„Kariera firmy Zondacrypto zaczęła się za pieniądze rosyjskiej mafii, a u źródeł jej sukcesu finansowego stoją też pieniądze powiązane z rosyjskimi służbami” – twierdzi Donald Tusk. Komentując rosyjski wątek, premier korzystał z poufnej informacji Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Według niej Rosjanie związani z „tambowską” grupą zorganizowanej przestępczości mieli już w 2018 r. przejąć kontrolę nad poprzedniczką Zondacrypto, Bitbay. W Polsce działają za pośrednictwem „biznesmena średniego szczebla” z branży paliwowej. Jego dane zostały utajnione.
Mafia tambowska
Tambowskaja OPG (zorganizowana grupa przestępcza) należała do najbardziej niebezpiecznych i wpływowych grup rosyjskiego półświatka lat 90. ubiegłego wieku oraz pierwszej dekady XXI w. Jej nazwa pochodzi od Tambowa, niewielkiego miasta położonego prawie pół tysiąca kilometrów na południowy wschód od Moskwy. To stamtąd do ówczesnego Leningradu przyjechali pierwsi założyciele gangu, w tym Władimir Siergiejewicz Kumarin (później Barsukow). Młody bokser i student Leningradzkiego Instytutu Mechaniki Precyzyjnej i Optyki działał wówczas w strukturach Wielikołukich, grupy kierowanej przez braci Gawrilenkowów, która specjalizowała się w wymuszeniach na lokalnych handlarzach, prostytutkach, spekulantach i taksówkarzach.
W krótkim czasie zaczął budować własne zaplecze, rekrutując głównie sportowców z rodzinnego regionu. Momentem przełomowym okazał się 18 grudnia 1988 r., kiedy na targu w podlenigradzkiej dzielnicy Dewiatkino doszło do starcia dwóch rywalizujących grup: Małyszewitów (od lidera pierwszej z nich Aleksandra Małyszewa) i właśnie Tambowców. Starcie zakończyło się ponad 70 rannymi oraz jedną ofiarą śmiertelną. Rok później Kumarin usłyszał wyrok za wymuszenie, a Małyszew uciekł za granicę.
Kiedy w 1993 r. wyszedł na wolność, o Tambowskiej OPG było już głośno nie tylko w Petersburgu, ale i – za sprawą reportaży dziennikarza Aleksandra Niewzorowa w programie „600 sekund” – w całej Rosji. Co ciekawe, dekadę później Barsukow (Kumarin) zostanie oficjalnym asystentem deputowanego Dumy Państwowej Niewzorowa.
Posłuchaj: Zondacrypto przeszłość ma mroczną, to nie była żadna tajemnica. Dlaczego prawica jej zaufała?
Bandycki Petersburg
Początek lat 90. ubiegłego wieku był czasem wyjątkowym dla kształtowania się „bandyckiego Petersburga”. Do miasta wdzierały się nowe gangi w poszukiwaniu stref wpływów, ale to Tambowcy, mając liczebną przewagę, zaczęli wypierać konkurencję. Aleksandr Małyszew, który do 1994 r. nosił nieoficjalny tytuł „imperatora bandyckiego Petersburga”, nie mógł powstrzymać tych zmian, ponieważ był osadzony w więzieniu Kriesty, z którego został zwolniony dopiero rok później.
Do strzelanin dochodziło codziennie, a zwłoki byłych sportowców znajdowano w każdym zakątku miasta. W czerwcu 1994 r. doszło również do zamachu na lidera Tambowskiej OPG. Mercedes Kumarina został ostrzelany z karabinu maszynowego, ochroniarz i kierowca zginęli na miejscu, a on nieprzytomny trafił do szpitala. Amputowano mu rękę, a rehabilitacja za granicą zajęła mu cały rok. Kiedy wrócił do Petersburga, zmienił nazwisko na Barsukow po matce i zaczął legalizować biznes.
Nie oznaczało to jednak, że zerwał ze zorganizowaną przestępczością. Przeciwnie, zmienił jedynie taktykę: postawił na kooperatywę z władzą. Tambowcy zaczęli prać swoje pieniądze za pośrednictwem deputowanych Liberalno-Demokratycznej Partii Rosji, założonej przez Władimira Żyrinowskiego w 1989 r. Dzięki mariażowi z władzą do 1998 r. zmonopolizowali cały biznes paliwowo-energetyczny w Petersburgu. Na czele Petersburskiej Spółki Paliwowej (PTK), założonej przez urząd miasta w 1994 r., stanął Barsukow, a jego pierwszym zastępcą został wicegubernator Petersburga Jurij Antonow.
Czytaj też: Banda Zondy. Z wierzchu blichtr, w środku pusta kasa. Klienci stracili resztki złudzeń
Przy stole z Putinem
W tym samym czasie w administracji mera miasta Jurija Sobczaka po szczeblach kariery piął się Władimir Putin. Na początku, gdy Rosja zmagała się z dramatycznymi niedoborami żywności i załamaniem gospodarczym, odpowiadał za inwestycje zagraniczne i licencje eksportowe na surowce. Pierwsze kontrowersje pojawiły się wokół niego w 1992 r., gdy w ramach programu „surowce za żywność” Putin miał eksportować metale i inne dobra w zamian za dostawy produktów spożywczych. Rzecz w tym, że towary najczęściej nie docierały do mieszkańców miasta.
Nie ma jednak formalnych dowodów na bezpośrednie związki Putina z Tambowską OPG. Pozostają nieformalne, jak wspomnienia członków petersburskich gangów, zeznania w sprawach prowadzonych przez zagraniczne organy ścigania czy komentarze Kseni Sobczak, córki mera Sankt Petersburga, która do Putina mówiła w dzieciństwie „wujku”. W marcu 2016 r. udzieliła wywiadu telewizji Dożd, w którym wspominała: „Znałam go (Kumarina-Barsukowa). Każdy, kto mieszkał w Petersburgu, musiał go znać. Byłam osobiście obecna na kilku spotkaniach, gdzie on i Władimir Putin oczywiście również byli obecni... Byłam małą dziewczynką, ale byli razem, co najmniej przy tym samym stole...”.
Praca Putina w merostwie (1990–96) przypadła na okres, w którym rozkwitał „bandycki Petersburg”. Od 1994 r. „nocnym gubernatorem Petersburga” nazywano Kumarina, a z czasem Tambowcy zaczęli wchodzić w skład władz – obwodowych, miejskich, a nawet – jak Michaił Chochoł i Wiaczesław Szewczenko – Dumy Państwowej.
Jednocześnie w 2001 r. pojawiły się zagraniczne śledztwa, z których wynikały możliwe powiązania ówczesnego wicemera Władimira Putina z petersburskimi grupami zorganizowanej przestępczości. Niemieckie organy ścigania wszczęły śledztwo w sprawie niemieckiej firmy St. Petersburg Real Estate Holding Company, znanej również jako SPAG (St. Petersburg Immobilien und Beteiligungs AG). SPAG została utworzona we współpracy z administracją Petersburga w 1992 r., gdy Anatolij Sobczak był merem, a Putin jednym z jego zastępców.
Zarzucano, że SPAG była powiązana z operacjami prania pieniędzy „rosyjskiej mafii i kolumbijskich handlarzy narkotyków”. Jak przypominał think tank Jamestown (często pracowali w nim rosyjscy dysydenci, nieformalnie związani z amerykańskim wywiadem), jeszcze w 1999 r. szef Tambowskiej OPG Kumarin-Barsukow miał figurować na liście dyrektorów kluczowej rosyjskiej spółki zależnej SPAG. W radzie doradczej – jak twierdzą śledczy – miał zasiadać także Putin. Miał też utrzymywać bliskie kontakty z szefem rosyjskiego SPAG Władimirem Smirnowem.
Smirnowa, Kumarina-Barsukowa oraz Putina łączyła także Petersburska Spółka Paliwowa. W 1996 r., gdy jeszcze zasiadał w administracji Petersburga, Putin podpisał dekret przyznający PTK „praktyczny monopol na detaliczną sprzedaż benzyny w mieście, w tym lukratywne kontrakty na dostawy do ogromnej floty ambulansów, radiowozów, autobusów i taksówek Petersburga”.
Do 2007 r. Tambowcy przejęli kontrolę lub wprost zdołali przejąć 11 miejskich przedsiębiorstw, w tym Hotel Sankt Petersburg, Zakłady Przemysłu Cukierniczego „Igristyje Wina”, Fabrykę Cukierniczą „Krupskaja” oraz Terminal Naftowy w Petersburgu. Szacowana wartość przejętych aktywów to 100 mln dol. Schemat wrogiego przejęcia nie mógł być skuteczny bez współpracy z władzami. Jak przebiegał? Wybierano cel, fałszowano dokumenty założycielskie, dodając dane nominalnych dyrektorów, za pośrednictwem skorumpowanych inspektorów podatkowych wprowadzano zmiany w Jednolitym Państwowym Rejestrze Podmiotów Prawnych, a następnie nieruchomość sprzedawano w ramach serii fikcyjnych transakcji.
Czytaj też: Zondacrypto: gdzie wyparowały miliony? Mroczna historia z polityczną burzą w tle
Śmierć deputowanej
Dobra passa skończyła się w 2007 r. Kumarin-Barsukow został aresztowany, bo Tambowskaja nadmiernie wyrosła, a jej lider stał się dla Putina po prostu niewygodny. Dwa lata później zapadł pierwszy wyrok 14 lat kolonii karnej o zaostrzonym rygorze za wrogie przejęcia firm. W 2012 r. został skazany za wymuszenia i otrzymał łączną karę 15 lat pozbawienia wolności. W 2016 r. – 18 lat za usiłowanie zabójstwa współwłaściciela terminalu naftowego w petersburskim porcie. Wreszcie w 2019 r. oskarżony o założenie i kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą, za co otrzymał wyrok 21 lat kolonii karnej o zaostrzonym rygorze.
Władze próbowały również za wszelką cenę połączyć Kumarina-Barsukowa z zabójstwem deputowanej Dumy Państwowej Galiny Starowojtowej. W 1991 r. Starowojtowa została mianowana doradczynią prezydenta Borysa Jelcyna ds. stosunków międzyetnicznych. Współpracowała z naukowcami Andriejem Sacharowem i Dmitrijem Lichaczowem w kwestiach praw człowieka i była jednym z autorów konstytucji Rosji. W 1994 r. polityczka została współprzewodniczącą Partii Demokratycznej Rosji, a rok później wybrana do Dumy Państwowej. W 1996 r. jako pierwsza kobieta ogłosiła zamiar kandydowania na prezydenta Federacji Rosyjskiej. Jednak część popierających ją podpisów uznano za nieważne, a jej rejestracja została odrzucona.
Starowojtowa została zastrzelona w listopadzie 1998 r. w przedsionku apartamentowca, w którym mieszkała w Sankt Petersburgu. Za organizację zabójstwa został skazany latem 2015 r. były deputowany Dumy Państwowej z ramienia LDPR Michaił Głuszczenko. W trakcie śledztwa wskazał Władimira Barsukowa jako mózg tej zbrodni.
Związki z Zondacrypto
Od skazania Barsukowa w 2019 r. gang tambowski uznaje się za rozbity. Dlatego tym ciekawsze będą wyniki śledztwa katowickiej prokuratury, a konkretnie nazwiska Tambowców, którzy mieli przejąć kontrolę nad Zondacrypto. A poprzez nią wywierać wpływ na polityków polskiej prawicy. Tak mówił premier Tusk: „Problem polega na tym, że (Zondacrypto) sponsoruje wydarzenia polityczne i społeczne w Polsce i promuje bardzo konkretne siły polityczne. To ta firma była strategicznym sponsorem słynnej imprezy tzw. CPAC. Również poprzedni prezydent był w to spotkanie mocno zaangażowany. Związki Telewizji Republika z Zondacrypto nie wymagają żadnego udowadniania” – przekonywał.
Nie jest żadną rewelacją to, że rosyjskie służby wykorzystywały i wciąż wykorzystują zorganizowaną przestępczość do ingerowania w sprawy wewnętrzne państw trzecich. Bardzo dobrze znane są powiązania rosyjskiego biznesu ze środowiskami przestępczymi, a ich wszystkich z władzą. Nie bez powodu reżim kremlowski określany jest mianem kleptokracji (w wersji dyplomatycznej) lub państwem mafijnym (w wersji bez ogródek).
Wiadomo także od dawna, że rosyjskie służby sięgają po kryptowaluty, aby utrudniać śledzenie przepływu pieniędzy. Bitcoinem opłacają najemników walczących w Donbasie, skorumpowanych europejskich polityków i influencerów, a także low level agents za wykonane przez nich zadania sabotażowe w Europie, w tym w Polsce. Jak przypomina portal CyberDefence, w 2023 r. w Polsce zidentyfikowano grupę młodych Białorusinów i Ukraińców opłacanych bitcoinem za instalację kamer na trasie kolejowej, umieszczanie propagandowych haseł i podpalenia.
Z tej perspektywy Zondacrypto – jeśli potwierdzą się zarzuty premiera Tuska – była idealnym narzędziem rosyjskich służb. W sprawie tej znacznie bardziej powinno niepokoić, dlaczego – wiedząc o, oględnie mówiąc, zastrzeżeniach – władze nie reagowały, a prawicowi politycy pozwalali się sponsorować. O piramidalnym oszustwie Zondacrypto informowali dziennikarze TVN sześć lat temu, a osiem lat temu BitBay, poprzedniczka Zondy, trafiła na listę ostrzeżeń KNF.