Świat

Polemika. Czy publicysta prounijny jest wystarczająco prounijny

Prezydent Rosji Władimir Putin Prezydent Rosji Władimir Putin Russian Presidential Executive Office / Wikipedia
Celem rosyjskiej dezinformacji nie jest walka ze szczepionkami czy też przekonywanie Europejczyków, że w UE jest za mało respiratorów. To wszystko są tylko metody. Celem jest rozbicie Unii Europejskiej.

Z zaskoczeniem przeczytałem tekst Wojciecha Przybylskiego oraz Michała Szkaradka z Visegrad Insight opublikowany 24 kwietnia na stronie internetowej tygodnika „Polityka”. W tekście tym jestem co prawda nazwany „wytrawnym analitykiem”, ale równocześnie z tekstu wynika, że dałem się nabrać na rosyjską kampanię dezinformacji uprawianą przy okazji pandemii koronawirusa.

Nie wpadłem w rosyjskie sidła

Jest to o tyle zaskakujące, że rzekomym dowodem na powyższe ma być fragment mojego tekstu opublikowanego w Onecie, a konkretnie następujące, odnoszące się do pomocy udzielonej przez Rosję Włochom, słowa: „Działania Rosji, przy równoczesnym blokowaniu transportów przez Niemcy i Czechy oraz braku pomocy ze strony np. USA, które mają we Włoszech szereg baz wojskowych w tym ogromną bazę lotniczą w Aviano, są potężnym ciosem w wiarygodność struktur zachodnich, w tym UE i NATO. Rosja, która sama zmaga się z epidemią koronawirusa, nie rezygnuje z prowadzenia polityki. Nie po raz pierwszy jest przy tym bardzo skuteczna”. W ocenie Przybylskiego i Szkaradka słowa te mają dowodzić, że jestem niczym pudło rezonansowe rosyjskiej propagandy.

Problem polega na tym, że dokładnie po zacytowanym przez obydwu panów fragmencie napisałem: „To, że UE nie ma zbyt wielu kompetencji w zakresie ochrony zdrowia i że wbrew opiniom wielu polityków Unia wiele robi np. w zakresie wsparcia finansowego, nie ma przy tym żadnego znaczenia – propagandowo Rosja odnosi ogromne zwycięstwo nad Zachodem”. Powyższe zdanie całkowicie dezawuuje tezę, jakobym wpadł w rosyjskie sidła dezinformacji. W moim tekście Unii Europejskiej broniłem, a nie ją atakowałem. By zrozumieć moje stanowisko, nie była konieczna znajomość całokształtu mojej, uchodzącej raczej za antyrosyjską, publicystyki. Wystarczyło przeczytać uważnie tekst w Onecie, który rozprawiał się z demagogicznie antyeuropejską rosyjską narracją. Ze zdziwieniem odnotowuję, że autorzy postanowili zacytować jedno wyrwane z kontekstu zdanie.

Informacje o unijnej pomocy były dostępne później

Moje zdziwienie na tym się jednak nie kończy. Autorzy tekstu zapędzili się dalej i stwierdzają: „W sprzeczności z komentarzem Jurasza stoją fakty. Jak wskazuje Komisja Europejska, pomoc z państw Unii płynąca do Włoch to m.in. milion masek i 20 tys. kombinezonów ochronnych z Francji, 7 ton środków ochronnych i 300 respiratorów z Niemiec, 1,5 mln masek z Austrii...”.

Problem polega na tym, że autorzy, wymieniając pomoc udzieloną przez Unię Europejską, przepisali informacje dostępne obecnie na stronie internetowej Komisji Europejskiej, ale najwyraźniej nie sprawdzili, kiedy zostały tam umieszczone i kiedy ww. pomoc została do Włoch dostarczona. Informacja o 7 tonach środków ochronnych i 300 respiratorach została tymczasem podana do wiadomości publicznej przez szefa niemieckiej dyplomacji w telewizji ZDF i pojawiła się na stronie internetowej ZDF 23 marca, tj. dzień po publikacji mojego tekstu.

O dostarczeniu półtora miliona masek z Austrii Komisja Europejska poinformowała na Twitterze 30 marca (vide link), to jest osiem dni po publikacji mojego tekstu. Pomijając już fakt, że informacje te trudno było znaleźć w internecie, co jest skądinąd kolejnym przyczynkiem do tego, dlaczego Rosja propagandowo wygrywa, to jednak dziwne jest, że „w sprzeczności z komentarzem Jurasza” są fakty, które nastąpiły (albo które w każdym razie podano do publicznej wiadomości) po publikacji mojego tekstu.

Von der Leyen też eurosceptyczna?

Obydwaj panowie wydają się do grona eurosceptyków zaliczać nawet przewodniczącą Komisji Europejskiej Ursulę von der Leyen. Wspominając o jej przeprosinach pod adresem Włoch za zbyt ograniczoną (w marcu) pomoc, wydają się owe – wygłoszone w Parlamencie Europejskim – przeprosiny traktować jako niepotrzebne, skoro jednym tchem wymieniają słowa pani von der Leyen z brzmiącymi w istocie eurosceptycznie słowami posłów PiS.

Pomijając już to, że Ursula von der Leyen Włochy przepraszała nie tylko w Parlamencie Europejskim w połowie kwietnia, ale również i wcześniej – 2 kwietnia na łamach dziennika „La Repubblica” – należałoby zadać autorom pytanie, czy nie przesadzają przypadkiem w euroentuzjazmie, skoro nie tylko mój broniący Unię Europejską tekst w przedziwny sposób odczytali jako krytyczny wobec Unii, ale nawet wypowiedzi przewodniczącej Komisji Europejskiej umieścili w akapicie o eurosceptycznych czy też wprost antyunijnych wypowiedziach. Śmiem twierdzić, że dla dobra unijnego projektu lepiej byłoby mówić o przeprosinach Ursuli von der Leyen jako o dowodzie na to, że Unia potrafi przyznać się do błędów, a nie z przeprosin tych sobie dworować.

Rosyjska polityka to gra półcieni

Znam i cenię Wojciecha Przybylskiego jako eksperta zajmującego się Unią Europejską. Z pewnym zaskoczeniem rozpocząłem lekturę jego tekstu poświęconego rosyjskiej polityce, którą ja z kolei zajmuję się od lat. Polityka rosyjska jest grą półcieni. W jej opisie konieczne jest trafne odczytywanie tego, co jest celem, a co metodą. Konieczna jest też daleko idąca precyzja. Precyzji w omawianym tekście zabrakło. Odróżniania metody od celu – w mojej opinii – również.

Celem rosyjskiej dezinformacji nie jest tymczasem walka ze szczepionkami czy też – jak ma to miejsce obecnie – przekonywanie Europejczyków, że w UE jest za mało respiratorów, a KE działa za wolno. To wszystko są tylko metody. Celem jest rozbicie Unii Europejskiej. Aby powyższe było możliwe, obok eurosceptyków muszą jednak istnieć bezkrytyczni zwolennicy Unii, a każda demagogiczna i kłamliwa antyunijna kampania zderzać się musi z równie demagogiczną i optymalnie całkowicie bezkrytyczną, niedopuszczającą głosów innych niż entuzjastyczne postawą prounijną. Dla Rosji optymalna jest sytuacja, w której publicysta prounijny z zaskoczeniem przeczyta, że nie będąc dostatecznie prounijny, tak naprawdę jest antyunijny i równie głęboko eurosceptyczny jak przewodnicząca Komisji Europejskiej.

Tytuł i śródtytuły pochodzą od redakcji

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Kultura

Kawiarnia literacka: Jerzy Pilch, Kinga Strzelecka

Polska to nie jest kraj, w którym wypada mówić, że 500 plus nie należy się wszystkim.

Jerzy Pilch, Kinga Strzelecka
26.05.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną