Recenzja filmu: „Historia dźwięku”, reż. Oliver Hermanus
Pięknie sfilmowany obraz ma w sobie melancholijny urok staroświeckiego romansu.
Pięknie sfilmowany obraz ma w sobie melancholijny urok staroświeckiego romansu.
Pełen rozmachu film w bezpretensjonalny sposób mówi o chorobie, na jaką zapadła Brazylia, ale też o świecie często zapominającym o swoich winach.
Sercem intymnego, wizjonerskiego dramatu rodzinnego osadzonego w dystopijnym mieście we Francji jest tajemniczy wirus przypominający AIDS, który zamienia swoje ofiary w marmurowe posągi.
Mądre, empatyczne kino z dojrzałymi kreacjami młodych aktorów, bez łatwych diagnoz.
Desperacja podszyta rozpaczą rzadko bywa tak atrakcyjna w oglądaniu.
Efektowne pojedynki oraz jaskinie pełne pułapek, jakich nie powstydziłby się Kevin sam w domu, to cokolwiek za mało, żeby odświeżyć gatunek pirackiego kina starej przygody.
Film o obsesji kontroli, „Dobry chłopiec” drażni i rodzi wiele pytań, poczynając od starego jak świat: „Czy cel uświęca środki?”.
Solidny, intelektualny thriller, którego stawką jest nie tylko honor i godność, ale i przyszłość ojczyzny oraz Europy.
Mistrzowska reżyseria, wybitne aktorstwo, świetnie puentująca emocje muzyka Hani Rani złożyły się na jeden z najpiękniejszych filmów sezonu.
W czasach politycznego zamętu potrzebujemy czasem pozytywnych bodźców, ale ten film budzi jedynie irytację.
Powiedzieć, że ten film jest miejscami gorzko zabawny, to nic nie powiedzieć.
Minimalistyczna tragikomedia o rozliczaniu irańskiej dyktatury ma wymiar ponadczasowego moralitetu.
Efekt jest do przewidzenia – po wyjściu z kina amnezja gwarantowana.
Jeśli ktokolwiek jeszcze wierzy, że w Ameryce prawa człowieka są szanowane, a demokracja kwitnie, obejrzawszy ten film, przestanie mieć złudzenia.
Intymny dramat osnuty wokół nierozwiązywalnych dylematów wygląda, jakby był syntezą dotychczasowego dorobku autora „Wielkiego piękna”.
Nieczęsto można zobaczyć, jak jedna z największych aktorek brytyjskich strzela do ludzi zamienionych w potwory przez toksyczne grzyby.
„Zapiski śmiertelnika” rozbiegają się w wielu kierunkach, nie tworzą spójnej całości, chociaż czuje się warsztatową pewność reżysera.
Mało wciągające widowisko, ląduje w krainie dawno już opowiedzianych bajek.
Brakuje mu finezji, oddechu i dystansu, by zapamiętać go na dłużej.
Przejmująco wrażliwy, głęboko poruszający wizualny spektakl.