Rysa na monolicie. Vance dystansuje się od Trumpa i wojny z Iranem. Może za to zapłacić
Amerykański wiceprezydent J.D. Vance sceptycznie zapatruje się na wojnę z Iranem i najpewniej radzi Donaldowi Trumpowi, by jak najszybciej ją zakończył. Wyraźna rysa na pozornym monolicie, jakim jest administracja USA, może się powiększać, jeśli zbrojny konflikt z reżimem w Teheranie będzie się przedłużał. We wtorek doszło do pierwszej demonstracyjnej rezygnacji w ekipie Trumpa w proteście przeciw wojnie.
Vance, Trump, Iran
W ostatnich dniach pojawiło się wiele sygnałów dystansowania się J.D. Vance’a od triumfalistycznej narracji prezydenta i jego sekretarza wojny (dawniej: obrony) Pete’a Hegsetha, którzy codziennie ogłaszają, że kampania przebiega bez zarzutu, i zapowiadają, że USA będą bombardować Iran aż do zupełnego zniszczenia jego arsenałów.
Kiedy na konferencji prasowej zapytano go, jak ocenia przebieg wojny, Vance wykręcił się od odpowiedzi, mówiąc tylko, że prezydent naradza się w tej sprawie ze swym zespołem. Zasugerował, że media nie muszą dowiadywać się o wszystkim. W sieci jego komentarze na temat wojny ograniczają się do złożenia hołdu żołnierzom poległym w bazie USA w Kuwejcie i publikacji oświadczeń Białego Domu. A bliski Vance’owi „car ds. sztucznej inteligencji” w Białym Domu David Sacks powiedział, że powinno się „ogłosić zwycięstwo i wycofać” z Iranu.
Pytany o to w poniedziałek Vance, jak można było oczekiwać, zaprzeczył, jakoby dzieliły go z Trumpem różnice zdań na tle irańskiej kampanii. Bronił decyzji prezydenta o bombardowaniach i zapewniał, że „nie pozwoli, by kraj znalazł się w wieloletnim konflikcie bez widoku na jego zakończenie”, co zdarzało się w przeszłości, ponieważ „mieliśmy głupich prezydentów”. „Powinniśmy się modlić o sukces i bezpieczeństwo naszych wojsk”, dodał.
Sam Trump jednak przyznał, że różnią się w ocenie wojny z Iranem. A Vance powiedział niedawno na konferencji prasowej, że „jest mniej entuzjastyczny” i „filozoficznie inny” od niego w tej sprawie, chociaż podkreślił, że nadal „dobrze współpracują”.
Czytaj też: Irańska pułapka. Trump musi zdobyć jakieś trofeum, ale trudno dopatrzyć się tu strategii
„Niepotrzebne wojny” Ameryki
Vance jako senator republikański należał do grona zdecydowanych przeciwników „niepotrzebnych wojen”. Jako weteran wojny w Iraku, uznanej za jeden z największych strategicznych błędów Ameryki, kosztujący ją życie 4,4 tys. żołnierzy, popierał w 2024 r. ponowny wybór Trumpa na prezydenta m.in. dlatego, że obiecywał, że nie zacznie żadnych wojen nieuzasadnionych bliskim i bezpośrednim zagrożeniem USA. „Ma moje poparcie”, pisał o Trumpie w „Wall Street Journal”, „bo wiem, że lekkomyślnie nie wyśle Amerykanów do walk w obcych krajach”. Wielokrotnie też oświadczał, że jest przeciwny wojnie z Iranem, która „byłaby ogromnie kosztowna dla naszego kraju”.
Wiceprezydent Vance od początku należał do największych ideologów „America First”, izolacjonistycznego nurtu w obozie Trumpa, podobnie jak szefowa krajowego wywiadu Tulsi Gabbard, która również jest weteranką wojny w Iraku. Na przeciwnym biegunie znajduje się sekretarz stanu i doradca prezydenta ds. bezpieczeństwa narodowego Marco Rubio, Republikanin ze szkoły Ronalda Reagana, też były senator, przywiązany w tej roli do tradycyjnego pojęcia przywództwa USA na świecie, zwolennik „muskularnej” polityki zagranicznej i zamorskich interwencji w obronie globalnego ładu.
To przede wszystkim Rubio namówił Trumpa w styczniu do desantu w Caracas, porwania prezydenta Wenezueli Nicolasa Maduro. Również jego sugestie, oprócz nalegań izraelskiego premiera Beniamina Netanjahu, przekonały prawdopodobnie prezydenta do ryzykownej akcji bombardowań Iranu. W toku wojny trwającej już ponad dwa tygodnie siły amerykańskie i izraelskie zniszczyły większość irańskiego arsenału rakietowego i znaczną część militarnej infrastruktury.
Jednak zamknięcie przez Iran cieśniny Ormuz, przez którą przewożone jest 20 proc. światowych zasobów ropy naftowej, doprowadziło do zwyżki globalnych cen i w efekcie rosnących cen benzyny w USA. W połączeniu z mętnym tłumaczeniem przez Trumpa celów wojny powoduje to, że poparcie Amerykanów dla niej oscyluje wokół 40 proc. To najniższe społeczne poparcie dla militarnej interwencji USA za granicą od czasów drugiej wojny światowej. We wtorek w proteście przeciw wojnie podał się do dymisji jeden z najbliższych doradców Gabbard, szef Krajowego Centrum Antyterrorystycznego Joe Kent. Tłumacząc swą rezygnację, napisał w sieci, że do wojny doprowadził nacisk „antyizraelskiego lobby”.
Vance zapłaci?
Vance był w zeszłym roku uważany za najbardziej prawdopodobnego kandydata GOP w wyborach do Białego Domu w 2028 r. Sam Trump powiedział, że widzi w wiceprezydencie swego następcę. Wejście na wojenną ścieżkę skomplikowało jednak ewentualną drogę Vance’a do prezydentury. Zdystansował się od bombardowań Iranu prawdopodobnie dlatego, że pragnie być w zgodzie ze sceptycznymi nastrojami Amerykanów w tej kwestii i z niechęcią izolacjonistów z MAGA.
Jednocześnie notowania Vance’a w obozie Republikanów spadły, bo zdecydowana większość wyborców i polityków tej partii solidarnie popiera irańską eskapadę prezydenta. Od początku roku rosną natomiast słupki Rubio, który w wewnętrznych sondażach okazuje się dziś największym faworytem GOP do roli prezydenckiego kandydata w 2028 r.