Seria ataków w Niemczech nie powinna być pretekstem do krytyki polityki imigracyjnej
Tragiczny tydzień
Gdy atakuje człowiek, który ubiega się o status azylanta w Niemczech, staje się to międzynarodowym newsem.
Mieszkańcy Monachium przed centrum handlowym Olympia oddają cześć ofiarom piątkowego ataku.
Arnd Wiegmann/Reuters/Facebook

Mieszkańcy Monachium przed centrum handlowym Olympia oddają cześć ofiarom piątkowego ataku.

Uwagę mediów przykuły tragedie na terenie Niemiec. Motywy zamachów nie są jeszcze znane. Atak nożownika afgańskiego pochodzenia na pasażerów pociągu może się wiązać z islamistycznym terroryzmem. Inne ataki są prawdopodobnie wynikiem psychicznych zaburzeń u ich sprawców.

W ostatnim czasie Niemcy przyjęły ok. 800 tys. uchodźców z terenów objętych konfliktami zbrojnymi na Bliskim Wschodzie i w Afryce Północnej. To tyle co mały kraj lub wielkie miasto. W milionowej populacji musieli się znaleźć osobnicy wymagający leczenia psychiatrycznego.

Przyjmuje się, że ich liczba w każdej populacji jest mniej więcej stała, sięga jednego procenta. Nie wszyscy z nich popełniają zbrodnie, ale należy się liczyć z tym, że niektórzy je popełnią pod takim czy innym pretekstem. Gdy socjopata alkoholik atakuje nożem członka swej rodziny lub osobę przygodną, nie budzi to zwykle szerszego zainteresowania. Gdy atakuje człowiek, który ubiega się o status azylanta w Niemczech, staje się to międzynarodowym newsem, mimo że motywy mogą być tak samo patologiczne jak w przypadku alkoholika.

Każdy z ataków na niewinnych ludzi, do jakich doszło w ostatnim tygodniu, jest zbrodnią. Każdy zasługuje na szczegółowe wyjaśnienie i potępienie. Ofiarom należy się oddanie czci, ich rodzinom współczucie i wsparcie. Ludzie, którzy się boją, mają do tego podstawy. Ale mądra polityka polega na tym, by te lęki studzić, podając rzetelne informacje i umożliwiając swobodną i merytoryczną debatę publiczną.

Nie godzi się jednak czynić z fali ataków pretekstu do hurtowej krytyki polityki imigracyjnej rządu niemieckiego. Niemcy, mimo szoku i oburzenia, to dostrzegają. Poparcie dla kanclerz Merkel zaczyna się odbudowywać. Jej rządy ocenia pozytywnie 59 proc. ankietowanych.

Nie ma jednak niestety gwarancji, że pozytywny trend się znów nie załamie, gdy dojdzie do kolejnego nieszczęścia. Dlatego instytucje publiczne, w tym władze państwowe i lokalne, media i szkoły, powinny dołożyć starań, by nieprzemyślanymi działaniami i komentarzami nie dolewać oliwy do ognia.

Czytaj także

Ważne w świecie

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj