Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Świat

Wybory na Węgrzech. Klęska Orbána, triumf TISZY. „Wyzwoliliśmy Węgry. Kto kradł, kto zdradził, odpowie za to”

Péter Magyar triumfuje po wyborach, 12 kwietnia 2026 r. Péter Magyar triumfuje po wyborach, 12 kwietnia 2026 r. Darko Bandic / Associated Press / East News
Viktor Orbán przyznał, że przegrał: „Dla nas te wyniki są bolesne i jednoznaczne. Będziemy w opozycji”. Opozycyjna TISZA ma ogromną szansę na większość konstytucyjną. Péter Magyar: „Dostaliśmy pełnomocnictwo historyczne. Razem wyzwoliliśmy Węgry, naszą ojczyznę. Ci, którzy byli filarami poprzedniego ustroju, muszą odejść z życia publicznego”.
Facebook
Péter Magyar, lider opozycyjnej TISZYFacebook Péter Magyar, lider opozycyjnej TISZY
Viktor Orbán już wie, że przegrał wybory. 12 kwietnia 2026 r.Bernadett Szabo/Forum Viktor Orbán już wie, że przegrał wybory. 12 kwietnia 2026 r.

Tylko z powodu frekwencji to już były wyjątkowe wybory. Węgrzy się zmobilizowali: do godz. 18:30 głosowało aż 77,8 proc. uprawnionych osób. Szacowano, że ostatecznie będzie to powyżej 80 proc., znacznie więcej niż cztery lata temu.

Orbán uznaje przegraną: Będziemy w opozycji

Premier Orbán jeszcze w niedzielę zagrzewał zwolenników Fideszu do głosowania: „Pokój i bezpieczeństwo Węgier mogą dziś zależeć nawet od jednego głosu. To decyzja, której jutro nie da się cofnąć. Dziś musimy obronić Węgry! Dziś żaden patriota nie może zostać w domu!”, napisał w mediach społecznościowych. Desperacja?

O godz. 19 zamknięto lokale wyborcze. Wtedy też pojawiły się kolejne sondaże przeprowadzane w ostatnich dniach przed wyborami, które tylko potwierdzały trend: dawały zwycięstwo opozycyjnej partii TISZA Pétera Magyara.

Na Węgrzech nie przeprowadza się badań exit poll. W parlamencie jest 199 miejsc, część rozdzielana jest z list krajowych, a część w głosowaniach w jednomandatowych okręgach wyborczych. Po godz. 21, po przeliczeniu prawie 98 proc. głosów, TISZA ma w mandatach zdecydowaną przewagę i większość konstytucyjną – 137. Fidesz-KDNP ma ich 55, a Mi Hazánk – 7.

Lider Fideszu wyszedł do swoich zwolenników po godz. 21 i powiedział: „Dla nas te wyniki są bolesne i jednoznaczne. Odpowiedzialność i możliwość rządzenia zostały nam zabrane. Pogratulowałem przeciwnikom, a wam dziękuję. Udało nam się zebrać ok. 2,5 mln głosów. Co oznaczają te wyniki dla kraju, tego jeszcze nie wiemy. Będziemy w opozycji, będziemy służyć narodowi i wzmacniać wspólnotę”.

Magyar: Wyzwoliliśmy Węgry

Po godz. 22:30 ulicami Budapesztu z flagą Węgier w ręku przeszedł w ogromnym tłumie zwolenników lider TISZY Péter Magyar. Z głośników płynęły dźwięki przeboju Franka Sinatry „My Way”. Scenę dla niego ustawiono nad Dunajem, ze wspaniałym budynkiem węgierskiego parlamentu w tle. „Zrobiliśmy to. Tisza i Węgry wygrały wybory, wspólnie zmieniliśmy ustrój Orbána, razem wyzwoliliśmy Węgry, naszą ojczyznę. Bez was nie byłoby tego sukcesu” – mówił Magyar.

Tłum skandował, a Magyar dodał: „Nasze zwycięstwo nie wzięło się z księżyca, widać to we wszystkich oknach, w małej wiosce i w dużym mieście. W historii demokratycznych Węgier żadna partia nie dostała tak dużo głosów, to ponad 3,3 mln ludzi. Dostaliśmy pełnomocnictwo historyczne, abyśmy mogli zbudować ludzką ojczyznę dla wszystkich Węgrów. Wszystko wskazuje na to, że uzyskamy większość konstytucyjną”.

Magyar dziękował rodzinie, wolontariuszom, kandydatom TISZY i wszystkim Węgrom, którzy wspierali zmianę. „Zrobiliśmy to wszystko, choć wiatr wiał nam w oczy, a partia państwowa skierowała wobec nas cały aparat, w tym służby specjalne. Wydali wielkie pieniądze na kłamstwa i to ich zgubiło. Miłość do ojczyzny wygrała z niegodziwością. Węgrzy dziś wydali wyrok, prawda zwyciężyła nad kłamstwem, nie zadaliście pytana, co ojczyzna zrobi dla was, ale pokazaliście, co wy możecie zrobić dla ojczyzny”.

I dalej: „Wiem, że głosowali na nas także ci, którzy kiedyś by o tym nie pomyśleli. Będziemy od jutra ciężko pracować, żeby na to zasłużyć. Dostaliśmy mandat, żeby uleczyć rany ukochanej ojczyzny. To będzie trudne, widzimy kłopoty, widzimy liczby. Widzimy, co zrobili poprzednicy z edukacją, ze służbą zdrowia. Zwracam się do odchodzącego premiera, aby od teraz tylko administrował, żeby nie psuł przyszłej pracy nowego rządu. Bo węgierski naród zagłosował za zmianą ustrojową. Ci, którzy byli filarami poprzedniego ustroju, muszą odejść z życia publicznego. Nawołuję do tego wszystkich klaunów, którzy wspierali tamten system. Niech odejdą, niech nie czekają, i tak ich odeślemy. Wasz system się kończy”.

Kto kradł, siał nienawiść, odpowie za to

Magyar zapowiedział powrót do Prokuratury Europejskiej, demokratycznych i praworządnych zasad i przywrócenie wszystkich instytucji, które to gwarantują. „Węgry znowu będą dobrym sojusznikiem w UE i NATO”, mówił, a tłum krzyczał: „Europa!”. Następnie dodał, że jego pierwsza podróż odbędzie się do Warszawy. Druga do Wiednia, a trzecia do Brukseli.

„Nadszedł czas, żeby naprawić błędy poprzedników. Zaprowadzimy porządek i osądzimy winnych. I jeszcze jedna sprawa: nie będziemy krajem, w którym nie ponosi się konsekwencji. Ci, którzy kradli, odpowiedzą za to. Ci, którzy nakręcili nienawiść, zdradzili kraj, odpowiedzą za to. Rząd TISZY odzyska ukradziony majątek państwa”, mówił przyszły węgierski premier.

Zwracał się i dziękował młodzieży i seniorom. Mówił też do zwolenników Fideszu: „Wiem, że czujecie zawód. Może nawet gniewacie się na nas. Ale obiecuję wam, że będę także waszym premierem, również was będę reprezentował. Ponad godzinę temu zadzwonił do mnie Orbán. Powiedziałem mu, że od teraz razem będziemy nosić na ramieniu odpowiedzialność, żeby znów zjednoczyć Węgry”.

Odchodzi europejski rozrabiaka

Viktor Orbán niepodzielnie od 16 lat rządził Węgrami i wkładał kij w szprychy europejskiej integracji. Bułgarski politolog Iwan Krystew z Europejskiej Rady Spraw Międzynarodowych (ECFR) mówi o nim, że jest „Fidelem Castro” nacjonalistycznej, populistycznej prawicy. Własnymi rękami stworzył model ustrojowy, który z czasem stał się wzorcem dla krajów znacznie potężniejszych.

Przez lata był w absolutnej awangardzie eurosceptycyzmu, centralizacji władzy, gwałcenia praw niezależnych mediów i społeczności akademickiej. Rządząc zaledwie 10-milionowym państwem, był w stanie paraliżować działania bloku gospodarczego z 50 razy większą populacją.

Wywodzi się z europejskich peryferii, ale jego ambicje – polityczne, intelektualne, wręcz cywilizacyjne – sięgały dużo dalej. Nie dał się zwasalizować populistom z większych krajów. Pod but nie wziął go ani Jarosław Kaczyński, ani Matteo Salvini, ani nawet, przynajmniej nie w całości, Donald Trump.

Orbán, dawniej student historii na Oxfordzie, stypendysta George’a Sorosa, ulubieniec głównego nurtu politycznego w tej części świata w latach 90., a potem naczelny unijny rozrabiaka chroniony przez mocodawców z Europejskiej Partii Ludowej – w tym Jeana Claude’a Junckera, Angelę Merkel i Donalda Tuska – przepisał spory kawałek najnowszej historii Europy.

Przez 16 lat sprywatyzował wszystko, co się dało, nawet jeśli nie dosłownie. Węgry są dziś niemal mafijne. Administracja publiczna jest upolityczniona, a współpracujący z nią sektor prywatny czerpie dywidendę z bliskich związków z rządem.

Przed wyborami właściwie wszyscy eksperci przestrzegali przed nadmiernym optymizmem, wskazując, że instytucje publiczne – sądy, prokuratura, rada budżetowa, trybunał konstytucyjny, regulatorzy mediów i sektor finansowy – obsadzili lojaliści Orbána. A to i tak nie oddaje w pełni kontroli, którą premier, jego rodzina i skupiona wokół niego klasa nowych oligarchów ma nad całym krajem.

Issac Stanley-Becker, reporter „The Atlantic”, pokusił się o stwierdzenie, że 16 lat rządów Fideszu doprowadziło do powstania na Węgrzech nowego typu jednostki społecznej: Homo Orbanicus.

To trawestacja słynnych teorii socjologicznych z czasów zimnej wojny o Homo Sovieticus – posłusznym, pragmatycznym, ale ideowo jałowym człowieku, który dostosowuje się do realiów życia w totalitaryzmie. Homo Orbanicus, pisze Stanley-Becker, to właśnie nowy węgierski oligarcha. Niekoniecznie zaangażowany, niemający wiele wspólnego z religią katolicką, może nawet zatrudniony w sektorze prywatnym. Doskonale jednak wie, że jego byt zależy od lojalności wobec reżimu, więc nie kwestionuje jego podstaw prawnych ani ideowych.

Może pracuje w jednej z firm budowlanych – prawie wszystkie należą do Lőrinca Mészárosa, bliskiego przyjaciela premiera. Może jest menedżerem w jednym z kilkunastu hoteli w Budapeszcie, które dziennikarze portali Direkt36 i Atlatszo zidentyfikowali jako należące do bliskich znajomych szefa rządu. Może pracuje na uczelni, której status prawny został zmieniony – stały się czymś na kształt publicznych wehikułów inwestycyjnych, zwolnionych z obowiązku deklarowania przychodów. A może pracuje dla MOL – giganta naftowego, którego akcje zostały rozdane konserwatywnym, bliskim Amerykanom i MAGA centrom analitycznym. Homo Orbanicus wie, że władza premiera nie kończy się na administracji.

Czytaj też: Orbán ukręcił na siebie bicz. W innym kraju Magyar wygraną miałby w kieszeni

Tak dzisiaj wyglądają Węgry

Bo oprócz tzw. głębokiego państwa funkcjonuje państwo równoległe. Firmy żyjące z kontraktów publicznych. Uniwersytety i think tanki zasilane potężnymi dotacjami. Na przykład budżet Kolegium Macieja Korwina (MCC), wspieranego przez Fidesz, z przedstawicielstwem w Brukseli, przekracza 6 mln euro. Jakby tego było mało, MOL w piątek przed wyborami zdecydował się przekazać MCC jednorazową bonifikatę w wysokości, bagatela, 65 mln euro.

Jak na think tank czy NGO są to pieniądze oszałamiające, a zarazem „złoty spadochron”. Kasa na czarną godzinę, żeby przetrwać w opozycji. A może nawet w innym kraju. Często, także w kontekście polskich uciekinierów z PiS, wskazuje się kierunek amerykański. Niektórzy spekulują, że i Gruzja byłaby akceptowalna – głównie dlatego, że można tam wjechać z dowodem osobistym, bez paszportu.

Tak dziś wyglądają Węgry – kraj znacznie uboższy, niż mógłby być. Czas się tutaj zatrzymał, a władza ukradła obywatelom 16 lat życia. Inwestycje zagraniczne, nawet pochodzące z krajów wrogich Zachodowi, jak Chiny i Rosja, są minimalne, nie przyniosły oczekiwanych korzyści. Pełna symbioza z USA Donalda Trumpa i MAGA nie dała nic poza sukcesami propagandowymi.

W praktyce, jak w rozmowie z „Polityką” twierdzi prof. Gabor Scheiring z Georgetown University, Węgrzy na przyjaźni Orbána z Trumpem nie zyskali nic. Amerykański prezydent napisał na TruthSocial w sobotę, że „uruchomi pełną potęgę” gospodarki USA, by wydźwignąć Węgry z kryzysu, ale mało kto w to wierzy. W kraju, w którym idąc do szpitala, trzeba zabierać ze sobą własny papier toaletowy, filmiki z Le Pen, Netanjahu czy Morawieckim nie przekładają się na entuzjazm milionów.

Przez te 16 lat Orbán udowodnił, że rzeczywiście jest wybitnym politykiem, wyszedł poza dominujące aksjomaty. Historyk prof. Timothy Garton Ash tłumaczył w piątek na Uniwersytecie Środkowoeuropejskim (CEU), że największym atutem węgierskiego premiera jest zdolność podczepiania się pod nową awangardę polityczną.

W latach 80. i 90. była to prounijna chadecja, potem centrowy konserwatyzm. Następnie populizm, z czasem doprawiony nacjonalistycznym sosem. W połowie ubiegłej dekady wyewoluował on w doktrynę „demokracji nieliberalnej”, a Orbán stał się tzw. obrońcą wartości rodzinnych i chrześcijańskiej tradycji. Wreszcie Węgry zaczęły aspirować do miana głównej bramy do Europy dla chińskich inwestycji. Zdaniem prof. Asha Orbán wierzy, że „nowoczesność nie należy już do Zachodu”, a model „rozwojowej autokracji”, wprowadzonej w jednopartyjnym państwie chińskim, wydaje mu się bardzo atrakcyjny.

Czytaj też: Ostatnia prosta przed wyborami. Nowy skandal: Fidesz inwigilował. Ale był bardzo nieostrożny

Viktor Orbán zagłosował w niedzielny poranek w Budapeszcie. 12 kwietnia 2026 r.ForumViktor Orbán zagłosował w niedzielny poranek w Budapeszcie. 12 kwietnia 2026 r.

Czym Magyar różni się od Orbána

W niedzielę ten rozdział historii na pewno zostanie zamknięty. Bez względu na to, kto ostatecznie wygra, Węgry nie mogą wciąż funkcjonować w ten sam sposób. Nikt już nie będzie tolerować wetowania i awanturnictwa na unijnym forum – zwłaszcza że Orbán grozi blokowaniem wieloletniej perspektywy budżetowej wspólnoty. Nawet jego sojusznicy, zwłaszcza z eurostrefy, jak Giorgia Meloni, zaczęliby naciskać, żeby jednak się nie usztywniał.

Ujawniony przez dziennikarzy na finiszu kampanii poddańczy stosunek Fideszu do Kremla też stanowi wielką skazę na wizerunku populistycznych Węgier. Jeśli Fidesz wygra, stłamsi ostatnie okruchy społeczeństwa obywatelskiego, wolnych mediów, instytucji współpracujących z podmiotami zagranicznymi. Stanie się Białorusią w Unii, która używa szantażu, a nie karabinu i pałki policyjnej. Jeśli zaś przegra, może zdestabilizować kraj na długo, bo Orbán już tworzy podwaliny dla ruchów, które zakwestionują wyniki głosowania.

Wiadomo, że 13 kwietnia Węgrzy obudzą się w nowej rzeczywistości. Wybiorą świat jeszcze brutalniejszy, jednowymiarowy, pozbawiony nadziei na zmianę albo walkę: każda płaszczyzna życia publicznego będzie polem bitwy. Nawet pod rządami TISZY nie nastanie liberalizm rodem z lat 90., bo Péter Magyar to tak naprawdę pod wieloma względami Orbán w wersji miękkiej, mniej radykalnej. Niewiele ma wspólnego z tą Europą, która upatruje w nim zbawcy, krzyżowca walczącego z populizmem. Na pewno jednak nie będzie klękał przed Kremlem ani zamykał niezależnych mediów. Niewykluczone, że to będzie musiało wystarczyć.

Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

null
Społeczeństwo

Alergia na wiosnę. Cierpi aż 12 mln Polaków. Leczą się u naturopatów, problem jest gigantyczny

Już 12 mln Polaków zmaga się z wiosennymi alergiami. Gdy konwencjonalna medycyna oferuje lata leczenia, gabinety naturopatów obiecują odczulenie bez igieł i bólu. Dlaczego łatwiej uwierzyć w magię niż w naukę?

Paweł Walewski
31.03.2026
Reklama