Świat

Wrzutki i karuzela. Jak się w Rosji fałszuje wybory

Referendum konstytucyjne w Rosji Referendum konstytucyjne w Rosji Evgenia Novozhenina / Reuters / Forum
Wybory nie staną się uczciwe same z siebie – mówi Stanisław Andriejczuk, kierownik stowarzyszenia Gołos, zajmującego się monitorowaniem wyborów w Rosji.

WIKTORIA BIELIASZYN: – Czy potrafi pan wskazać moment, w którym władza zaczęła pozwalać sobie na więcej, a fałszowanie wyborów stało się czymś oczywistym i powszechnym?
STANISŁAW ANDRIEJCZUK: – Gołos działa od 2000 r., więc mogę się odnosić do ostatnich 20 lat. Ten moment był właściwie całym procesem i miał miejsce w latach 2004–07. Trzeba wziąć pod uwagę, że w różnych regionach sytuacja wyglądała – i wygląda do dzisiaj – niejednakowo. Tam, gdzie można mówić o Rosji europejskiej, społeczeństwie obywatelskim i niezależnych mediach, fałszowanie wyborów przez władzę wymaga więcej sprytu i wysiłku. Ale są miejsca, w których to prostsze – m.in. ze względu na ich charakter, kulturę, wolniejszy postęp. Czynników jest wiele. Weźmy dwa sąsiadujące obwody: kemerowski i nowosybirski. Mimo że są tak blisko, to dwa różne światy. W przypadku referendum w sprawie poprawek do konstytucji wiele regionów chyba walczy o pozycję lidera pod względem liczby sfałszowanych głosów.

Analitycy są w stanie wykazać, że wybory zostały sfałszowane. Czy hipotetycznie można je unieważnić?
Nawet gdyby sądy były niezależne od władzy, nie dałoby się unieważnić wyników wyborów. Przepisy nie przewidują takiej możliwości. Nie ma podmiotu, który mógłby zgłosić popełnienie przestępstwa i zwrócić się do sądu.

Jakie są najpopularniejsze metody fałszowania rosyjskich wyborów?
Jest ich sporo i są raczej stałe. Tzw. wrzuty, czyli dorzucanie do urn serii wypełnionych przez pracowników komisji kart wyborczych, fałszowanie głosów obywateli, przepisywanie protokołów, „wycieczkowe” głosowanie, zwane także karuzelą, polegające na wnoszeniu do lokalu wyborczego zapełnionych kart, a wynoszeniu otrzymywanych od komisji. I po prostu zakłamywanie wyników. Ale to tylko jeden problem. Tak samo ważny jest brak równych praw kandydatów w kampanii, przymuszanie do głosowania na konkretną osobę np. przez pracodawcę.

Z jakimi problemami spotykają się niezależni obserwatorzy wyborów?
Trudno było obserwować np. przebieg ostatniego referendum. Właściwie graniczyło to z cudem, bo można się było zarejestrować tylko przez izby obywatelskie, organy powołane przez władze państwowe i całkowicie jej podporządkowane. Prócz tego dyskredytowano naszą rolę w sposób bezprecedensowy. Nagrywano filmiki, transmitowane potem przez wszystkie federalne kanały. Nawet pierwszy kanał wyemitował kilka nieprawdziwych materiałów na temat Gołosu.

Czytaj też: Przyszło nam tu żyć. Ciemne strony Rosji

Podobno wiele osób po dotarciu do lokalu wyborczego dowiadywało się, że już zagłosowało. Jak to możliwe? Co w takich sytuacjach mogą zrobić Rosjanie?
Mowa o dwóch przypadkach. Po pierwsze, wyborca kwitując odbiór karty wyborczej, udał się do złego okienka. Po drugie, w imieniu konkretnego człowieka oddano głos bez jego wiedzy. Pierwsza sytuacja to rzadkość, pojedyncze zdarzenia, ale ich masowy charakter każe sądzić, że mamy do czynienia z fałszowaniem wyborów. Teoretycznie, gdy wyborca dowie się, że rzekomo już oddał głos, powinien zgłosić sprawę na policję i do Komitetu Śledczego. W praktyce nie ma właściwie żadnych szans na rzetelne śledztwo. A nawet jeśli ktoś to śledztwo przeprowadzi i winny zostanie znaleziony, to nic mu nie grozi. Do takich wniosków dochodzę po latach obserwacji praktyk sądowych.

W jaki sposób przedstawiane przez was dowody fałszowania wyborów wpływają na obywateli i władze?
Nie dowody mają znaczenie, ale społeczeństwo. Wybory nie staną się uczciwe same z siebie, to obywatele mają wpływ. Tam, gdzie rosyjskie władze zderzyły się z rzeczywistym sprzeciwem, wybory odbywają się o wiele uczciwiej niż w regionach, gdzie obywatele boją się albo nie chcą sprzeciwić. Na wypracowanie takiego buntu potrzeba często lat. Ale cały czas widzimy, że nawet, wydawałoby się, najbardziej uległe wobec władzy i obojętne regiony pod wpływem upartych, odpowiedzialnych obserwatorów zaczynają iść w dobrym kierunku. Zaskoczył nas Kazań, stolica Tatarstanu. Dzięki grupie obserwatorów w regionie, który pomagał władzy „rysować” wyniki, zmniejszyła się skala fałszerstw.

Stowarzyszenie Gołos trafiło na listę agentów zagranicznych. Później z niej zniknęło. Dlaczego?
W latach 2011–12 przypadków fałszerstw było mnóstwo i odbywały się protesty. Władze wprowadziły więc przepis o „agentach zagranicznych”, który miał utrudnić niezależnym organizacjom jakąkolwiek demokratyczną działalność. Gołos trafił na listę jako jedna z pierwszych takich instytucji. Oficjalnie dlatego, że otrzymał nagrodę od Komitetu Helsińskiego w wysokości ok. 7 tys. euro. Choć Gołos odmówił przyjęcia tych środków, rosyjskie władze uznały to za dowód „finansowania z zagranicy”. Musieliśmy zlikwidować stowarzyszenie i założyć ruch bez osobowości prawnej, a co za tym idzie – bez kont i własnych pieniędzy. Funkcjonujemy wyłącznie dzięki darowiznom.

Czytaj też: Ołeh Sencow o tym, jak reżim dusi Ukraińców i Rosjan

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Społeczeństwo

Rozmowa z lesbijkami, szczęśliwymi małżonkami

Gdy słyszę, że ktoś krzyczy za mną lesba, wzruszam ramionami i idę dalej. A nawet gdybym miała zareagować, powiedziałabym: tak, lesba, i co z tego? – rozmowa z Małgorzatą Rawińską i Ewą Tomaszewicz.

Joanna Cieśla
12.06.2018
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną