl została jednak odrzucona. Obecnie mieszka w Niemczech, czeka na azyl. Szanse na to, że uda jej się ściągnąć dzieci, są znikome.

W Emiratach, podobnie zresztą jak w innych krajach Zatoki, uzyskanie rozwodu na wniosek kobiety jest niezwykle trudne. W przypadku mężczyzn jest on udzielany niemal automatycznie. Również w sprawach o gwałt to kobieta często oskarżana jest o seks pozamałżeński. Kluczowa jest tu instytucja męskiego opiekuna, która choć nie jest regulowana prawnie – tak jak w Arabii Saudyjskiej – to jest powszechnie przyjętym zwyczajem. – Prawo napisali mężczyźni i tylko im służy, kobiety nawet nie wiedzą, że je mają i że powinny je mieć – twierdzi polityczna uchodźczyni z Iranu Halaleh Taheri, założycielka organizacji pomagającej kobietom uciekającym z Bliskiego Wschodu przed prześladowaniem i przemocą domową.

Głodne księżniczki

W Arabii Saudyjskiej jest to jeszcze bardziej skomplikowane. Mężczyźni często ustnie decydują o rozwodzie, zostawiając kobiecie dowiedzenie przed sądem, że do niego doszło. Jeśli kobiecie uda się wyjechać z kraju, w zasadzie nie ma już do niego powrotu. Gorzej, jeśli podczas próby ucieczki zostanie zatrzymana, jak 24-letnia Saudyjka Dina Ali Laslum, uciekająca przed zaaranżowanym małżeństwem. W 2017 r. odłączyła się od rodziny w Kuwejcie, dotarła do Manili, gdzie dopadło ją dwóch członków rodziny i siłą zabrało do kraju.

Władze Filipin odcięły się od sprawy, używając magicznej formułki, że to „sprawa rodzinna”. Od tego czasu słuch po kobiecie zaginął. – Takiej osobie grozi więzienie i zarzuty karne za sprzeniewierzenie się woli rodziny, nieposłuszeństwo. Kiedy trafia do więzienia, może być z niego zwolniona dopiero wówczas, gdy po odbyciu kary zgłosi się po nią męski opiekun. W przeciwnym wypadku zostaje w nim bezterminowo – tłumaczy Ahmed Benchemsi z Human Rights Watch.

Pięć lat temu szerokim echem odbiło się wideo opublikowane przez Sahar i Dżawahir, dwie córki ówczesnego króla Arabii Saudyjskiej Abdullaha. Twierdziły, że od 13 lat ojciec więzi je i głodzi: „Złota klatka jest złota tylko z zewnątrz. Nie czujemy, że żyjemy w pałacu”. Dwie pozostałe córki miały być również więzione, ale w innym domu na terenie tej samej posiadłości w Dżeddzie. „Mówienie, że to tylko sprawa rodzinna, to bzdura. To zbrodnia popełniana na oczach świata” – mówiły. Król miał zapowiedzieć księżniczkom, że nawet po jego śmierci nadal będą więzione, tyle że przez braci.

Król zmarł w 2015 r. i od tego czasu nie pojawiła się żadna nowa informacja na temat dalszych losów Sahar i Dżawahir. Matka, która protestowała przed saudyjską ambasadą w Londynie, też nie udziela się już publicznie. Kobiety miały popaść w niełaskę ojca zbyt swobodnym stylem życia lub w związku z rozwodem z ich matką. Król poślubił ją, gdy ta miała 14 lub 15 lat, on 48. W saudyjskim prawie nie ma tu limitu wieku.

To oczywiście nie pierwsza tragiczna historia z otoczenia saudyjskiej rodziny królewskiej. W 1977 r. w parku w Dżeddzie doszło do egzekucji 19-letniej księżniczki Miszal, wnuczki brata ówczesnego króla. Zakochała się w siostrzeńcu saudyjskiego dyplomaty w Libanie, a kiedy wyszło na jaw, że para potajemnie się spotyka, oskarżono ją o cudzołóstwo. Rodzina zaoferowała jej łaskę, pod warunkiem że nigdy nie spotka się z ukochanym. Księżniczka odmówiła. Mężczyznę zmuszono do oglądania egzekucji dziewczyny, a potem również jemu ścięto głowę.

Więcej szczęścia miała 18-letnia Rahaf al-Kunun, córka lokalnego urzędnika, która na początku tego roku odłączyła się od rodziny na wakacjach w Kuwejcie. Poleciała do Bangkoku, skąd miała trafić do Australii i poprosić o azyl. Zatrzymano ją na lotnisku w Tajlandii pod pozorem braku wizy. Zabarykadowała się w hotelu, skąd zaczęła pisać na Twitterze, twierdząc, że grozi jej śmierć z rąk rodziny. Ostatecznie, po interwencji ONZ, Rahaf otrzymała gwarancję azylu w Kanadzie, gdzie obecnie mieszka.

Przemoc domowa w Arabii Saudyjskiej od 2013 r. teoretycznie podlega karze. W praktyce pozostaje bezkarna – kobiety nie są w stanie zgłosić jej na policji czy w sądzie, gdzie każde działanie prawne wymaga zgody męskiego opiekuna, często jednocześnie ich kata. Biedne uciekają przed nędzą i głodem, dla bogatych liczy się wolność. Część akceptuje złote pałace, służbę i miliony na koncie. Część nie, i to właśnie te niegodzące się na złote klatki księżniczki mogą zmienić życie wielu kobiet, zwłaszcza z klasy średniej, które marzą o tym samym: żeby mieć prawo decydować o sobie.

Polityka 29.2019 (3219) z dnia 16.07.2019; Świat; s. 53
Oryginalny tytuł tekstu: "Skazane na mężczyzn"
Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Ja My Oni

Jak komunikować swoje potrzeby

Jak wyrazić swoje potrzeby, aby inni je uwzględniali.

Anna Dąbrowska, Anna Dobrowolska
06.02.2018
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną